Członek niestały

0
42

Premier Szydło wykrzykująca 190 do 0 (190 krajów zagłosowało za nami, dwa się wstrzymały, ale nie wiadomo które, bo głosowanie było tajne, nikt nie był przeciw), dała jasno do zrozumienia, jak mocno ją osobiście zabolało marcowe głosowanie w sprawie Donalda Tuska, które, jak pamiętamy, zakończyło się wynikiem 27 do 1, a tym jednym, przeciwnym głosem był głos samej pani Szydło. Przy czym dodajmy tutaj od razu, że i tamto głosowanie nie było ani jakimś wielkim sukcesem, ani też porażką Polski. Było klapą pewnej kalkulacji politycznej i dowodem na to, że ani pan prezes, ani jego otoczenie nie bardzo rozumieli, na jakich zasadach funkcjonuje Unia Europejska i że taki manewr jak ten z Saryuszem – Wolskim, który miałby zastąpić Tuska, nie miał najmniejszych szans powodzenia.
Oczywiście kraj, z którego pochodzi szef Rady Europejskiej, w niczym nie jest lepszy od innych krajów Unii. Belgia, z której pochodził poprzednik Tuska, w niczym przez to nie była lepsza od sąsiedniej Holandii. To już sensowniej jest oceniać kraje po tym, jak bardzo są szczęśliwi ich mieszkańcy i w takiej klasyfikacji oba te kraje, o ile pamiętam, są blisko siebie. Inna sprawa, że wcale nie jest tak prosto zmierzyć poziom szczęścia, bo różnego rodzaju fachowcy stawiają znak zapytania nawet przy poziomie PKB, który to poziom przecież jest dużo łatwiej wyliczyć, bo składniki PKB są (w przeciwieństwie do składników szczęścia) jakoś mierzalne.
Wracając do Rady Bezpieczeństwa ONZ warto by może uświadomić nieuświadomionym, że, po pierwsze, ONZ jest instytucją fasadową. Ani nie powstrzymała żadnych wojen, ani też, co gorsza, nie potrafiła po konflikcie nieść ofiarom konkretnej pomocy. Syria, Somalia, Sudan, Afganistan – to tylko pierwsze z brzegu przykłady klęsk humanitarnych dziejących się na oczach całego świata, przy których ONZ jest bezradna. Po drugie, Rada Bezpieczeństwa tegoż ONZ to USA, Rosja, Chiny, Wielka Brytania i Francja, plus dokooptowywane kraje, które nie mają jednak prawa weta, ergo nic nie mogą. W tej całej Radzie nasz kraj ma zastąpić Ukrainę, którą trzy lata temu najechała Rosja i zabrała jej kawał terytorium, czyli Krym. I co? I nic. Ani ONZ, ani Rada Bezpieczeństwa ani trzy lata temu, ani dziś nie robią w tej sprawie niczego, tak samo zresztą te instytucje nie są w stanie powstrzymać wojny na wschodzie Ukrainy. Po trzecie, nasz kraj był już pięciokrotnie niestałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ. Ostatni raz było to 20 lat temu. Ale poprzednie dwa razy zdarzyły się w czasach chyba najbardziej wstydliwych w naszej świeżej historii. Raz było to w trakcie stanu wojennego, a raz gdy na Wybrzeżu doszło do masakry w wyniku otwarcia ognia przez milicję i wojsko do stoczniowców Trójmiasta i Szczecina.
Naprawdę nie ma się czym chwalić ani też nie można się dziwić, że nikomu głosującemu w ONZ nie przeszkadza to, że w naszym kraju właśnie partia rządząca i prezydent zakwestionowali prawo Sądu Najwyższego do podejmowania uchwał. Nie przeszkadzało też to, że Trybunał Konstytucyjny w naszym kraju stał się instytucją, jeżeli nie martwą, to bardziej historyczną niż istniejącą. Przy niezauważaniu takich spraw prawdziwym drobiazgiem jest chyba fakt, że rządzący brutalnie przejęli media publiczne. Poprzednie władze też trzymały te media za pysk, ale jednak czasami pozwalały wziąć im oddech na własną rękę. Te dzisiejsze na nic nie pozwalają. Jak uczy historia, ani ONZ, ani tym bardziej Rada Bezpieczeństwa nie będą miały nic przeciwko temu, by w Polsce na przykład w ogóle znieść wybory jako swego rodzaju przeżytek albo z jakiegokolwiek innego, ważkiego powodu.
Zatem, szanowna Pani premier i inni apologeci tej władzy, warto chyba zachować troszkę dystansu i umiaru przy dęciu w trąby. Trąby te przecież mogą się jeszcze kiedyś przydać, ale jeżeli ich dźwięk zbytnio spowszednieje, to wtedy będzie je trudniej usłyszeć. Inna sprawa, że zdaję sobie sprawę z tego, w jaką histeryczną radość wpadłaby opozycja, gdybyśmy tym niestałym członkiem nie zostali.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o