Co buduje ranking?

0
91
REKLAMA

Ale rządzący nie mają żadnych powodów do zadowolenia. Cóż takiego bowiem powiedziała Moody’s? Ano tylko tyle, że w opinii jej ekspertów sprawy w Polsce idą w złym kierunku i że każdy, kto chciałby robić interesy nad Wisłą, powinien się liczyć z tym, że klimat do prowadzenia biznesu w naszym kraju staje się coraz gorszy. Kilka miesięcy temu inna agencja, S&P, znienacka obniżyła nam rating, co wywołało lawinę komentarzy oraz osłabiło naszą walutę, uderzyło w giełdę, obligacje i lokaty w polskich bankach. Kolejna agencja, Fitch, prawdopodobnie wypowie się w sprawie polskiej gospodarki i jej perspektyw w czerwcu.
Oczywiście można na tych agencjach wieszać psy. Można wyciągać im fakt, że na kilka tygodni przed załamaniem się koniunktury na amerykańskim rynku kredytów pod nieruchomości, co było początkiem kryzysu światowego, i doprowadziło do bankructwa Lehman Brothers, agencje nie tylko nie przestrzegały przed spekulacją na tych rynkach, ale nawet do takich spekulacji zachęcały. Ale fakt jest faktem: ktoś, kto ma zamiar inwestować swoje pieniądze, uważnie przegląda rekomendacje właśnie tych trzech agencji. I nie ma co się zachłystywać tym, że na Dolnym Śląsku Mercedes chce wybudować fabrykę silników, która to inwestycja da nam kilkaset miejsc pracy (w regionie tym nie jest to nic wielkiego, bo bezrobocie tam jest stosunkowo niskie). Mercedes już zapowiedział, że zainwestuje w Polsce pod warunkiem, że zostanie do tego specjalnie zachęcony. Czytaj – koncern wyłoży swoje pieniądze tylko wtedy, jeżeli praktycznie zostanie zwolniony z podatków. Do stawiania wygórowanych warunków Mercedesa zachęcają właśnie opinie agencji ratingowych. Gdybyśmy mieli najwyższy ranking, to przy naszych kosztach pracy i przy kwalifikacjach potencjalnych pracowników to my stawialibyśmy warunki, a nie najbogatszy nawet niemiecki koncern.
Zgadzam się jednak z tymi, którzy przestrzegają przed mitologizowaniem opinii agencji ratingowych. Agencje patrzą na gospodarkę dosyć krótkowzrocznie. Analizują możliwość generowania zysków w perspektywie co najwyżej kilkuletniej. Ci, którzy prowadzą gospodarczą politykę państw, powinni potrafić spojrzeć dalej i postawić na to, co w przyszłości będzie najważniejsze. I tu dzisiaj jest pies pogrzebany. (Swoją drogą już dziś wieszałem psy, teraz je grzebię, dużo w naszym języku jest tych powiedzeń z psem w roli głównej). Oto kilka tygodni temu stosowny minister podpisał stosowne papiery i po tych podpisach ma zostać reaktywowany polski przemysł stoczniowy. Minister postrzega ten przemysł jako funkcjonowanie kilku molochów, które raz za razem produkują masowce. Tymczasem dzisiaj to się zwyczajnie nie opłaca. Najbardziej dochodowa jest produkcja statków specjalistycznych i takie w Polsce robimy. Na przykład miesiąc temu w Gdańsku wodowano specjalistyczny statek do kładzenia przewodów elektrycznych na dnie morza. Z tego co wiem, jesteśmy też prawdziwą potęgą w produkcji pełnomorskich jachtów motorowych. I to jest prawdziwa przyszłość. Biedni mają na sprzedaż surowce i części, bogaci budują konstrukcje mocno zaawansowane technologicznie oraz zajmują się wymyślaniem nowych technologii. To, czego mi dzisiaj w Polsce najbardziej brakuje, to właśnie takiego zorientowania się na przyszłość. Bowiem mówienie, że agencje ratingowe nie są ważne bez jasnego określenia tego, co jest ważne, jest dowodem – najdelikatniej to ujmując – pewnego zagubienia w rzeczywistości, a mówiąc dosadniej – niekompetencji.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o