Biznes jak każdy inny

0
30
REKLAMA

Odpowiedź jest bardzo prosta: sport to normalny biznes. A zatem zarobki sportowców są uzależnione od wpływów ze sprzedaży biletów, praw telewizyjnych czy różnych gadżetów z danym sportem związanych. Jeśli kibice chcą płacić, to ich ulubieńcy mogą zarabiać. I zarabiają. Im zatem dany sport popularniejszy, tym można lepiej z niego żyć. Wiedzą o tym doskonale choćby nasi lekkoatleci, którzy w ostatnich latach sięgali po złote medale olimpijskie. Mogą oni niestety tylko pomarzyć o zarobkach najlepszych piłkarzy, koszykarzy czy bokserów. A przecież ze sportowego punktu widzenia niczym im nie ustępują. Po prostu mają pecha, przynajmniej z ekonomicznego punktu widzenia, i zostali mistrzami nie w tej dyscyplinie, co trzeba.
Tak na marginesie: choć piłka nożna jest najpopularniejszym sportem na świecie to najwięcej ludzi czynnie uprawia golf. A czynne uprawianie, to coś jeszcze lepszego z punktu widzenia zarabiania na sporcie niż tylko kibicowanie. Trzeba kupić akcesoria, ubranie, często zapłacić za możliwość korzystania z miejsca, w którym można dany sport uprawiać. I to właśnie tym trzeba tłumaczyć fakt, że przez wiele lat najlepiej zarabiającym sportowcem świata był nie piłkarz czy koszykarz, ale właśnie golfista.
Oczywiście czasem zdarzają się wyjątki. Budżet spina się bowiem tylko dlatego, że pojawi się ktoś, kto jest fanatykiem i wspiera swoją ukochaną drużynę, czy konkretnego zawodnika pomimo tego, że nie ma to żadnego uzasadnienia na przykład marketingowego. Widzimy to wyraźnie choćby w piłce nożnej. Te przypadki nie są jednak wcale takie częste. Choć potrafią być głośne i dlatego opinii publicznej wydaje się, że są dość powszechne.
Zarobki sportowca można podzielić na dwie części. Jedna to to, co dostaje on za swoją pracę, czyli kopanie piłki, bieganie czy ściganie się samochodem. Najlepsi kierowcy F1, koszykarze NBA, golfiści czy piłkarze mogą liczyć na kwoty przekraczające 10 mln USD rocznie. Bywa, że przekraczające nawet dość sporo. Często jednak to tylko mniejsza część wynagrodzenia. Jeszcze więcej można zarobić dzięki kontraktom reklamowym. A te zależą nie tylko od popularności dyscypliny, ale także od wyglądu, medialności czy charyzmy sportowca. W ostatnich latach swojej kariery prawdopodobnie najlepszy koszykarz wszechczasów, czyli Michael Jordan, dziewięćdziesiąt procent swoich dochodów czerpał z kontraktów reklamowych. Faktem jest jednak, że godził się na niższe podstawowe zarobki także dlatego, żeby jego koledzy w zespole mogli zarabiać więcej. Przepisy NBA ograniczały bowiem sumę wypłacanych wynagrodzeń.
Dziesiątki milionów USD! To robi ogromne wrażenie. Tym bardziej że, jak już wspomniałem, dotyczy często bardzo młodych ludzi. Wielu z nich nie wytrzymuje ciśnienia, niestety często słyszymy o zagubieniu się w życiu. Innym problemem, o czym rzadko się pisze, jest jednak to, że w wieku trzydziestu kilku lat wyczerpany organizm potrafi odmówić posłuszeństwa. Wtedy olbrzymie pieniądze trzeba wydać na leczenie. A jego wynik wcale nie musi być satysfakcjonujący. Nie mówiąc już o tym, że, choć to bolesne, kibice często szybko zapominają o swoich idolach, pojawiają się bowiem nowi. Zazdroszcząc zatem najlepiej zarabiającym sportowcom, warto pamiętać, że nie wszystko niestety jest takie różowe…

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o