Co nas czeka w roku 2018?

0
36
REKLAMA

Wszystko wskazuje na to, że relatywnie szybki wzrost gospodarczy utrzyma się w naszym kraju. Choć, moim zdaniem, będzie on jednak w całym roku niższy, niż obecnie. Pisząc te słowa nie wiem jeszcze o ile wzrósł PKB w 2017, ale myślę, że o więcej, niż 4%. W 2018 roku moim zdaniem będzie to punkt procentowy mniej. Nie widzę specjalnych przesłanek, aby zakładać boom w inwestycjach, czyli w obszarze, w którym mieliśmy największe problemy. Coś pewnie drgnie, ale odbudowanie tego, co utraciliśmy szczególnie w roku 2016, raczej nie nastąpi. Nie wiem, czy nowemu premierowi uda się przekonać przedsiębiorców, że rewolucyjnych zmian, niekoniecznie dla nich dobrych, nie będzie. Czyli że otoczenie gospodarcze będzie stabilne. Zresztą nie wiem, czy nie będzie takich zmian, bo trudno uznać split paymant za coś, co przedsiębiorcy pomaga. Pomaga na pewno zebrać środki do budżetu, ale z punktu widzenia firmy dwa rachunki, oddzielny dla VAT‑u i ograniczenia w korzystaniu właśnie z tego VAT‑owskiego trudno uznać za uproszczenie i poprawę w łatwości funkcjonowania. Zobaczymy jak będą postępowały prawce nad tzw. konstytucją biznesu i czy ona w ogóle okaże się sukcesem. A jaki wpływ na działalności zagranicznych inwestorów będzie miał nasz spór z Komisją Europejską? No i trudno znaleźć realistyczne przesłanki poprawy sytuacji na rynku pracy. Oczywiście z punktu widzenia przedsiębiorców. A to też ogranicza inwestycje. Jedyne co pomaga to rosnąca dostępność obecnych środków unijnych. Programy wreszcie ruszyły, a zbliżające się wybory samorządowe oznaczają inwestycje samorządów. Branża infrastrukturalna będzie się zatem miała dobrze. Pod warunkiem, że, mówiąc kolokwialnie, będzie miała kim pracować.
Konsumpcja będzie rosła, ale moim zdaniem dynamika nieco spadnie. Nie będzie już choćby bezpośredniego efektu 500+. Będzie za to drożej, o czym za chwilę. Wciąż mocny powinien pozostać eksport, choć może nie wzrosnąć tak bardzo, jak w tym roku. Prognozy dla strefy euro są dobre, ale dynamika wzrostu może być nieco niższa, trudniej będzie nam zatem utrzymać tak mocny wzrost sprzedaży za granicę. W sumie, tak jak napisałem, oczekuję wzrostu PKB na poziomie co najwyżej nieznacznie powyżej 3%. Wydatki rządowe nie będą w stanie nadrobić ograniczeń z innych obszarów.
Jedni się martwią, czyli część przedsiębiorców, inni się cieszą, czyli większość pracujących – 2018 rok będzie rokiem kontynuacji wzrostu płac. Moim zdaniem ten wzrost nawet przyspieszy i będą miesiące, gdzie będzie dwucyfrowy. Będziemy mieli zatem więcej środków do dyspozycji. Bezrobocie spadnie, ale już nieznacznie, jesteśmy bowiem blisko granicy, gdzie nie pracują ci którzy nie chcą pracować, albo nie mają kwalifikacji do pracy. Sadzę, że wzrosty wynagrodzeń bardziej „rozleją” się na gospodarkę, czyli będą dotyczyć zdecydowanie większej grupy pracujących, niż w 2017.
A co się zmieni na minus? Wzrost wynagrodzeń w końcu przeleje się na ceny. Moim zdaniem będziemy mieli do czynienia z klasyczną inflacją kosztową. Przy słabym popycie przedsiębiorcy mieliby mocny hamulec wzrostu cen. Ale popyt rośnie i to mocno. Do Polski inflacja wróciła na poważnie w roku 2017, ale nie przekroczyła celu inflacyjnego, czyli inflacji, jaką chcemy mieć – 2,5% rok/rok. W roku 2018 może przekroczyć górną granicę celu, czyli 3,5% rok/rok, a w najlepszym razie się do niego zbliży. Sadzę, że zarówno założenia budżetu, jak i oceny NBP są tutaj zbyt optymistyczne. Dzisiaj wiemy już na pewno, że czeka nas wzrost cen prądu, wody, większości opłat lokalnych, być może gazu.
Największym problemem końca 2017 był wzrost cen żywności, głównie masła, jaj i owoców. Ten czynnik przestanie działać, choć ceny przetworów owocowych będą wyższe. Jednak dojdzie efekt wzrostu płac. I to on będzie ciągnął ceny w tym roku. Nie wierzę w to, że wydajność pracy wzrośnie na tyle, żeby efekt wyższych kosztów mógł być zrekompensowany. Skąd ma się wziąć wyraźny wzrost wydajności skoro nie ma inwestycji? A tezy, że historycznie mieliśmy często większy wzrost wydajności, niż wynagrodzeń dotyczą z pewnością nowoczesnych fabryk zagranicznych koncernów. Ale czy większości małych i średnich polskich firm?
Jeśli inflacja rzeczywiście wzrośnie, to wzrosną stopy procentowe. A zatem podrożeją kredyty. Nie tylko te nowo zaciągane, ale także te wzięte wcześniej, na przykład hipoteczne. To w ich przypadku, ze względu na długie okresy, czyli mocne działanie procentu składanego, zmiany będą najbardziej widoczne.
Czy będzie to zatem dobry rok? Nasze odczucia nie będą złe. Głównie ze względu na wzrost pensji. Ale będzie drożej. A czy sytuacja na rynku pracy nie będzie ograniczała wzrostu w dłuższym okresie? Dobre pytanie, choć pewnie w 2018 roku jeszcze nie zobaczymy tu jakichś naprawdę poważnych problemów.
No i na koniec jeszcze jedna uwaga. To wszystko może się wydarzyć, jeśli na świecie wciąż będzie koniunktura. A jak już pisałem nie raz, pamiętajmy o tym, że Stany Zjednoczone są w dziewiątym roku hossy. Jak długo ona jeszcze potrwa? Bo jeśli skoczy się w 2018 to o wzroście nawet na poziomie 3% możemy zapomnieć…

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o