Ciekawy rok

0
81
REKLAMA

Takie narzędzia ma premier, którego jednak wybieramy tylko pośrednio, głosując na jakąś partię, a dopiero zwycięskie ugrupowanie decyduje, komu oddać największą władzę. Ta największa władza jest jednak z roku na rok coraz mniejsza, a to dlatego, że jednak Europa, w bólach, bo w bólach, ale cały czas się integruje i coraz częściej o poziomie i o jakości naszego życia decydują politycy w Brukseli, a nie w Warszawie.
Z jednej strony można się zatroskać nad naszą suwerennością, no bo całkiem niedawno, ledwie 97 lat temu odzyskaliśmy własną państwowość, a powróciliśmy do niepodległości ledwie 25 lat temu, ale to są zatroskania nieco bałamutne. Gdy kończyła się II wojna światowa, tylko wschodnia część Europy była zniewolona na mocy ustaleń z Jałty i z Teheranu. W tamtych ustaleniach brali udział przywódcy USA, Wielkiej Brytanii i ZSRR. Nas o niczym nie informowano. Ustalenia Unii Europejskiej są wspólne i transparentne. Często są to ustalenia spóźnione, przeważnie nieadekwatne do istniejącej sytuacji, ale jednak nie są to ustalenia na nikim wymuszane, tylko jest to efekt takiego czegoś, co w Europie nazywa się „ucieraniem”. Te wspólne ustalenia nie wszystkim się podobają, stąd w wielu krajach Europy rosną w siłę ugrupowania antyeuropejskie i ultra narodowe, ale moim zdaniem Europejczycy nie mają innej drogi i muszą się nadal coraz bardziej integrować, jeżeli nie chcą być zepchnięci na margines światowej polityki i światowego sukcesu.
Z drugiej strony, to pozbywanie się części suwerenności jest dla nas niezwykle korzystne, a to dlatego, że polscy politycy są aż tak beznadziejni. Oczywiście można by powiedzieć, że korzystniej dla nas byłoby nadal się integrować, ale wybierać polityków mądrych i godnych zaufania, bo nawet gdy tylko część prawa stanowiona jest w naszym kraju, to warto wybierać najlepszych. Czas jednak pokazuje, że nie jest to takie proste. Rok, który jest już za nami, był w tej sprawie niezwykle ważny.
Przerwane kariery Hofmana, Kamińskiego czy Nowaka nie są jednak wcale dowodem na to, że klasa polityczna się oczyszcza. Ci politycy byli zaledwie czubkiem góry lodowej. Byli najbardziej rozpoznawalni, więc najbardziej widowiskowo dostali w łeb. Oberwał także poseł Rogacki, ale stało się to niejako przy okazji, bowiem gdyby to jego żona rozrabiała na pokładzie samolotu tanich linii, nikt by tego nie zauważył, bo Rogacki był bardziej anonimowy niż Hofman i Kamiński. Kłopot polega jednak na tym, że takich anonimowych, ale kompletnie bezideowych posłów (i posłanek) jest więcej, by nie powiedzieć, że tacy są prawie wszyscy. Łatwo jest zrzucić winę za taki stan rzeczy na system polityczny, który preferuje silnych partyjnych liderów, którzy pozbywają się zdolnej i inteligentnej konkurencji, pozostawiając w partiach ludzi słabych i nijakich. Pewnie tak jest. PO i PiS sprzed 10 lat były partiami pełnymi indywidualności, dziś za plecami liderów jest pustka, ale zastanawiam się, czy nie jest też tak, że wielcy Polacy, tacy jak Kuroń, Mazowiecki czy Modzelewski (to dla przykładu, bo takich nazwisk mógłbym wymienić jeszcze wiele więcej), kształtowali się w opresji, w zniewoleniu. Twórcom naszej dzisiejszej wolności zawsze było pod górę. Ich następcy mają już bardzo łatwo. Niczym nie ryzykują. Nikt ich nie wsadzi do więzienia. Co najwyżej nie przekręcą państwa na kolejnych „kilometrówkach”.
Inaczej mówiąc, obawiam się, że dobrobyt, a będę się upierał, że właśnie z czymś takim jak dobrobyt mamy w naszym kraju do czynienia, jest stanem, który nas wszystkich rozleniwia, demotywuje. Ludzie ambitni i zmotywowani nie mają najmniejszego powodu, by iść do polityki. Wybierają biznes i przedsięwzięcia bardziej twórcze niż polityka. I może to dobrze? Polityka nie płaci podatków, a biznes jak najbardziej.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments