Cała Polska czerwoną strefą

0
21
REKLAMA

Marek ZuberWyraźnie rosnąca liczba zakażonych koronawirusem wymusiła na rządzących decyzje ograniczające naszą aktywność. Będzie to miało także konsekwencje gospodarcze.
Ostatnie twarde dane dotyczące sytuacji gospodarczej we wrześniu, czyli miesiącu zamykającym trzeci kwartał, potwierdziły, że doszło w nim do wyraźnego odbicia. Choć nie były one w stu procentach jednoznaczne. Z jednej strony zobaczyliśmy bardzo dobre, lepsze od średniej prognoz dane o produkcji przemysłowej, z drugiej nieco gorsze od oczekiwań informacje o sprzedaży detalicznej. W pierwszym przypadku odnotowaliśmy wzrost o prawie 6% w ujęciu rocznym. Owszem, wrzesień 2020 miał jeden dzień roboczy więcej, niż wrzesień 2019, ale uwzględniając ten czynnik dalej mamy solidny wzrost, gdy porównamy się do drugiej połowy zeszłego roku. Trzeba jednak pamiętać, że mieliśmy już wtedy przesłanki hamowania gospodarki, a zatem trudno też mówić o jakichś wielkich sukcesach. Trudno się zresztą dziwić takiemu odczytowi, skoro poprawę widzimy w niemieckim przemyśle. To główny partner naszego przemysłu. Co prawda w ujęciu rocznym cudów w Niemczech nie ma, ale wzrost aktywności jest widoczny.

REKLAMA

Nieco gorzej wygląda sytuacja w przypadku sprzedaży detalicznej. Co prawda mamy tu także poprawę, ale w ujęciu rocznym wskaźnik wzrósł o zaaledwie 2,7%. Tu także mamy różne efekty związane z sezonowością, jednak tezy o jedynie organicznej poprawie nie mogą one zmienić. O wynikach z okresu sprzed pandemii możemy na razie pomarzyć. Wtedy dość regularnie przekraczaliśmy poziom 5%.
Wszystkie szczątkowe dane z trzeciego kwartału potwierdzają jednak to, że doszło w nim do mocnego odbicia. Oczywiście dalej w ujęciu rocznym będziemy na minusie, ale prawdopodobnie o ponad połowę mniejszym, niż w drugim kwartale. Czyli w okolicach minus 4%, może nawet nieco lepiej. Tydzień temu pisałem, że większym problemem niż pierwotnie sądzono może się jednak okazać kwartał czwarty. I dzisiaj muszę, niestety, to zdanie podtrzymać.
Okazało się bowiem, że w międzyczasie wzrost liczby dziennych zakażeń zmusił rządzących do wprowadzenia kolejnych obostrzeń. Cała Polska stała się „czerwoną strefą” i nie wiadomo, czy to koniec ograniczeń. Po Warszawie rozprzestrzeniła się plotka, że na poziomie rządu dyskutowano nawet zamrożenie gospodarki, tylko niewiele słabsze od tego, którego doświadczyliśmy w kwietniu. Oczywiście to tylko plotka, ale potwierdzająca fakt, że coraz więcej osób boi się nie tylko koronawirusa, ale także decyzji wiążących się z rozprzestrzenianiem się pandemii.

Jeszcze przed decyzjami rządu dało się zauważyć wpływ strachu przed zakażeniem na decyzje na przykład konsumentów. Część centrów handlowych informuje, że w pierwszej połowie października liczba odwiedzających w niektórych przypadkach spadła nawet o 30%. Wprowadzenie obostrzeń w oczywisty sposób jeszcze bardziej ograniczy aktywność. Doszło bowiem do zamknięcia lokali gastronomicznych, siłowni i wielu innych punktów usługowych. Wprowadzono ograniczenia w sklepach. Sektor spożywczy się obroni, podobnie jak w kwietniu, ale już w przypadku odzieży i obuwia z pewnością będzie gorzej. Mamy zatem mały lockdown, choć nikt nie chce tego słowa użyć. Ale taka jest prawda.
Oczywiście gdyby na tym się skończyło, jego skutki będą nieporównywalne z tym, co obserwowaliśmy w kwietniu. Mówię tu o całej gospodarce, bo na przykład dla siłowni i klubów fitness będą dokładnie takie same. Z tym, że teraz nie zanosi się na kolejny tak hojny program, jak Tarcza 3.0. Już dzisiaj możemy założyć, że konsekwencje jesiennego wzrostu zachorowań będą większe, niż zakładała większość prognoz z połowy roku.
I jeszcze raz chciałem przypomnieć o ważnym aspekcie w kontekście naszej sytuacji w najbliższych miesiącach. Decyzje polskich władz to jedno. Ale drugie to decyzje władz innych państw, które wpływają na ich gospodarki, a jeśli są one mocno związane z nami, to również na naszą gospodarkę. Głównie chodzi mi tutaj oczywiście o Niemcy, w których sytuacja epidemiczna też jest poważna.

W Niemczech, podobnie jak w Polsce, główne obawy dotyczą sektora usług. Wskaźnik PMI dla usług, pokazujący nastroje menadżerów, spadł tam bowiem ponownie poniżej 50 punktów, czyli poziomu oddzielającego wzrost od hamowania. Ograniczenia związane z koronawirusem i strach konsumentów dotyczą przecież głównie właśnie tego sektora. Jedyne pocieszenie jest takie, że niemiecki PMI dla przemysłu dalej pokazuje mocny optymizm, wzrósł on bowiem do poziomu powyżej 55 punktów. A to jest ważne także dla Polski.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o