40 miliardów na walkę z koronawirusem?

2
152

Rząd przedstawił „tarczę antykryzysową”, czyli projekt, który ma pomóc polskiej gospodarce i Polakom przejść przez pandemię koronawirusa. Jest ona, przynajmniej zdaniem rządu, warta 212 mld PLN. Ale nie oznacza to, że tyle pieniędzy zostanie fizycznie wydanych z budżetu.
Obecnie rządzący uwielbiają efektowne nazewnictwo. Program „Batory”, czyli program budowy promów pasażerskich, program „Żwirko i Wigura”, czyli program budowy dronów bojowych i parę jeszcze innych. Nie inaczej jest tym razem. Program, który ma pomóc nam wszystkim przejść kryzys gospodarczy wywołany koronawirusem okrzyknięto „tarczą antykryzysową”. Mam nadzieję, że tym razem będzie on efektywnie realizowany, bo w wielu przypadkach innych projektów na efektownych nazwach się kończyło. Jak choćby w przypadku wspomnianych na początku…

REKLAMA

Wartość działań antykryzysowych to 212 mld złotych. Ale trzeba to dobrze rozumieć. W tych 212 mld jest na przykład 70 mld PLN, które Narodowy Bank Polski ma wydać na utrzymanie płynności w systemie bankowym. Z tym, że na razie nie ma żadnych problemów z tą płynnością. Mało tego: mamy nadpłynność na poziomie 80 mld złotych. Czyli banki mają te pieniądze z naszych lokat i depozytów, ale nie są w stanie „wydać” ich na kredyty i pożyczki. Trzymają je głównie w obligacjach skarbowych. Ale tak czy inaczej, nie potrzebują gotówki. Zresztą pierwsza próba odkupienia tych obligacji od banków skończyła się minimalnym zainteresowaniem. NBP chciał odkupić 10 mld PLN obligacji, a odkupił jedną czwartą tej sumy. Wiadomo było, że to się tak skończy, zresztą na rynku cała ta akcja była raczej okazją do żartów. Może NBP chciał pokazać, że jest w stanie to robić? No, ale to wiemy, po co zatem takie działanie na pokaz? Nieco lepiej wyglądał drugi przetarg, bo rzeczywiście na rynku zaobserwowano sprzedaż polskich obligacji realizowany głównie przez zachodnie fundusze. NBP stabilizował zatem rynek. Miejmy tylko świadomość, że te działania to nic innego jak drukowanie pieniędzy. Choć oczywiście nie w postaci papierowej. To dokładnie ten schemat, co do zasady, który realizowany był w USA czy w strefie euro. Mało tego, pojawiły się też głosy ze strony niektórych członków Rady Polityki Pieniężnej, żeby NBP mógł kupować nowe obligacje. Co de facto oznacza finansowanie długu publicznego bezpośrednio drukowaniem pieniędzy. Bardzo ryzykowny pomysł. Nawet biorąc po uwagę obecną sytuację. A jeśli już, to w polskich realiach musi się on wiązać z jakimś projektem powrotu do normalności, kiedy już sytuacja się uspokoi. W przeciwnym razie zdestabilizujemy cały system na długi okres. Przypominam, że wszystko się dzieje przy wyraźnym wzroście inflacji. A dodatkowy pieniądz na rynku na pewno nie będzie jej ograniczał.
Dla mnie problematyczną decyzją było obniżenie stóp procentowych. Czy naprawdę ruch o pół punktu procentowego w dół odciąży na tyle, żeby być istotnym wsparciem? W sytuacji, gdy w wielu firmach po prostu nie ma żadnych wpływów? A to właśnie ta decyzja doprowadziła do osłabienia złotego. Polska waluta trzymała się w miarę dobrze do momentu zapowiedzi ewentualnej obniżki. A po jej dokonaniu z marszu pokonaliśmy poziom 4,50 na euro. O franku szwajcarskim nie wspominając. Argumenty o tym, że słabszy złoty pomaga eksportowi, są o tyle nietrafione, że obecnie to nie ceny polskich produktów czy usług są powodem problemów w eksporcie. Tylko zahamowanie możliwości kupowania u naszych kontrahentów. Z tych samych powodów, które dotykają polskie firmy.
Większość „tarczy” to pożyczki, gwarancje i kredyty. I bardzo dobrze. Jestem zwolennikiem takich działań. Z jednym zastrzeżeniem. To się musi dziać jak najszybciej. I musi być maksymalnie łatwo dostępne. Inaczej sens tego wszystkiego będzie mocno ograniczony. W chwili, gdy piszę te słowa nie ma jeszcze szczegółów dostępności poszczególnych elementu programu. Trudno mi się zatem odnieść do tego, czy ten postulat jest spełniony. Tak czy inaczej, pisałem o tym poprzednio, dostarczenie płynności to najważniejszy cel działania w pierwszym okresie. A potem, za kilka miesięcy, będziemy się zastanawiać, bo będzie na to czas, komu te pożyczki i kredyty umorzyć z uwagi na przykład na sytuację całej branży. I to dopiero będzie bezpośredni koszt ze strony budżetu państwa.
Teoretycznie z tej całej sumy 212 mld PLN wydatek budżetu to maksymalnie nieco ponad 60 mld PLN. Ale i tej kwoty nie możemy być pewni. Słyszymy bowiem o tym, że na przykład 30 mld PLN, które ma „iść” na rozwój infrastruktury, ma finansować projekty przynajmniej w części realizowane z samorządami. Czy to są w ogóle nowe projekty, wcześniej nieprzygotowywane? Przedstawiciele rządu mówią, ale szczegółów nie ma? A co oznacza owa współpraca z samorządami? Czy także konieczności ponoszenia kosztów po ich stronie? Czy w tym jest te 30 mld PLN? Cześć pieniędzy będzie „szła” także z innych źródeł, na przykład z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Czyli nie z budżetu państwa.
Tak na pewno, moim zdaniem, na razie możemy mówić o góra 40 mld PLN bezpośrednio z budżetu włożonych w gospodarkę. To nie jest kwota, która poraża. Moim zdaniem to dopiero początek, jeśli ten program ma przynieść jakieś poważne realne wsparcie.
I jeszcze jedna kwestia. Absolutnie zgadzam się z tym, że jeśli pojawiają się efekty wzrostu gospodarki, to ze społeczeństwem trzeba się dzielić. Ale nie można przesadzić. Pisałem o tym wielokrotnie. Nie zbudowaliśmy przez ostatnie sześć lat fantastycznej koniunktury żadnej rezerwy. Zadłużaliśmy się, choć coraz mniej, ale jednak, w przeciwieństwie do większości innych krajów UE. I to też nam teraz nie pomaga. A z pewnością nie będziemy się mogli zadłużać w nieskończoność.

REKLAMA

2
Dodaj komentarz

2 Liczba komentarzy
0 Odpowiedzi
0 Obserwują
 
Komentarze z największą ilością reakcji
Najbardziej negatywny komentarz
2 Autorzy komentarzy
  Ustaw powiadomienia  
NAJNOWSZE NAJSTARSZE NAJWYŻEJ OCENIANE
Powiadom o
Kuba

Kolejna propaganda pisu.

Polak

Ja pierdole.