70 lat po…

0
59
REKLAMA

Poza tym zauważam coraz więcej oznak zwykłej ludzkiej empatii, zwłaszcza u ludzi młodych. To właśnie tacy ludzie rozdawali mieszkańcom Warszawy papierowe żonkile, symbol pamięci nie tylko po społeczności żydowskiej, ale i po zmarłym 4 lata temu Marku Edelmanie, który co roku przed pomnikiem ofiar Holocaustu składał wiązankę właśnie żonkili.
Stosunki polsko – żydowskie zawsze były dosyć skomplikowane i trudne do uogólnienia. Na wsiach Żydzi zajmowali się przede wszystkim handlem i szynkarstwem, dlatego polscy chłopi ich nie lubili, zwłaszcza że w dodatku byli innej wiary, co dla prostego chłopa było trudne do zrozumienia. Właśnie takie były korzenie i tragedii w Jedwabnem i historii opowiedzianej w „Pokłosiu”. Bardziej skomplikowane relacje były w miastach, zwłaszcza tych największych. W takiej Warszawie na przykład, w której przed wojną aż 30 procent mieszkańców było wyznania mojżeszowego, byli Żydzi mówiący w jidysz tylko, byli tacy, którzy mówili po polsku z akcentem, ale była też spora grupa, która mówiła tylko po polsku i nie chodziła modlić się do synagogi. To dzieci z tej ostatniej grupy miały największą szansę na przetrwanie wojny, bo łatwo je można było gdzieś wywieźć, ukryć w jakimś klasztorze czy dołączyć do jakiejś polskiej rodziny. Pytanie, przed kim ukryć, wcale nie jest retoryczne. Oczywiście przed Niemcami, ale niestety także przed naszymi rodakami, bo w każdej społeczności zdarzali się osobnicy, którzy denuncjowali, czasami za pieniądze, a czasami z nienawiści tylko.
Zawsze gdy pojawia się dyskusja o naszym, rzekomym czy prawdziwym, (nie mnie o tym przesądzać) antysemityzmie, pada argument, że najwięcej drzewek w instytucie Jad Waszem w Jerozolimie mają właśnie Polacy. Przypomnę, że drzewka sadzi się tym ludziom, którzy w tych strasznych czasach Holocaustu szli pod prąd i ratowali Żydów przed zagładą. Faktem jest, że wszyscy Żydzi, których znam i którzy przeżyli wojnę, a nie jest to wcale mała grupka, przeżyli dzięki Polakom, tyle że jest to argument dość chybotliwy, bo kto ich miał tutaj ratować? Szwedzi? Amerykanie? A może Marsjanie? Prawda jest w statystyce. Ze 100 procent Polaków wojny nie przeżyło około 10 procent. Ze 100 procent polskich Żydów wojny nie przeżyło 90 procent. To nie jest oskarżenie polskiego społeczeństwa. Polska była jedynym w Europie krajem, w którym za pomaganie Żydom groziła kara śmierci. Łatwo jest dzisiaj osądzać przodków, ale pamiętajmy, że nie wiemy, jak byśmy się sami zachowali w tamtych czasach. I obyśmy nigdy nie byli poddani takiej próbie.
Zaraz po 1 września 1939 i Polacy, i Żydzi byli w opresji, ci drudzy oczywiście w znacznie większej, bo wiedzieli, że zostali w Niemczech uznani za podludzi i za obcych. Mogli podejrzewać, jakie będą tego konsekwencje. Ale dopiero w marcu 1942 w Berlinie zapadła decyzja o eksterminacji narodu żydowskiego. Eksterminację tę przeprowadzono dość precyzyjnie i już w listopadzie 1943 nie było w Polsce gett. Ale współczuć trzeba nie tylko tym zgładzonym w Treblince czy Oświęcimiu. Współczuć należy też Polakom, którzy po marcu 1942 roku musieli wybierać postawy – współczuć i pomagać, współczuć i nie pomagać, być obojętnym, być zadowolonym i nic nie robić czy wreszcie denuncjować. Wydaje mi się, że potępiać możemy tylko tych ostatnich.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o