Czy rzeczywiście będzie „V”?

0
77
REKLAMA

Marek ZuberW maju, kiedy wiedzieliśmy już o katastrofalnych efektach zamknięcia gospodarek, wierzyliśmy, że dzięki gigantycznym środkom pomocowym szybko podniosą się one z zapaści. Podstawowym scenariuszem mającym opisywać całą sytuację był scenariusz „V”.
Wielokrotnie wskazywałem już na to, że obecny kryzys ma absolutnie nadzwyczajny charakter. Nie tylko dlatego, że nie wynika on z czynników ekonomicznych, nie jest efektem procesów zachodzących w gospodarce, ale także dlatego, że na początku był bardzo gwałtowny. W czasie największych kryzysów ostatnich stu lat, czyli w latach 1929 – 1933 i w latach 2008 -2009 świat hamował zdecydowanie wolniej. Tu niemalże z dnia na dzień odczuliśmy potężnie efekt pandemii. Było to głównie spowodowane zamrożeniem gospodarek. Czyli „naciśnięciem guzika” blokującego de facto aktywność gospodarczą. W efekcie z kwartału na kwartał świat się niejako zapadł. W niektórych krajach, na przykład we Francji czy w Wielkiej Brytanii, w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej, PKB spadło nawet o jedną piątą. Ale największe wrażenie robią z pewnością dane o wzroście bezrobocia w USA. W kwietniu osiągnęło ono poziom 14,7%, kiedy w marcu było jeszcze na poziomie 4,4%. Było to szokujące, nawet uwzględniając charakter rynku pracy w tym kraju.

REKLAMA

Biliony dolarów zaangażowane w pomoc gospodarkom miały jednak szybko tę dziurę zasypać. Do dzisiaj na różnego rodzaju projekty pomocowe przeznaczono już ponad 16 bilionów USD. Dla porównania wartość całej polskiej gospodarki w zeszłym roku, czyli polskiego PKB, nie przekroczyła 600 mld USD, a dochody polskiego budżetu 100 mld PKB. Te 16 bln USD to głównie pożyczki zaciągane przez państwa oraz pieniądz wydrukowany przez banki centralne.
Biliony dolarów zrobiły wrażenie także na nas wszystkich, czyli konsumentach i przedsiębiorcach. Po załamaniu nastrojów w kwietniu i w maju przyszedł czas na ich wyraźną poprawę. Często wręcz euforyczną. Taki na przykład niemiecki indeks menadżerów ZEF najpierw się załamał do poziomu prawie minus 50 punktów – faktem jest, że w 2009 roku było jeszcze nieco gorzej – by potem eksplodować i osiągnąć prawie 80 punktów, czyli wartość nienotowaną od dwudziestu lat. Zaczął dominować pogląd, że przebieg kryzysu będzie w kształcie litery „V”. Czyli najpierw zapaść, tąpnięcie, zjazd, ale potem równie szybkie odbicie. I faktycznie ten scenariusz się realizował. A właściwie realizuje, bo póki co, z całego świata mamy informacje o wyraźnej poprawie danych makroekonomicznych.

Oczywiście to „V” należy dobrze rozumieć. To nie tak, że w drugim kwartale doszło do tąpnięcia, a w trzecim czy w czwartym po eksplozji aktywności gospodarczej dojdziemy do poziomu sprzed koronawirusa, czyli odrobimy straty. Wiadomo było, że to odrabianie potrwa kwartały. Osobiście zakładałem, i dalej tak zakładam, że w wersji optymistycznej, do poziomu z 2019 roku polskie PKB dojdzie w roku 2022. Ale mimo wszystko jest to jednak krótki czas. Tym bardziej, że pierwszy poważny efekt, czyli mocniejsze odbicie, faktycznie w trzecim kwartale nastąpiło. Najbardziej spektakularne są tu znowu dane dotyczące bezrobocia w USA, które bardzo szybko, bo w ciągu pięciu miesięcy, spadło do poziomu poniżej 8%. Oczywiście to dalej wyraźnie gorzej niż w marcu, nie mówiąc o lutym. Ale po kryzysie 2008‒2009 osiągnięcie poziomu poniżej 8%, wtedy maksimum osiągnięto pod koniec 2009 roku i wyniosło ono 10%, zajęło dwa i pół roku.
Jednak, aby te wszystkie pozytywne zmiany były kontynuowane potrzebny jest jeden ważny element: opanowanie koronawirusa i nie powtarzanie poważnego zamrażania aktywności gospodarczej. Tak zakładaliśmy budując tezę o literze „V”. Nawet w sytuacji powtórzenia wzrostu zachorowań zakładano działania naprawdę precyzyjne i punktowe. Ale dominował pogląd, i myślę, że wielu z nas, pomimo przestrzegania przed jesienią, kumulacją z grypą itd. itp. w to wierzyło, że najgorsze mamy za sobą.
Ale niestety w wielu krajach tak nie jest. Pandemia wybuchła na nowo. A w Polsce osiągnęła poziom nieporównywalny z tym, co było na wiosnę. W efekcie znowu wracamy do ograniczania aktywności. Na razie nikt nie mówi o tym, że będzie tak, jak kilka miesięcy temu. I tak nie jest. Ale z pewnością w wielu przypadkach, także w Polsce, podejmowane decyzje są ostrzejsze niż mówiły bazowe scenariusze.

W efekcie tego wszystkiego trzeba sobie zadać pytanie, czy rzeczywiście wydobywanie się świata z załamania z początku roku, głównie z drugiego kwartału, będzie tak dynamiczne, jak sądzono? Dzisiaj wiele wskazuje na to, że jednak nie. Nie prognozuję absolutnie kolejnego załamania, nie zakładam również jakichś bardzo poważnych, negatywnych, gospodarczych skutków. Ale sądzę, że też nie będzie to wszystko tak optymistyczne, jak niektórzy sądzili. Także w Polsce. Czwarty kwartał pewnie będzie na plusie, ale czy będzie to poważny plus, to już nie jest takie pewne. Założenia rządowe, poprawiane ostatnio, mogą być zbyt optymistyczne. Chociaż wszystko jeszcze przed nami, nie wiemy bowiem, jakie decyzje będą podejmowane za dwa, czy za trzy tygodnie. Pamiętajmy przy tym wszystkim jeszcze o tym, że wiele zależy nie od decyzji podjętych przez nas, ale od tego, co zrobią inne kraje. To także ma przecież wpływ na naszą gospodarkę.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o