Czy w 2016 roku coś grozi polskiej gospodarce?

0
68
REKLAMA

W dzisiejszych czasach trudno o twarde tezy. Przynajmniej w kwestiach szeroko rozumianej gospodarki. Wielokrotnie zwracałem na to uwagę, choćby w kontekście prognozowania sytuacji na rynku nośników energii. Ponieważ nikt nie przewidział rewolucji łupkowej, nikt nie oczekiwał, że cena ropy spadnie do poziomu 35 USD za baryłkę. Ale tego typu wydarzeń jest znacznie więcej.
Weźmy ostatnie dni i zaostrzenie relacji Iranu i Arabii Saudyjskiej. Na przełomie roku wszyscy oczekiwali, że 2016 będzie rokiem normalizacji relacji z Iranem. Nie tylko w kontekście jego ponownego wejścia na rynek producentów ropy naftowej, ale także pod kątem innych relacji gospodarczych. Nawet w Polsce głośno zastanawiano się, jakie branże mogą skorzystać na współpracy z tym dwa razy od nas większym pod względem liczby mieszkańców krajem. Wystarczyło kilka dni i doszło do dramatycznego pogorszenia kontaktów między Iranem i Arabią Saudyjską po egzekucji dokonanej przez ten ostatni kraj na wpływowym szyickim duchownym. Pojawiły się nawet głosy, że na Bliskim Wschodzie może dojść do wybuchu nowej wojny. Czy ktoś mógł coś takiego przewidzieć?
Patrząc zatem na perspektywy polskiej gospodarki musimy zakładać scenariusz na dzisiaj najbardziej prawdopodobny, pamiętając jednak, że wszystkiego przewidzieć nie jesteśmy po prostu w stanie. Spróbujmy, przy takim założeniu, pokusić się jednak o prognozy.
Europa powinna nam sprzyjać. Nie potwierdzają się na razie obawy o to, że władze w kolejnych krajach (taka obawa dotyczyła choćby Hiszpanii) mogą przejmować partie populistyczne, niechętne ostremu programowi reform, zaaplikowanemu po kryzysie zadłużeniowym. Destabilizacji politycznej raczej nie będzie, przynajmniej nie od tej strony. Problemem jest kwestia uchodźców, ale nie powinna ona doprowadzić do jakichś kłopotów gospodarczych. Praktycznie wszyscy ci, którzy mocno odczuli ostatni kryzys strefy euro, poprawiają swoje wskaźniki. A w niektórych krajach jest nawet lepiej, niż miało być. Dotyczy to przede wszystkim Wielkiej Brytanii i Irlandii. Także w kontekście oceny sytuacji finansów publicznych. Oczekujemy zatem kontynuacji powolnej poprawy dynamiki wzrostu. Być może nawet dobijemy wreszcie do tak długo oczekiwanych dwóch procent wzrostu PKB w całej strefie wspólnej waluty. Tym bardziej, że Europejski Bank Centralny jest zdeterminowany kontynuować politykę taniego pieniądza i skupu obligacji krajów strefy.
Zagrożeniem może być sytuacja w Chinach, która, rykoszetem – głównie poprzez Niemcy, może do nas dotrzeć. W pesymistycznej wersji, moim zdaniem, może to doprowadzić do wyhamowania naszej gospodarki w okolicę 2,5% wzrostu PKB. Jednak nawet wtedy dramatu nie odczujemy. Poza tym uznaję tę wersję za zdecydowanie mniej prawdopodobną. W bardziej prawdopodobnej, czyli przy scenariuszu wzrostu w strefie euro o 1,7%-2,0% PKB, powinniśmy utrzymać tempo wzrostu eksportu w okolicach 6-7%, tym bardziej, że jesteśmy aktywni, konkretnie nasze przedsiębiorstwa są aktywne, na nowych, pozaeuropejskich rynkach. A przypomnę, że eksport to już prawie 50% polskiego PKB.
Co do czynników krajowych, to nie oczekujemy tu żadnych istotnych zmian w stosunku do roku 2015. Może z wyjątkiem konsumpcji, której dynamika może nieco wzrosnąć. Wprowadzenie programu 500 plus, dalszy spadek bezrobocia i wzrost realnych wynagrodzeń zapewne pomogą. Tym bardziej, że stopy procentowe, a co za tym idzie koszt kredytu, powinny być wciąż niskie. Być może w najbliższych trzech miesiącach jeszcze spadną w stosunku do tego, co mamy dzisiaj. Warto także podkreślić, że jeśli, czego oczekuję, relatywnie niskie ceny benzyny i oleju napędowego się utrzymają, to także ten czynnik będzie działał prokonsumpcyjnie. Niższe wydatki na paliwo oznaczają bowiem, że Polakom zostaje więcej pieniędzy w portfelu.
Także w obszarze inwestycji firm nie powinno dojść do jakichś niekorzystnych procesów. Choć boomu też nie oczekujemy, nie widać bowiem żadnych potencjalnych jego źródeł. Pomagać powinny niskie stopy procentowe, ale, póki co, może nieco przeszkadzać polityka. A dokładnie wrażenie braku stabilności, z którym obecnie mamy do czynienia. W tym kontekście dobrze by było, żeby rząd jak najszybciej sprecyzował, co tak dokładnie chce w kwestiach gospodarczych zrobić. Środki unijne z nowej perspektywy budżetowej będą kreować wzrost, ale w roku 2016 ten czynnik będzie jeszcze relatywnie słaby. Większość programów jest bowiem opóźnionych. Jedyne zagrożenie to ewentualne ograniczenie akcji kredytowej przez banki. Po części dotyczy to także konsumpcji. Tym tematem zajmę się bardziej szczegółowo w jednym z następnych felietonów.
Tak czy inaczej, 3,5%-3,8% powinniśmy w 2016tym roku osiągnąć. Pod warunkiem jednak, jeszcze raz to powtórzę, że nic nadzwyczajnego na świecie się nie wydarzy.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments