Będą wzrosty?

0
69
REKLAMA

Tymczasem nam wciąż daleko do rekordowych poziomów z 2007 roku. Szczególnie mocno widać to, kiedy patrzymy na grupę największych spółek. Można powiedzieć, że od trzech lat stoimy w miejscu. Dlaczego?
Myślę, że wynika to z kilku czynników, ale najważniejsze są dwa. Po pierwsze, swoje zrobił kryzys w strefie euro. Kryzys to oczywiście zwiększone ryzyko, a zwiększone ryzyko ogranicza inwestycje wtedy, gdy mamy do czynienia z krajami „emergin markets”, czyli innymi słowy z rynkami wschodzącymi. Polska wciąż jest zaliczana do grona tego typu państw. Zapewne nasze aktywa, w tym akcje, byłyby znacznie ciekawszymi, gdyby właśnie nie ryzyko rozpadu strefy wspólnej waluty.
Dzisiaj jesteśmy już jednak w innym miejscu. Zarządzono potężne reformy w strefie euro, część z nich już nawet weszła w życie. Wszystko wskazuje zatem na to, że strefa nie tylko przetrwa, ale że będzie wzmocniona. Ale kropki nad „i” jeszcze nie ma. Chodzi tu przede wszystkim o trwałe wyjście z recesji. Ten rok może być pod tym względem przełomowy, to znaczy: inwestorzy, jeśli tylko wszystko będzie szło dobrze, powinni uwierzyć, że strefa euro i cała Europa najgorsze mają za sobą. Może to otworzyć drogę do poważniejszych inwestycji także w Polsce.
Dodatkowo przeszkadzało nam też po prostu to, że w Europie jesteśmy, Europie w kryzysie. Nie tylko fakt zaliczania nas do „emergin markets”, ale też fakt naszych powiązań z krajami mającymi poważne kłopoty zniechęcał do angażowania się w Polskę. Dobrze, ktoś może zapytać, dlaczego zatem odnotowujemy rekordowe poziomy giełdy we Frankfurcie? Bo Niemcy są postrzegane jako absolutny lider gospodarczy Starego Kontynentu. Zaufanie do tego kraju i jego gospodarki nie podlega dyskusji. Choć i tu, na niemieckiej giełdzie, w 2011 roku widzieliśmy wyraźną korektę.
Drugim problemem jest kwestia OFE. A dokładnie tzw. reforma systemu OFE, która, de facto, sprowadza się do dramatycznego ograniczenia ich roli, także ich możliwości penetracji warszawskiej giełdy. OFE, czy nam się to podoba, czy nie, stanowiły istotnego gracza po stronie popytowej. Konieczność zmiany struktury aktywów zmusiła je do odpowiednich działań, czyli sprzedaży akcji, i ta podaż skutecznie ograniczała wzrosty. A sam fakt potencjalnych perturbacji z tego tytułu odstraszał zapewne wielu innych inwestorów.
Czy zatem z tego wszystkiego wynika, że teraz możemy spodziewać się już tylko lepszych czasów na warszawskim parkiecie? Tak sądzę, wierzę bowiem, że wróci zaufanie do strefy euro i do Europy w ogóle. Ale nie liczyłbym na jakiś boom, choćby dlatego, że teraz czeka nas kolejny akt rozmontowywania OFE, czyli wybór sposobu odkładania na emeryturę. Za chwilę dowiemy się, ile osób wybrało Fundusze. Zapewne nie będzie ich wiele, a to oznacza, że OFE nie będą już miały tak wielu środków na inwestycje giełdowe. Popyt z ich strony będzie mocno ograniczony. Jakichś załamań z tego tytułu też się jednak nie spodziewam. Sytuacja na świecie jest już na tyle dobra, że jakiekolwiek głębsze spadki na polskiej giełdzie powinny być wykorzystane przez inwestorów, nie tylko zagranicznych, jako okazje zakupowe.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments