Będzie elektrycznie

0
83

Mateusz Morawiecki z koncepcji elektromobilności stworzył jeden z fundamentów rozwoju gospodarki i kierunek wydaje się słuszny – rzeczywiście w tę stronę podąża świat, pisałem już zresztą o tym. Oczywiście nie wiemy dzisiaj, co się tak dokładnie wydarzy. Mamy technologię ogniw paliwowych, mamy dalsze doskonalenie napędów spalinowych, także pod kątem emisji trujących substancji, ale przyszłość samochodów elektrycznych wydaje się dość klarowna – będzie ich coraz więcej. Toyota, największy koncern motoryzacyjny globu, powołała w zeszłym roku spółkę córkę, która ma się zająć samochodami na prąd. Prezesem firmy został nie kto inny, jak Akio Toyoda, czyli prezes spółki matki. To świadczy o powadze, z jaką Toyota traktuje tę gałąź motoryzacji. A pamiętajmy, że Japończycy dysponują także, działającą już w modelu mirai, technologią ogniw paliwowych.
Numer dwa światowych producentów samochodów, VW, także idzie w tym kierunku. Są nawet przypuszczenia, że kolejny model golfa, czyli samochodu – symbolu niemieckiego koncernu, będzie ostatnim z napędem spalinowym. Oczywiście być może jest w tym trochę przesady, ale jasno pokazuje to kierunek. Niemiecki gigant przygotowuje kilkadziesiąt modeli na prąd, przyspieszenie programu jest odpowiedzią na ostatni skandal związany z oszukiwaniem w kwestii emisji splin. VW musi się oczyścić. Także w kwestii tego, co wydobywa się z rur wydechowych. A najlepiej, jak tych rur w ogóle nie ma.
Z drugiej strony pamiętajmy, że obecnie samochody elektryczne sprzedają się w zasadzie tylko tam, gdzie się do nich dopłaca, czyli w Kalifornii, Norwegii, Szwecji i Holandii (może jakieś mniej istotne pod względem wielkości sprzedaży elektryków miejsca pominąłem). Zeszłoroczny ich udział w ogólnej liczbie sprzedanych aut, to zaledwie cztery procent, a więc margines. Piszę o tym w kontekście planów naszego rządu – milion aut elektrycznych do 2025 roku wydaje się lekko naciąganą koncepcją. Szczególnie, że wielkim rynkiem nie jesteśmy, w zeszłym roku sprzedano w naszym kraju 400 tysięcy pojazdów. Nawet jeśli administracja publiczna i wszystkie spółki Skarbu Państwa będą te samochody kupować, uzbierają się co najwyżej tysiące.
Tak czy inaczej, program formalnie rusza. I rusza w jedyny realny sposób, nie ma bowiem mowy, żebyśmy byli w stanie wyprodukować w stu procentach naszymi siłami auto, które będzie, tak to określę, sensowne. Nie mamy na to ani pieniędzy, ani technologii, ani tradycji w konstruowaniu. Jeśli zatem idziemy w kierunku „składaka”, w którym tylko część elementów będzie polskich, to to ma ręce i nogi. Na razie ogłoszony zostaje przetarg na przygotowanie karoserii i z tym powinniśmy sobie poradzić. Choć pewnie też nie sami. Narysowanie samochodu, nawet ładnego samochodu, nie jest problemem. Mamy wielu utalentowanych projektantów, także takich, którzy pracują dla światowych koncernów. Jednak aby karoseria spełniała dzisiejsze oczekiwania co do norm bezpieczeństwa, trzeba stosować najnowsze technologie. Jest jednak dobra wiadomość: mamy w Polsce firmy, które taką produkcją się zajmują. Nie zawsze są to firmy polskie, są to często efekty inwestycji zagranicznych, ale od czegoś trzeba zacząć.
Założenia, o których obecnie przedstawiciele rządu mówią, dają szansę na realizację projektu. Zasięg samochodu ma wynosić około 200 km, sześćdziesiąt procent auta produkowane ma być w Polsce, choć niekoniecznie przez polskie firmy. To się prawdopodobnie da zrobić, zeszliśmy zatem na ziemię. Ale czy będzie to pojazd konkurencyjny, tego nie wiem. Może się okazać, że jedyną szansą na jego sprzedaż będzie wprowadzenie dopłat i różnego rodzaju preferencji. Przynajmniej jeśli chodzi o sprzedaż normalnym konsumentom. Bo spółki Skarbu Państwa kupią tak czy inaczej. Nie będą miały innego wyjścia…

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o