Czy paliwo potanieje?

0
84

Za wyższe ceny odpowiadają dwa czynniki. Po pierwsze, wzrost cen ropy naftowej na rynkach światowych. Przez cały 2011 rok cena baryłki miała się kształtować na poziomie nie większym niż 95 USD. Tak przynajmniej wynikało z prognoz specjalistów. Niestety, nie przewidzieli oni rewolucji w północnej Afryce, a to właśnie te wydarzenia doprowadziły do wzrostu cen. Potem sytuacja zaczęła się uspokajać, jednak nie na długo. W drugiej połowie 2011 w stabilizacji przeszkodził wzrost napięcia wokół Iranu. Z jednej strony jest to jeden z najważniejszych producentów na świecie, z drugiej zaś kraj kontrolujący, po części przynajmniej, cieśninę Ormuz, przez którą płynie 40% dostaw z rejonu Bliskiego Wschodu. I znowu baryłka ropy podrożała.
Jednak same zmiany na rynku ropy nie doprowadziłyby do takich potężnych wzrostów cen na naszych stacjach. Przecież ropa była już droższa, a my płaciliśmy za paliwo złotówkę mniej. Tyle tylko, że wtedy dolar był znacznie tańszy. Za ropę płacimy w dolarach i to jego kurs odbija się na cenach detalicznych. A dolar jest wyjątkowo drogi w stosunku do złotego i to jest drugi czynnik nam niesprzyjający.
Bierze się to z dwóch powodów. Po pierwsze, dolar jest drogi w stosunku do większości walut, a szczególnie w stosunku do euro. Jest to oczywiście skutkiem kryzysu strefy euro i, z drugiej strony, coraz lepszej sytuacji gospodarki amerykańskiej. Po drugie, w stosunku do większości innych walut potaniał złoty. Nic złego nie dzieje się w naszej gospodarce czy też z naszymi finansami publicznymi. Jednak kryzys strefy euro powoduje wzrost niechęci do tego, co bardziej ryzykowne. Czyli, niestety, także do nas. Bo my wciąż jesteśmy bardziej ryzykowni niż Stany Zjednoczone czy Niemcy.
Osłabienie złotego do USD uderzyło zatem ze zdwojoną siłą. Efekty: obserwowane ceny na stacjach benzynowych. Czy coś w najbliższym czasie może się tu poprawić?
Jeśli chodzi o decyzje polskiego państwa, to raczej nie ma o tym mowy. Minister finansów walczy o każdą złotówkę, a zatem czasowe obniżenie akcyzy nie wchodzi w grę. Abyśmy realnie odczuli ewentualną decyzję w tej sprawie, czyli aby paliwo potaniało o przynajmniej 20‑30 groszy, trzeba by się było liczyć ze zmniejszeniem wpływów do budżetu o kilka miliardów złotych. Tymczasem propozycje zmian w wydatkach czy dochodach, skutkujące kilkuset milionami, prowadzą do prawdziwych batalii. Musimy przecież w 2012 roku mocno ograniczyć deficyt budżetowy. Co nas zatem może uratować?
Kontynuacja, a najlepiej przyspieszenie reform strefy euro, czyli budowanie jej nowych fundamentów i reformy w poszczególnych państwach. To poprawi zaufanie do wspólnej waluty. Będzie to oznaczało wzrost jej wartości, czyli spadek wartości USD. I także, w konsekwencji, wzrost zaufania do Polski, czyli wzrost wartości złotego. Potrzebujemy także spokoju na Bliskim Wschodzie. Wtedy rzeczywiście realne jest ustabilizowanie ceny baryłki na poziomie nieco poniżej 100 USD. Czy to wszystko się stanie? Zobaczymy za kilka miesięcy.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o