A więc wojna?

0
56

Z wielu kompletnie bezsensownych wypowiedzi zarejestrowanych pod teatrem zapamiętałem jedną, też oczywiście bezsensowną. Jakaś pani z białoczerwoną flagą (a jakże) powiedziała mianowicie, że ona by chciała, żeby była zgoda. Pomyślałem sobie, że powinna jeszcze dodać, że chciałaby, żeby było dobrze. Tymczasem ani zgody nigdy nie będzie, ani też nigdy nie będzie dobrze. Bo to, co jest dobre dla jednych, jest fundamentalnie niedobre dla drugich i wzajemne przepychanie się, a nawet rozpychanie, jest od setek tysięcy lat sensem istnienia gatunku ludzkiego.
Być może dlatego właśnie upadnie Unia Europejska. To znaczy ja nie wieszczę, że upadnie, bo to wcale nie jest przesądzone, ale jeżeli upadnie, to stanie się tak dlatego, że zwykłe rozpychanie się może Europie nie wystarczyć. A zwykłe rozpychanie się to rywalizacja gospodarcza i polityczna. Natomiast rozpychanie się ekstremalne to wojna. Unia Europejska zrodziła się po szaleństwie II wojny światowej, w której zginęły miliony ludzi i spłonęły setki miast, tak na dobrą sprawę nie bardzo wiadomo dlaczego. To znaczy, to właśnie taka idea jak pomysł zjednoczenia Europy w imię tego, by już nigdy nie doszło do takiej hekatomby, miała nadać tej okrutnej wojnie jakiś sens. I rzeczywiście. Jeżeli uznamy, że Bałkany są trochę na uboczu Europy, i zgodzimy się, że żaden z krajów tworzących kiedyś Jugosławię w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia nie należał do Unii Europejskiej, to krwawy konflikt towarzyszący rozpadowi Jugosławii możemy uznać za incydent, który nie zmienia faktu, że od 1945 roku, czyli od 72 lat, w Europie nie było wojny. I to jest naprawdę niesamowite.
W zasadzie w czasach współczesnych, czyli w ciągu ostatnich 2 tysięcy lat, na naszym kontynencie nie było tak długiego czasu spokoju i pokoju. Wcześniej tłukliśmy się zapamiętale i właściwie bez przerwy. Zbrojne hufce przetaczały się po całej Europie wzdłuż i wszerz. Dżyngis Chan, zwany też ostatnio Czyngis Chanem, w trzynastym wieku hulał po naszym kontynencie tak, że aż się kurzyło. Jego oddziały dotarły w pobliże dzisiejszego Berlina, co znaczyło, że przeszły kilka tysięcy kilometrów, paląc, gwałcąc i mordując. Ale jednocześnie otwierając korytarz do wymiany kulturalnej i przynosząc na podbite tereny nowinki technologiczne, na przykład strzemiona, które potem ludom Europy pozwoliły lepiej machać mieczem podczas własnych wojen. Tak okrutna II wojna światowa, której znakiem firmowym było to, że podczas jej trwania łatwiej było zginąć, będąc cywilem niż żołnierzem, zmieniła świat technologicznie w sposób skokowy. Jej dziećmi są: energia jądrowa, silniki odrzutowe, loty w kosmos i w jakimś sensie Internet. Bez niej świat początku XXI wieku wyglądałby zupełnie inaczej, prawdopodobnie przypominałby świat znany nam z lat sześćdziesiątych minionego stulecia. Moim zdaniem były to akurat całkiem fajne lata, ale świat żąda ciągłego rozwoju, chce postępu, chociaż nawet nie potrafi zdefiniować terminu „postęp”.
O tym wszystkim pomyślałem, patrząc na panią z białoczerwoną flagą, za plecami której kotłowało się kilkudziesięciu krótko ostrzyżonych mięśniaków, ale także kilkudziesięciu cherlawych okularników marzących o tym, żeby kiedyś być mięśniakami. Jak Europa długa i szeroka takich jak oni jest dziś pełno. Kupują jednakowe koszule po to, by poczuć się częścią większej całości. Maszerują, starając się zachować równy rytm, bo rytm też ich scala. Gdy trzeba, to skandują hasła, których często nie rozumieją. Gdy ktoś im podpadnie, to go skatują, tak trochę mimochodem, tak trochę od niechcenia. Gdy ktoś im każe, pójdą na wojnę, którą zresztą później potępią ich dzieci (o ile – ku nieszczęściu świata – zdążą się rozmnożyć). W sumie… nic nowego.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o