Ciąg dalszy frankowego problemu

0
63
REKLAMA

Kilka miesięcy temu pisałem tutaj, że ci wszyscy, którzy zaciągnęli kredyty we frankach szwajcarskich, są mocno „do przodu” w stosunku do tych, którzy wzięli kredyty w złotych. Choć, oczywiście, w niektórych sytuacjach będziemy mieli do czynienia z poważnymi problemami. Na przykład wtedy, kiedy na skutek rozjechania się wartości kapitału kredytu i wartości nieruchomości, która go zabezpiecza, bank zażąda dodatkowych zabezpieczeń, albo jakiegoś ubezpieczenia, które zwiększy koszt całego kredytu. Na szczęście takie sytuacje dzisiaj należą już do rzadkości. Dzisiaj, bo w 2009 i 2010 roku wcale takie rzadkie nie były. Tak czy inaczej: gdybyśmy rozmawiali o ewentualnej pomocy państwa w tej kwestii, to tu rzeczywiście miałoby to sens. Przynajmniej moim zdaniem.
Problem mają także ci, którzy mieszkanie chcą sprzedać albo kredyt we frankach wcześniej spłacić. Pytanie tylko, czy tego typu sytuacjami powinniśmy się zajmować? Przecież nie po to się zazwyczaj bierze kredyt na dwadzieścia pięć lat, żeby go spłacać po pięciu. Faktem jest jednak, że zdarzają się sytuacje losowe i jesteśmy zmuszeni do jakichś nadzwyczajnych działań.
Jednak w zdecydowanej większości przypadków jest tak, jak pisałem: jeśli uwzględnimy kapitał kredytu i odsetki na dzisiaj szacowane, to wartość całkowita dla kredytu we frankach jest mniejsza – i to wyraźnie – niż dla kredytu w złotych. Czyli kredytobiorcy frankowi WCIĄŻ SĄ „DO PRZODU”!
Jeśli premier polskiego rządu chce analizy sytuacji kredytów we frankach i tego, czy ewentualny wzrost kursu franka może być problemem dla całego systemu bankowego, to jest to ruch sensowny, bo lepiej dmuchać na zimne. Chociaż już pobieżna analiza prowadzi do tego, że wzrost wartości CHF w stosunku do PLN niczego dramatycznego w systemie nie zrobi.
O wiele poważniejszym i niejednoznacznym problemem jest natomiast kwestia ewentualnych rekompensat dla kredytobiorców. Nie chcę poruszać kwestii prawnych, także konstytucyjnych, bo się za mało na nich znam. Weźmy pod uwagę kwestie etyczną, ale także ekonomiczną. Jeśli latami kredytobiorca w CHF płacił mniej niż ten, który wziął kredyt w złotych, to nikt nie mówił o rekompensatach dla tych ostatnich. A różnica w płatnościach sięgała często nawet czterdziestu procent. Czy zatem teraz, jeśli wprowadzilibyśmy rekompensaty, „frankowcy” zwrócą różnicę? Czy tak nie byłoby uczciwiej? Drugą kwestią jest to, od jakiego poziomu państwo miałoby ewentualnie pomagać? Od poziomu 3,5 zł za CHF? A może 3 zł? A może od poziomu z dnia, w którym zaciągano kredyt? Ale jak wtedy połączyć to z kwestią sprawiedliwości wobec tych, którzy brali kredyt w złotych?
W sytuacji, kiedy banki, doradcy w bankach, firmach pośredniczących itd. itp. okłamywali klientów albo zatajali przed nimi prawdę czy też niewystarczająco informowali o ryzyku, sprawa jest jasna. Powinni ponieść odpowiedzialność, choć wiem, że niełatwo jest udowodnić takie działania. Ale czy sytuacja, w której wszyscy składamy się na dopłaty do kredytów we frankach, będzie uczciwa? Mam bardzo poważne wątpliwości. Z całą pewnością temat jest kontrowersyjny i niejednoznaczny, trzeba zatem bardzo uważać z konkretnymi decyzjami.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments