Batyr wetując ustawę o „osobie najbliższej”, czyli od dawna przygotowywaną i dyskutowaną ustawę o związkach partnerskich, okazał się po raz kolejny vetomanem i nikim więcej. Wszystkie zabiegi, negocjacje, gesty dobrej woli ze strony polityków koalicji, w tym przypadku przede wszystkim pani minister Kotuli, diabły wzięli. Zaraz po radosnym oświadczeniu pani minister jeden z uroczych ministrów Batyra zapowiedział, że p. prezydent tę ustawę zawetuje, bo jest znanym i dzielnym obrońcą rodziny i małżeństwa. Co jak wiadomo zdaniem odkrywczym nie jest. Dość irytujące było oglądanie wysiłków w/w pani minister, która stwierdzała, że ustawa spełniła wszystkie zastrzeżenia i obiekcje prawicy, a teraz pod zmienionym tytułem (żeby przypadkiem nie drażnić Konfederacji, Batyra itp.) z pewnością będzie się podobać „panu prezydentowi”, który ją podpisze. Ale się nie spodobała i nie podpisze.
Czy ci ludzie nie widzą, z kim mają do czynienia? Przecież Batyrowi nie chodzi o żaden status osoby najbliższej, o jakiekolwiek związki partnerskie czy inne, o prawa człowieka, ułatwienie życia parom homoseksualnym, które są faktem i nic na to panowie nacjonaliści nie poradzicie. Nie chodzi mu też o dyskusję i uzgodnienie czegokolwiek ze znienawidzonym rządem, szczególnie znienawidzonego premiera, ale dokuczenie rządowi, upokorzenie i zademonstrowanie patriotycznej, narodowej krzepy, pokazanie „sprawczości” i doprowadzenie do obalenia rządu oraz systemu demokracji parlamentarnej. Nie będą te feministki czy lewaki decydować, co ja, Batyr, obrońca wiary, rodziny i ojczyzny mam robić. I tak będzie zawsze. Jest to sytuacja, którą można i trzeba przełamać tylko siłą. Ignorować veta, stosować bezpośrednio Konstytucję albo wydawać rozporządzenia rządowe, przy pomocy których należy realizować politykę państwa. Jak ktoś tego nie widzi, to powinien zająć się czymś innym, najlepiej obroną zachodnich granic albo zwalczaniem imigracji, a nie prowadzeniem działalności politycznej lub jeszcze gorzej – rządzeniem Polską.
Weta odwrócą się przeciwko Batyrowi i jego grupce, już widać proces słabnięcia nacjonalizmu i to nie tylko w polskiej skali. Być może (takie są też opinie niektórych komentatorów) decyduje o nastrojach społecznych na najgłębszym poziomie stan gospodarki, a on jest w Polsce bardzo dobry. Oczywiście jak wszędzie dochody rozłożone są nierównomiernie, ale jednak 20. gospodarka świata to fakt realny, a nie statystyczne oszustwo jak w czasach PRL-u czy w innych dyktaturach. „Polityka też akurat zaczęła sprzyjać rządowi. Po prostu zmienia się koniunktura. Wewnętrzna i zewnętrzna. Wygrana Trumpa nadała impet całej europejskiej i globalnej prawicy (to ta fala wyniosła też Karola Nawrockiego). Ale ten pierwszy entuzjazm zaczyna przechodzić w zakłopotanie… traktowanie Unii Europejskiej jako niemal wroga Ameryki, lekceważący, imperialny stosunek do małych sojuszników. Nawet Nawrocki i Przydacz zamilkli… a w kraju już widać, jak trudno Nawrockiemu utrzymać pozycję zwornika wielkiej prawicowej koalicji… wolnościowcy Mentzena na kontrze wobec etatystów i socjalistów do Kaczyńskiego, są braunowcy, czyli konglomerat różnych, często jawnie „szurniętych” person i środowisk, a jeszcze mamy ostre wojny frakcyjne w samym, słabnącym sondażowo, PiS. Dzieje się i dzieli się” (Jerzy Baczyński, „Otrumpienie”, „Polityka”, 10-16.12.2025 r.).
Coraz większa jest też skala, delikatnie mówiąc, zaskakujących niekonsekwencji i dziwacznych posunięć Trumpa, który już nie bredzi o zakończeniu 8 czy 10 wojen, z których de facto nie zakończył żadnej, a kilka, np. w Wenezueli czy Syrii i Nigerii raczej rozpalił na nowo. Urok polityki polega na pojawianiu się zaskakujących sytuacji, konfliktów i postaci, co czyni politykę nieprzewidywalną i fascynującą, ale z tego, co wydaje się w nadchodzącym roku ważne (a być może dla Polski także bardzo ważne), to wybory na Węgrzech i uzupełniające wybory do Kongresu w USA. Jak dobrze dla demokracji pójdzie, odsunięty od władzy zostanie śmieszny, ale czasami groźny węgierski dyktatorek Orban, co może uruchomić proces oczyszczania Unii i umacniania demokracji w Europie. Elementów napawających optymizmem jest zresztą więcej. W ostatnich dniach starego roku ogłoszony został wyrok TSUE, w którym zakwestionowano status polskiego (faktycznie pisowskiego) Trybunału Konstytucyjnego, znanego w Polsce jako trybunał Julii Przyłębskiej, jako niezależnego, bezstronnego sądu w rozumieniu prawa unijnego. To oznacza, że od 18 grudnia 2015 roku obydwa najważniejsze trybunały europejskie orzekły, że „trybunał” p. Święczkowskiego nie jest niezależnym sądem i jego orzeczenia nie obowiązują. Co oczywiście nie jest niczym nowym, bo nikt poważny nie traktował orzeczeń pisowskich przebierańców jako sędziów. Równie dobrze pisowski „trybunał” mógł stwierdzić, że nieważna jest Karta Praw Człowieka albo cykl rozwojowy bielinka kapustnika lub mchu płonnika. W tej sytuacji polski wymiar sprawiedliwości powinien przystąpić do zasadniczej reformy, czyli usunąć obszary łamania prawa i zainfekowania sądów pisowcami, których rola sprowadzała się do służenia nie Polsce a Kaczyńskiemu, i upodabniała polski wymiar sprawiedliwości do standardów białoruskich. Jest to zadanie trudne i wymagające cierpliwości, ale niezbędne, jeśli nasza demokracja ma zostać obroniona i nadal prawidłowo się rozwijać. Nieprzypadkowo PiS zaczął niszczenie wolności od zniewolenia sądów.
Ma miejsce proces stopniowego rozkładu i dekompozycji PiS-u. I nie jest to tylko efektem stopniowej detronizacji Kaczyńskiego przez Batyra, ale przede wszystkim wykorzystywanie tego procesu przez rosnące ambicje Morawieckiego, który powoli wyrasta na następcę Kaczyńskiego. Istnieje opinia, że zwolennicy Morawieckiego, do których dołączyła Beata Szydło, są już dogadani i w odpowiednim momencie „zaproponują” prezesowi tytuł honorowego przewodniczącego lub kogoś w tym rodzaju. Wyobrażam sobie jego minę, ale na to jeszcze za wcześnie. Trudno w tej chwili przewidzieć, co się wydarzy i jakie będą losy stopniowego zastępowania w obozie nacjonalistów partii Kaczyńskiego przez bardziej dynamiczne i zyskujące w przyszłościowym elektoracie młodzieżowym obydwie Konfederacje. Chociaż na razie te konfy mają łącznie ok. 20 proc. poparcia i nie widać oznak, aby poparcie to nadal rosło. Wydaje mi się, że zatrzymał się także proces odpływu elektoratu z PiS-u i chociaż nie ma wyraźnego ożywienia tej formacji, to jednak poparcie na poziomie 25 proc. dla partii Kaczyńskiego robi wrażenie stabilnego. Tak więc łącznie poparcie dla nacjonalizmu w Polsce (nie licząc folkloru w rodzaju kamratów, Bąkiewicza, antyszczepionkowców lub „obrońców życia”, dla których głównymi wrogami są ginekolodzy i zwolennicy badań prenatalnych) wynosi ok. 45 proc., czyli nieco mniej niż obóz liberalnej demokracji i wolności. Nic nie jest rozstrzygnięte i wszystko może się zdarzyć.
Osobiście pokładam duże nadzieje w szaleństwach Batyra i jego amerykańskiego idola, ale urok polityki to także czynniki zaskoczenia. „Najwyraźniej skutkiem słabnięcia przywództwa Kaczyńskiego jest dzisiejsza walka frakcji w PiS. Dla tradycyjnego wyborcy tej partii to zjawisko deprymujące, starsi pewnie przypominają sobie wielką smutę prawicy w lat 90. I wydaje się, że nikt już nie panuje nad partyjną narracją, bo każda ze skłóconych frakcji ciągnie w swoją stronę. A nieumiejący nad tym zapanować prezes okazuje się bezradny. Jeżeli nie znajdzie szybko sposobu na opanowanie wewnętrznego kryzysu, PiS nadal będzie gubić swoich wyborców kosztem prawicowych alternatyw” (Rafał Kalukin, „10 pytań na 2026 rok”, „Polityka”, 1-13.01.2026 r.). I na tym tle pojawia się pytanie o granice wzrostu dla formacji Brauna i granice prawicowego nacjonalistycznego szaleństwa. Przeważają opinie, że będzie on nadal wzrastał kosztem bardziej umiarkowanych Kaczyńskiego i Mentzena, bo każdemu problemowi podsuwa typowe dla skrajnego nacjonalizmu, łatwe i banalnie proste rozwiązanie, co w dodatku specjalnie nikogo nie martwi, a zwłaszcza obozu wolnościowego, bo kompromituje i spycha do narożnika przeciwników. Trochę podobnie rozumowali przeciwnicy bolszewików w Rosji w 1917 roku i nazistów w Niemczech w 1933. Dajmy im porządzić, a sami się skompromitują i upadną. Co okazało się prawdą, ale cena było straszliwie wysoka. I wydaje mi się, że demokracja w Polsce raczej sięgnie po tę samą broń, po którą sięgał rząd kanclerza Adenauera, delegalizując partie neonazistowskie w RFN, a antydemokratyczna, wroga Polsce i Ukrainie prorosyjska agentura zostanie z pożytkiem dla wszystkim zdelegalizowana. Czas pokaże, oby nie zbyt długo?


![Szpetne graffiti w centrum Tarnowa już nie razi w oczy [ZDJĘCIA] Wiadukt PKP](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/02/Wiadukt-Krakowska-Tarnow-3-218x150.jpg)

![W Ładnej montują fotoradar [ZDJĘCIA] Montaż fotoradaru Ładna](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/02/Fotoradar-Ladna-6-218x150.jpg)









![Wernisaż wystawy „IMPULS” w Galerii Bema 20 [ZDJĘCIA] Impuls](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Bema-20-wystawa-14-218x150.jpg)
![Cudowny czas zamknięty w kształcie i kolorze… [ZDJĘCIA] Magdalena Latawska-Honkisz](https://www.temi.pl/wp-content/uploads/2026/01/Wystawa-Magdaleny-Latawskiej-Honkisz-3-218x150.jpg)




