Aby się ratować trzeba pożyczać i „drukować”

0
59

Na pierwszy rzut oka świat stanął na głowie. Nawet bowiem ci, którzy normalnie wzdrygają się na myśl o zwiększaniu dziury w budżecie i różnych akcjach płynnościowych banków centralnych mówią, że teraz trzeba tak działać.
Niemcy prowadziły ostatnio politykę zrównoważonego budżetu. Oczywiście nie wszystko da się dokładnie policzyć, w efekcie w ostatnich sześciu latach nie tylko nie było deficytu, ale pojawiała się nawet nadwyżka. W sumie wyniosła ona około 7% PKB, czyli mniej więcej 250 mld euro. Wraz ze wzrostem gospodarki, czyli wartości PKB, doprowadziło to do wyraźnego spadku wskaźnika, który powszechnie uważany jest za jeden z najważniejszych do oceny bezpieczeństwa finansowego krajów. Mam na myśli wartość długu w stosunku właśnie do PKB. W ciągu tych sześciu lat spadł on z prawie 80% do około 60%.

REKLAMA

Ostatecznych danych za rok 2019 jeszcze nie mamy. Ale nawet w Niemczech, które zrównoważony budżet uważają obecnie za jeden z podstawowych fundamentów polityki państwa, przekaz jest jasny: trzeba wydać tyle ile potrzeba, żeby ratować zdrowie i życie, ale także, by ratować gospodarkę. A to tyle ile trzeba szacują już dzisiaj w sumie, razem z działalnością Europejskiego Banku Centralnego, na 1,2 biliona euro. Oczywiście, podobnie jak w przypadku Polski i naszych 212 mld złotych, to nie jest tak, że niemieckie państwo tyle pieniędzy bezpośrednio wpompuje w przedsiębiorstwa, czy w transfery dla tych, którzy tracą pracę. Ale już dzisiaj mówi się, że samych wydatków rządowych może być grubo ponad 150 mld euro. Na ten cel rząd pożyczy 158 mld euro. Uwzględniając wielkość niemieckiej gospodarki mówimy tu o kwotach prawie 5% PKB. Przypominam, nie mam na myśli „drukowania” pieniędzy przez Europejski Bank Centralny (EBC), czy kredytów i gwarancji udzielanych przez niemiecki odpowiednik naszego Banku Gospodarstwa Krajowego. To realne pieniądze, które rząd chce przekazać na ratowanie, a potem odbudowanie gospodarki. Dla porównania na razie w Polsce, moim zdaniem, mówimy o kwocie w okolicach 30 – 40 mld złotych, czyli góra 2% PKB. Gdyby odnieść kontekst niemiecki do polskiego, to nasz rząd powinien przygotować przynajmniej 100 mld złotych. Cały niemiecki rządowy pakiet pomocowy to 750 mld euro, czyli ponad 20% PKB. Plus, powtarzam, działania EBC. W naszym przypadku całkowita wartość pakietu to 10% PKB, razem z działaniami Narodowego Banku Polskiego.
Równie agresywnie wygląda to w Stanach Zjednoczonych. Pakiet pomocowy, przygotowany przez rząd, to 2 biliony dolarów. I znowu w znacznej części będą to realne pieniądze pochodzące ze zwiększenia deficytu budżetowego, na przykład 1200 USD transferu dla każdego Amerykanina zarabiającego nie więcej, niż 75 tysięcy USD rocznie. Tu już mamy 10% PKB, a do tego trzeba dodać działalność FEDu, czyli amerykańskiego banku centralnego.
USA i Niemcy to szczyt rankingu najbogatszych krajów świata. Ale też porównując je z Polską, wartość pomocy odnoszę do wielkości PKB. Nie zestawiam bezwzględnych wydatków. Oczywiście, to też nie jest do końca porównywalne, bo w bogatych krajach możliwości są większe, niż w biedniejszych. Po zaspokojeniu podstawowych potrzeb powinno zostawać więcej. Łatwiej jest także pożyczać. Jest większa wiarygodność. To wszystko prawda. Ale i tak polityka realizowana obecnie na świecie w związku z pandemią koronawirusa jest absolutnie bez precedensu. I co najciekawsze, nawet mocno niechętni zadłużeniu się państw i drukowaniu pieniędzy przez banki centralne nie kwestionują tego kierunku. Bo to co nas spotyka jest rzeczywiście nadzwyczajne.
To samo musimy robić w naszym kraju. Na razie polska tarcza jest niewystarczająca i mówię to od początku jej ujawnienia. Do takiego samego wniosku doszedł już rząd. Oficjalnie przekaz jest taki, że ponieważ nie znano skali, postanowiono cały pakiet dozować. To, co mamy to tarcza nr 1. Będzie zatem tarcza nr 2, a może nawet i nr 3. Nie do końca zgadzam się z takim podejściem, ale dobrze, że kolejne programy są przygotowywane. Porównanie z innymi krajami pokazuje, że większość z nich od początku przygotowuje znacznie obszerniejsze pod względem wartości pakiety.
A zatem deficyt budżetowy w tym roku wzrośnie. Musi wzrosnąć, jeśli realnie chcemy pomóc gospodarce. I to wyraźnie. A NBP musi „drukować” pieniądz, zwiększając płynności w systemie. Na razie jej nie brakuje, ale to się może za chwile skończyć. Innej możliwości nie ma. Choć będzie nam trudniej, niż na przykład Niemcom. Nie tylko dlatego, że Niemcy są bogatsze. Także, a może głównie dlatego, że przez ostatnie lata fantastycznej koniunktury, zresztą nie tylko u nas, wydawaliśmy za dużo. Nie zbudowaliśmy wystarczającej rezerwy. Nie w sensie środków państwa na rachunku w NBP, ale potencjału dużego wzrostu długu. Teraz mamy tego skutki. Tym bardziej, kiedy sytuacja się uspokoi, będziemy musieli pokazać wiarygodną ścieżkę zmniejszania zadłużenia, które teraz wyraźnie wzrośnie. I ściągnięcia nadmiaru wygenerowanych przez NBP pieniędzy. Inaczej nie będziemy wiarygodni, a to nas będzie wszystkich dużo kosztowało. Tak na marginesie: rząd niemiecki już dzisiaj mówi, że po wygaśnięciu problemów związanych z pandemią wróci do polityki zrównoważonych budżetów. Prawdopodobnie stanie się to najpóźniej w roku 2022.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o