Amerykanie wracają do pracy

0
31

Ostatnie dane z amerykańskiego rynku pracy potwierdzają, że największa gospodarka świata dynamicznie się rozkręca po zapaści z drugiego kwartału 2020. Bezrobocie wciąż jest relatywnie wysokie, ale poprawa daje powody do optymizmu.

W lutym 2020 roku w Stanach Zjednoczonych odnotowano bezrobocie na poziomie 3,5%. Był to najniższy poziom od pół wieku, będący efektem świetnej koniunktury ostatnich jedenastu lat. Ale potem zaatakował koronawirus. Już w marcu pracę straciło 700 tysięcy osób, co spowodowało wzrost wskaźnika do 4,5%. Wszyscy wiedzieli jednak, że najgorsze dopiero przed nimi. W ciągu czterech tygodni kwietnia i potężnego ograniczenia aktywności gospodarczej liczba bezrobotnych wzrosła o 17 mln. Biorąc pod uwagę fakt, że siłę roboczą w tym kraju stanowi około 165 mln osób, oznacza to, że ponad 10% zdolnych do pracy straciło zatrudnienie. Jeszcze raz powtórzę: w ciągu zaledwie miesiąca! Takich danych nie odnotowano nigdy w historii. W efekcie stopa bezrobocia na koniec kwietnia osiągnęła 14,7%. Dwa miesiące wcześniej, piszę to jeszcze raz, żeby podkreślić skalę zjawiska, było 3,5%.

REKLAMA

Ale, o czym już wielokrotnie pisałem, USA to specyficzny rynek pracy. To rynek znacznie bardziej elastyczny, niż na przykład ten w Polsce. Bardzo łatwo można tam pracę stracić, ale bardzo łatwo także, w momencie powrotu koniunktury, można ją zdobyć. Okresy wypowiedzenia są raczej rzadkością i wynikają z umów między związkami zawodowymi a konkretnymi zakładami pracy. Czasem branżami. Co do zasady jednak – pracę można stracić z dnia na dzień. I właśnie między innymi dlatego, biorąc pod uwagę mechanizm funkcjonujący na rynku, w pierwszych tygodniach kryzysu amerykańska administracja zdecydowała się przeznaczyć miliardy dolarów nie dla firm na utrzymanie miejsc pracy, ale dla tych, którzy tę pracę stracą. Wprowadzono zatem zasiłek w wysokości 600 USD tygodniowo. Był to zasiłek dodatkowy, bo ci którzy stracili pracę i mieli prawo do podstawowego zasiłku, ten podstawowy zasiłek oczywiście także mogli pobierać. Tę specyfikę trzeba dobrze rozumieć. Niektóre amerykańskie media sygnalizowały nawet proceder polegający na dogadywaniu się z pracodawcą: „Ty mnie dzisiaj zwolnisz, bo dostanę przyzwoity zasiłek, ale jak się tylko poprawi, to oczywiście wracam do pracy”. Piszę o tym dlatego, że choć dane z rynku pracy były rzeczywiście fatalne, nigdy – jeszcze raz to powtórzę – czegoś takiego nie obserwowaliśmy, to nie można tego jednak porównywać z Wielkim Kryzysem 1929 – 1933. I nie chodzi mi tu nawet o to, że wtedy poziom bezrobocia przebił 25%, tylko o to, że proces był długotrwały i nikt nie zasypywał kryzysu miliardami dolarów.

Gospodarka amerykańska po zapaści w drugim kwartale, przypomnę PKB spadło tam o 9,1% w ujęciu rocznym, zaczęła jednak dynamicznie wracać do aktywności. A to pociągnęło za sobą spadek bezrobocia. Nie aż tak dynamiczny, jak jego wzrost w kwietniu, ale również niespotykany w historii. Efekt? W sierpniu stopa bezrobocia spadła do poziomu jednocyfrowego, dokładnie do 8,4%. Co zaskoczyło zresztą większość ekonomistów. Oczywiście to dalej pięć punktów procentowych więcej, niż w rekordowym lutym. Osiem milionów ludzi więcej nie ma wciąż pracy. Ale do takiego poziomu po ostatnim szczycie bezrobocia z końca 2009 roku, kiedy osiągnęło ono 10 procent i było efektem kryzysu finansowego 2008 – 2009, rynek pracy dochodził prawie trzy lata.
8,4% to dalej dość dużo, jak na warunki amerykańskie. Ale jednak na razie realizuje się scenariusz szybkiej poprawy po skokowym załamaniu. Problem w tym, że koronawirusa wciąż nie pokonaliśmy i nie wiemy, co się może jeszcze wydarzyć. Nie możemy zakładać, choć to jest scenariusz bazowy, najbardziej prawdopodobny, że teraz już będzie tylko lepiej. Choć oczywiście oby tak było.

W Polsce rynek pracy jest inny. Mamy okresy wypowiedzenia, pewne dane są zatem opóźnione. W dodatku w Polsce, jak i w wielu innych krajach Europy, politycy koncertowali się na przekazywaniu środków do przedsiębiorstw po to, żeby pomóc im zachować miejsca pracy. W przypadku naszego kraju w tarczy 1.0 państwo dopłacało do wynagrodzeń, a w przypadku największej tarczy, czyli 3.0, mechanizm umorzenia pożyczek udzielanych przez Polski Fundusz Rozwoju jest związany z utrzymaniem miejsc pracy. Mieliśmy także postojowe, wyraźnie wyższe niż zasiłek dla bezrobotnych, które ograniczało rejestrowanie się na przykład tych, którzy prowadzą jednoosobowe działalności gospodarcze i tracili swoje dochody. Wszystko to doprowadziło do relatywnie niewielkiego wzrostu bezrobocia. W marcu odnotowaliśmy 5,4%, w lipcu, bo takie mamy ostatnie dane, było 6,1%. Rzeczywisty wzrost jest większy, niż owe 0,7 punktu procentowego, pamiętajmy bowiem, że normalnie w lecie bezrobocie spada, mamy więcej prac sezonowych. Ale tak czy inaczej obawiam się, że poważniejsze wzrosty niestety dopiero przed nami. Moim zdaniem do końca roku możemy przebić, i to wyraźnie, poziom 8%.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o