Cud gospodarczy Angeli Merkel (cz. 2)

0
43

Możemy się oczywiście spierać o to, dlaczego Niemcy są dzisiaj w tym miejscu, w którym są. Z pewnością przyczyniło się do tego wiele elementów. Faktem jest, że niektóre z nich pojawiły się na długo przed objęciem urzędu przez panią kanclerz. Mam tutaj na myśli na przykład kryzys rosyjski końca dwudziestego wieku. Potężne tąpnięcie związane przede wszystkim z sytuacją budżetową i zadłużeniem Rosji doprowadziło do zawalenia się rynków finansowych i to nie tylko w tym kraju. Mocno odczuły to niemieckie koncerny, które po rozpadzie ZSRR i zjednoczeniu Niemiec bardzo mocno zaangażowały się w Rosji. Straty zmusiły je to wdrożenia planów ratunkowych, które bardzo często oznaczały po prostu głęboką restrukturyzację, głównie pod kątem optymalizacji kosztów.
Restrukturyzacja wielkich koncernów to jest zresztą coś, co obserwowaliśmy nie tylko w latach 90., ale także na początku XXI wieku. Świetnym przykładem jest tu branża motoryzacyjna. Zarówno VW, jak i Mercedes, czyli dwie wizytówki tej branży, miały poważne problemy z rentownością i generowały straty. Ale działania reformatorskie i inwestycje w technologię się opłaciły. Świetnie widać to na przykładzie Mercedesa, który w roku 2015 zarobił prawie 9 mld euro. VW byłby wzorem także pod względem generowanego zysku – prawie 11 mld euro w roku 2014 i drugie miejsce na świecie pod względem liczby wyprodukowanych pojazdów, gdyby nie fatalna afera spalinowa, która nastąpiła potem. Ale to już zupełnie inny temat.
Drugi czynnik to kwestia współpracy z Chinami. Niemcy świetnie wyczuli szansę i intensyfikowali kontakty gospodarcze już w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Nie chodzi tu tylko o handel, ale także o inwestycje. Znowu świetnym przykładem jest tu branża motoryzacyjna. W efekcie niemieckie marki są w Chinach dobrze znane i dobrze postrzegane. Dzisiaj, kiedy konsumpcja w Państwie Środka wyraźnie wzrosła, ma to olbrzymie znaczenie dla całej niemieckiej gospodarki.
No i na koniec trzecia kwestia, być może najważniejsza, która dla mnie jest pewnym paradoksem. Otóż wtedy, kiedy nie było jeszcze tak dobrze, pewien kanclerz postanowił zrobić poważne reformy. Dotyczyły one przede wszystkim rynku pracy, pomocy socjalnej i wsparcia dla małych i średnich firm, które są dzisiaj fundamentem niemieckiej potęgi. Dotyczyły także obniżki podatków. A nazywał się Gerhard Schroder. Paradoks polegał na tym, że był on socjaldemokratą i na przykład cięcia wydatków socjalnych czy ograniczenie dostępu do zasiłków dla bezrobotnych nieszczególnie do niego pasowały. A jednak. Cały plan pod nazwą Agenda 2010 został w latach 2003‑2005 zrealizowany.
Czy oznacza to, że Angela Merkel przyszła na gotowe? Trochę rzeczywiście tak było. Bo na przykład efekty programu Agenda 2010 pojawiły się tak naprawdę już wtedy, kiedy Schroder przestał rządzić. Ale nie oznacza to, że Merkel nie przyczyniła się do poprawy. Faktycznie trudno w jej przypadku mówić o jakichś spektakularnych reformach w postaci wyraźnej obniżki podatków. Pamiętajmy jednak, że dała Niemcom stabilność, także niemieckim przedsiębiorstwom. A nie było to łatwe i oczywiste, przyszło jej bowiem rządzić w czasach trudnych. Musiała się zmierzyć z największym kryzysem, jaki znamy, mówię tu o sytuacji z lat 2008 i 2009, oraz z kryzysem zadłużeniowym strefy euro, który nastał dwa lata później. I o tym właśnie za tydzień.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o