Czy grozi nam deflacja?

0
112
REKLAMA

Deflacja to ujemna inflacja, czyli po prostu spadek cen. Różnego rodzaju dobra i usługi tanieją. Jest to sytuacja niecodzienna, ale spotykana. Wystarczy popatrzeć na ostatnie trzydzieści lat w Japonii. Zerowa lub nawet ujemna inflacja była tam czymś normalnym. Wiązała się przede wszystkim z bardzo niskim popytem wewnętrznym, szczególnie zaś z relatywnie niską konsumpcją. Problem w tym, i to jest niebezpieczne, że deflacja jeszcze bardziej hamuje konsumpcję, czyli mamy do czynienia ze swoistą kwadraturą koła. Skoro ceny spadają, to powstrzymujemy się od zakupów, bo w przyszłości będzie taniej, czyli będziemy mogli kupować więcej. Czekamy zatem. Ale w przyszłości znowu czekamy, bo będzie jeszcze taniej. Itd. itp. W przypadku Japonii dochodzi do tego tradycyjnie wysoka skłonność do oszczędzania w naturalny sposób hamująca konsumpcję. Skoro zatem społeczeństwo nie chce wydawać pieniędzy, gospodarka rozwija się wolniej, lub nie rozwija wcale, bo eksport, inwestycje firm i wydatki rządowe nie wystarczają. Trudno zresztą o inwestycje, skoro nie ma konsumpcji. A wydatki rządowe oznaczają wzrost zadłużenia. Ostatnia szansa to bardzo wysoka dynamika sprzedaży za granicę, ale czy da się ją utrzymywać w nieskończoność na takim poziomie, aby wzrost gospodarczy był na plusie? Jak widać na przykładzie Japonii, niekoniecznie.
Czy Europie grozi taki scenariusz? Inflacja w strefie euro utrzymuje się na rekordowo niskich poziomach, i to pomimo tego, że stopy procentowe są już bliskie zeru. Pod koniec 2013 roku zeszliśmy ze wskaźnikiem CPI, czyli właśnie inflacją, do poziomu poniżej 1% w ujęciu rocznym. Obecnie jesteśmy w okolicach 0,7% rok/rok. Spadek inflacji wiąże się ze spadkiem konsumpcji i inwestycji. Swoje zrobiła sytuacja na rynku surowców, szczególnie energetycznych. I to nie tylko ze względu na kłopoty strefy euro, ale także z uwagi na rewolucję łupkową w Stanach Zjednoczonych. Reformy poszczególnych, zagrożonych z powodu zbyt dużych długów krajów Europy oznaczały ograniczenie transferów do społeczeństwa i wydatków rządowych. A to hamowało gospodarkę, prowadziło do wzrostu bezrobocia i ogólnego pogorszenia sytuacji bytowej. W takiej sytuacji trudno się dziwić, że ludzie przestali kupować. Czy jest szansa, że ten trend się odwróci? Strefa wspólnej waluty wychodzi z kłopotów, ale bardzo powoli, wzrost gospodarczy jest rachityczny. Super tanie kredyty i pożyczki nie pomagają, tym bardziej że banki boją się zbytnio zwiększać akcję kredytową w związku z koniecznością utrzymania nowych standardów bezpieczeństwa. Jest tanio, ale nie jest łatwo dostać pieniądze. Czy zatem grozi Europie deflacja, a w konsekwencji długotrwałe problemy gospodarcze?
Europejski Bank Centralny ma jeszcze pole manewru. Może, po pierwsze, jeszcze bardziej obniżyć stopy, po drugie, wzorem USA zdecydowanie bardziej zasilać system gospodarczy w gotówkę, czyli drukować pieniądze. Oczywiście będzie to trudniejsze niż za oceanem, bo w Europie mamy do czynienia z wieloma krajami, ale technicznie można tę sytuację rozwiązać. Poza tym Europejczycy nie są co prawda tak skorzy do wydawania pieniędzy jak Amerykanie, ale też tradycyjnie daleko im do Japończyków z powstrzymywaniem się przed takim działaniem. Oczywiście nie wiadomo, jak zachowaliby się, gdyby deflacja była faktem. Ale sytuacja nie wydaje się być tak dramatyczna.
A Polska? Czy nam zagrażają deflacyjne kłopoty? U nas rezerwa związana z wysokością stóp procentowych jest znaczna, mamy najwyższe realne stopy w Europie. Trzeba jednak pamiętać, że deflacja w strefie euro, która mogłaby pogrążyć ją ponownie w recesji, także nam by nie pomogła. Obserwujmy zatem decyzje Europejskiego Banku Centralnego i rozwój sytuacji w Europie.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments