Będzie gorzej, ale czy będzie źle?

0
64
REKLAMA

Pierwsza moja uwaga musi dotyczyć opublikowanych wyników w kontekście prognoz na 2012 rok. Rzeczywiście część ośrodków badawczych zweryfikowało w dół swoje oczekiwania po publikacji PKB za drugi kwartał. Pytanie tylko, czy przedtem, w świetle dostępnych informacji, nie były one zbyt optymistyczne? Trudno było bowiem, biorąc pod uwagę prognozy rozwoju sytuacji w strefie euro, w tym prognozowaną recesję w Niemczech, zakładać, że nas dotknie to wszystko tylko w jakiś nieznaczny sposób. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę choćby założenia budżetowe, to na razie nie są one zagrożone. Zgodnie z zapisem w ustawie wzrost ma wynieść w całym 2012 roku 2,5% i póki co nie ma podstaw do tego, żeby go kwestionować. Czyli, innymi słowy, idziemy zgodnie z planem.
Z drugiej strony mamy też paru czarnowidzów, którzy recesją w Polsce straszą już od dłuższego czasu. Ich czarnowidztwo, choćby w kwestii rozpadu strefy euro, do którego miało dojść najpierw w 2011, a potem w 2012 roku, się nie sprawdziło. Oczywiście 2012 rok się jeszcze nie zakończył, jednak procesy w strefie idą w kierunku uporządkowania sytuacji, a nie jej komplikacji. Tak czy inaczej takie prognozy też funkcjonują. Warto w tym miejscu wspomnieć, że straszenie może swoje zrobić. Jeśli społeczeństwo uwierzy w to, że będzie dużo gorzej, to może zacząć się zachowywać tak, jakby rzeczywiście miało być dużo gorzej. Gwałtowne hamowanie konsumpcji, ograniczanie zatrudnienia przez przedsiębiorców, powstrzymywanie się przed inwestycjami to wszystko rzeczywiście doprowadzi do zduszenia gospodarki. Czyli będziemy mieli samosprawdzającą się prognozę.
Opublikowane dane mówią o tym, że najbardziej hamuje dynamika konsumpcji oraz inwestycji. Co prawda Polacy próbują się ratować, korzystając z oszczędności, co z kolei pokazują dane Narodowego Banku Polskiego, ale i tak nie są w stanie zwiększać swoich zakupów tak szybko, jak choćby rok temu. Spadek inwestycji wynika przede wszystkim z ograniczenia rozwoju infrastruktury. Samorządy oszczędzają, bo muszą utrzymać w ryzach swoje zadłużenie, a wysiłki związane z euro 2012 też już przebrzmiewają. Całkiem nieźle wygląda natomiast sytuacja w eksporcie. Tak na marginesie warto przypomnieć, że w 2009 roku eksport także wyglądał nieźle, pomimo poważnej recesji choćby w Niemczech, bo po pierwsze złoty się osłabił, a po drugie, i ten efekt może wystąpić także teraz, w okresach trudniejszych poszukuje się tańszych, a niezłych jakościowo produktów. A to w znacznej mierze dotyczy właśnie naszej oferty eksportowej.
Czy w najbliższym czasie będzie gorzej? Z pewnością tak, ale nie oznacza to, że musimy obserwować jakąś tragedię. Zresztą, jak już pisałem, nikogo nie może to zaskakiwać, bo skoro rok temu prognozy mieściły się, nie licząc skrajności, między 2,5%, a 3,0% wzrostu w całym 2012 roku, to właśnie w tym kierunku idziemy. Pytanie tylko, jak bardzo zwolnimy. Kluczem jest sytuacja w strefie euro, szczególnie zaś w Niemczech, które są głównym naszym partnerem handlowym. Nie chodzi tu tylko o twarde wyniki eksportu, ale także o nastawienie, o psychologię. Jeśli z Europy będą płynęły optymistyczne informacje, to nastrój optymizmu przeniesie się także na naszych konsumentów i przedsiębiorców. A to będzie oznaczało powrót do szybszego wzrostu.
Oczywiście gospodarka hamuje nie tylko dlatego, że strefa euro jest w kryzysie. Wspomnę choćby brak poważnych reform po stronie wydatków budżetu, co albo ograniczyłoby deficyt budżetu, czyli przez poprawę ocen Polski przyciągnęło jeszcze więcej inwestorów, albo umożliwiło obniżenie obciążeń podatkowych, albo doprowadziło do wygenerowania dodatkowych środków na przykład na rozwój nowych technologii. Albo wszystko po trochę. Wciąż nie ma istotnych zmian w otoczeniu gospodarczym takich, które ograniczyłyby niepotrzebną biurokrację i dały napęd w rozwoju przedsiębiorczości. Wiemy także, że swoje dołożyło zbyt restrykcyjne przykręcenie śruby kredytowej przez Komisję Nadzoru Finansowego. Wydaje się zresztą, pisałem już o tym, że nastąpi tu w najbliższych czasie poluzowanie. Błędem była także, moim zdaniem, ostatnia podwyżka stóp procentowych dokonana przez Radę Polityki Pieniężnej. A zatem nie wszytko związane jest z tym, że Europa hamuje. Choć z pewnością to jest najważniejszym czynnikiem negatywnym dla naszego wzrostu gospodarczego.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o