Coraz gorzej

0
40
REKLAMA

Marek ZuberRosnąca liczba zachorowań powoduje podejmowanie coraz bardziej radykalnych decyzji przez europejskie rządy. Podobną sytuację mamy w Polsce.
Lockdown. Przez ostatnich kilka tygodni wystrzegano się tego słowa, próbując niejako zaklinać rzeczywistość. Ale nic to nie dało. Niestety, jesień jest trudniejsza, niż sądziliśmy. W czerwcu i lipcu, kiedy sytuacja na Starym Kontynencie wydawała się uspokajać, kiedy co poniektórzy próbowali nawet budować tezy o „pandemii pod kontrolą”, epidemiolodzy przestrzegali przed jesienią. Ale nawet w pesymistycznych założeniach nie brano pod uwagę scenariusza, że będzie istotnie gorzej, niż w lutym, marcu, czy kwietniu. Tymczasem z taką sytuacją mamy obecnie w Europie do czynienia. W efekcie zostają podejmowane decyzje, które wydawały się już mało prawdopodobnym, albo wręcz nieprawdopodobnym scenariuszem. W poszczególnych krajach mamy zatem kolejne lockdowny. Są takie miejsca, gdzie sytuacja jest trochę lepsza lub przyjęto tam zupełnie inną formę walki z kryzysem i tam zamrożenia nie ma lub jest częściowe. Mam tu na myśli przede wszystkim Szwecję. Ale w tych najważniejszych gospodarkach, na czele z Niemcami, Wielką Brytanią i Francją zamrożenie jest już faktem. Może nie wszędzie wygląda tak samo, ale wszędzie jest już bardzo dotkliwe.

REKLAMA

Oczywiście zamrożenie musi oznaczać straty. Bazowy scenariusz dla Europy na ten rok jeszcze dwa miesiące temu wyglądał w ten sposób, że po zapaści drugiego kwartału mieliśmy zobaczyć wciąż jeszcze minusowe PKB w trzecim, ale czwarty miał być już na plusie. W wielu przypadkach na dużym plusie. O ile w przypadku trzeciego kwartału wiemy już, że ten scenariusz się zrealizował, o tyle czwarty wobec tego co się dzieje, stoi pod znakiem zapytania. A to oznacza, że koszty pandemii mogą być większe, niż sądziliśmy. Mało tego: trudno jest w takich okolicznościach, szczególnie przy założeniu negatywnych wariantów, je w tej chwili szacować. Problemem jest nieprzewidywalność rozwoju pandemii. Kluczowa w tych rozważaniach jest choćby kwestia szczepionki. Dzisiaj wiemy już na pewno, że nie sprawdziły się np. oczekiwania Donalda Trumpa w tej kwestii. Miał on nadzieję, że amerykańska wersja szczepionki pojawi się jeszcze przed wyborami prezydenckimi w USA. W tej chwili optymistyczna wersja to początek przyszłego roku, o tym mówi np. Ursula von der Leyen, szefowa Komisji Europejskiej. Ale tak naprawdę nikt tego nie wie. Nie wiemy także, czy społeczeństwa nie będą się jej bały, skoro mamy przecież świadomość, że jest ona przygotowywana w pośpiechu. Tak czy inaczej, wszystko wskazuje na to, że czeka nas jeszcze wiele miesięcy z koronawirusem. Niestety.

Dobra wiadomość jest taka, że póki co nie mamy zerwanych, czy zachwianych żadnych łańcuchów dostaw. W tym sensie obecna sytuacja, mimo ostrych lockdownów, różni się od tego, co obserwowaliśmy na przykład w kwietniu. Przemysł działa i jego perspektywy w oczach przedstawicieli branży są niezłe. Pisałem o tym tydzień temu. Pytanie jednak, czy to wszystko nie zmieni się w najbliższych tygodniach. Kluczem, obok ewentualnych dalszych ograniczeń działalności, będzie oczywiście popyt. Czyli to, czy będzie dla kogo produkować.
A to co będzie z popytem, będzie wynikało z kilku czynników. Najważniejsze wydają się dwa: realne zubożenie związane z kryzysem i psychologia, czyli nasz strach przed nim.
W pierwszej kwestii odpowiedzią są oczywiście różnego rodzaju tarcze. Wszystko wskazuje zatem na to, że Europa w tym względzie nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Bedą kolejne programy, będzie zatem kolejna akcja zadłużania się i będzie kolejny dodruk pieniądza. Choć już raczej nie na taką skalę na szczęście. Mam przynajmniej taką nadzieję. W drugim przypadku sprawa jest bardziej skomplikowana, ale z pewnością działania państw w kwestii ograniczenia zubożenia będą tu miały znaczenie. Trzeba także pamiętać, że na sporej części globu sytuacja epidemiologiczna wygląda jednak lepiej. Choćby w Chinach.

Szansą dla Europy jest też zatem popyt z innych części świata.
A jak my w tym wszystkim wyglądamy? Nie wiem, czy rząd wprowadzi kolejne ograniczenia. Ale obecny okres będzie miał większy, jak sądzę, wpływ na przedsiębiorstwa, szczególnie te mniejsze, niż wydarzenia wiosną. Ci, którzy mieli nadzieję na odrobienie strat w dalszej części roku. I to myślenie w wielu przypadkach, jak choćby w gastronomii, czy organizacji imprez masowych właśnie się dezaktualizuje. Środki z pierwszych tarcz będą tu niewystarczające. A zatem muszą pojawić się kolejne. Już nie dla wszystkich, już bardziej wybiórczo, bardziej precyzyjnie, dla tych, którzy mają rzeczywiste poważne problemy. A zatem i ich koszt dla państwa będzie niższy. Ale i tak spodziewam się niestety, że wzrost liczby upadłości dopiero przed nami. I obawiam się, że poważniejsze pogorszenie na rynku pracy również.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o