Czy stopy jeszcze spadną?

0
73
REKLAMA

Wysokość stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego leży w gestii Rady Polityki Pieniężnej. Stopy te, a szczególnie jedna, czyli tzw. stopa referencyjna, wpływają na koszt pieniądza na rynku pieniężnym. Czyli na to, po ile banki pożyczają sobie nawzajem środki. To zaś bezpośrednio wpływa na koszt kredytów i pożyczek, i na oprocentowanie lokat. A zatem ma olbrzymi wpływ na nas wszystkich, i na całą gospodarkę w ogóle. Jak działa ten mechanizm, pisałem w „Temi” wielokrotnie.
Dość powiedzieć, że im niższe stopy procentowe, tym tańsze kredyty i pożyczki oraz niższe oprocentowanie lokat. To zaś wszystko wpływa pozytywnie na wzrost gospodarczy. Mówiąc wprost, daje gospodarce dodatkowy bodziec rozwojowy. Czyli im niższe stopy tym lepiej? Tak, ale pod warunkiem że są one na tyle wysokie, że nie prowadzą do niekontrolowanego wzrostu inflacji. Innymi słowy: stopy powinny być jak najniższe, ale na tyle wysokie, żeby inflacja była w ryzach. Wtedy mówimy o sytuacji optymalnej.
Problem w tym, że gospodarka to żywy organizm. Zachodzą w nim różne procesy, które nie są jednolite. Nie da się zatem ustalić obiektywnie najlepszego poziomu stóp i utrzymywać go latami. Może się bowiem okazać, że za kilka miesięcy będzie on już nieodpowiedni z uwagi na zmiany na przykład preferencji konsumentów, którzy rzucą się z jakiegoś powodu na banki i masowo zaczną korzystać z kredytów i pożyczek. Bank centralny musi zatem prowadzić ustawiczną grę dostosowując poziom stóp do realiów rynkowych i gospodarczych.
I tu przejdźmy na nasze podwórko. Patrząc na ostatnie lata, można chyba jednoznacznie powiedzieć, że nie wszystko szło tak, jak powinno. Naszym celem jest to, aby inflacja była na poziomie 2,5% rok/rok, z możliwymi odchyleniami o jeden punkt procentowy. Czyli powinna się ona zawierać między 1,5% a 3,5% rok/rok. Cofnijmy się o dwa lata. W maju 2012 roku Rada Polityki Pieniężnej podwyższyła stopy procentowe. Działo się to w sytuacji, w której nie było już chyba nikogo, kto nie przewidywałby spadku inflacji, choć, jest to faktem, była ona jeszcze wtedy powyżej górnej granicy celu inflacyjnego. Mało tego: nie było nikogo, kto nie oczekiwałby hamowania, i to poważnego, polskiej gospodarki. A to nie sprzyja, delikatnie mówiąc, wzrostowi inflacji. Nie mówiąc już o tym, że wyższe stopy to dodatkowy element hamowania wzrostu PKB. RPP weszła w cykl obniżek dopiero w listopadzie 2012 r. Inflacja dopiero wtedy spadła poniżej 3,5% rok/rok, ale już wcześniej wszystkie prognozy wskazywały na poważny spadek inflacji w przyszłości. Po co zatem było tyle czekać? Nie twierdzę, że jest to główny powód tego, że nasza gospodarka tak bardzo wyhamowała, ale z pewnością jakieś znaczenie to miało. Cykl obniżek zakończył się w lipcu 2013 r. Dobiliśmy do 2,5% rok/rok jeśli chodzi o stopę referencyjną. Inflacja wynosiła wtedy 1,1% rok/rok. Przypominam, że pożądana to 2,5% rok/rok. RPP zakończyła cykl obniżek pomimo tego, że przygotowana w NBP tzw. projekcja inflacji wskazywała na to, że w ciągu dwóch lat prawdopodobieństwo osiągnięcia celu inflacyjnego jest mniejsze niż to, że inflacja będzie poniżej owego celu. Projekcja inflacji sporządzona była przed lipcową obniżką, ale ruch o 25 punktów bazowych w dół nie mógł doprowadzić do jakichś fundamentalnych zmian we wnioskach z tego badania.
Inflacja dalej spada. Obecnie jest ona na poziomie zaledwie 0,2% rok/rok. Dlaczego zatem stopy nie są obniżane? Właściwie jedyne wytłumaczenie, jakie serwują nam niektórzy przedstawiciele Rady, to to, że nie chcą oni dopuścić do wystąpienia tzw. baniek spekulacyjnych. Skoro pieniądz będzie tani, to masowo będziemy brać kredyty i np. kupować mieszkania, a to doprowadzi do gwałtownego wzrostu ich cen. Kiedyś jednak nastąpi „otrzeźwienie”, rynek się załamie, i kredytobiorcy popadną w problemy. Jak jednak wierzyć w takie tłumaczenia, skoro naprawdę mocny kaganiec na działalność kredytową zakłada Komisja Nadzoru Finansowego? Moim zdaniem Rada popełnia kolejny błąd. W ostatnich tygodniach po publikacji najnowszych danych zaczęto co prawda przebąkiwać o możliwej obniżce, ale jej prawdopodobieństwo jest niewysokie. A nawet jeśli do niej dojdzie, to wiele miesięcy niepotrzebnie straciliśmy.

REKLAMA
REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments