Czyj będzie 9 maja?

0
52
REKLAMA

Pamiętam też migawki z moskiewskich parków, w których ci sami starsi ludzie próbowali tańczyć i odnaleźć utraconą młodość, a w końcu topili smutki w wódce. Dzisiaj wśród widzów dalej są weterani, ale giną w tłumach ludzi w sile wieku, i – co najbardziej zaskakuje – ludzi młodych.
Zwykło się uważać, że młodzi na całym świecie niczym się nie interesują i potrafią się zmobilizować jedynie wtedy, gdy zagrożona zostaje ich sieciowa wolność, tak jak to miało miejsce kilka lat temu w związku z projektem ACTA. Tymczasem jest inaczej. Młodzi Rosjanie z własnej woli i z nieskrywaną przyjemnością idą popatrzeć na innych młodych Rosjan maszerujących i krzyczących „urra”. (Nawiasem mówiąc, ta aktywność młodych nie dotyczy tylko Rosji. Wszystkie neonazistowskie ruchy, od Finlandii po Grecję, tworzą młodzi. Także i u nas 11 listopada to młodzi robią zadymy).
Tymczasem 9 maja jest – o czym chyba mało kto pamięta – świętem także Europy. 64 lata temu, czyli 9 maja 1950 roku, Robert Schuman, wówczas minister spraw zagranicznych Francji, ogłosił deklarację, która stała się zaczątkiem wspólnoty węgla i stali, która to wspólnota przerodziła się później w Unię Europejską. Schuman był postacią niezwykłą. Dzieciństwo spędził w niemieckiej Lotaryngii, która jednak po I wojnie stała się Lotaryngią francuską. Może dlatego łatwiej mu było przełamać uprzedzenia Francuzów do Niemców i Niemców do Francuzów. Warto też pamiętać, że bardzo mocno wsparł Schumana ówczesny kanclerz Niemiec, Konrad Adenauer. I znów nawiasem mówiąc, podwaliną do deklaracji Schumana były dokumenty wypracowane w Niezależnej Lidze Współpracy Ekonomicznej, organizacji założonej w 1946 roku. Współzałożycielem Ligi był Józef Retinger, doradca generała Sikorskiego, jeden z najbardziej tajemniczych i najlepiej ustosunkowanych Polaków w całej naszej historii, ale to już zupełnie inna opowieść.
Mamy zatem tę naszą Unię Europejską, trochę skołataną, trochę bezwolną, ale ona jest naszym wspólnym dobrem, i gdyby zmarły w 1963 roku Robert Schuman to zobaczył, to jestem przekonany, że byłby zachwycony i zasmucony jednocześnie. Zachwycony tym, że skromny projekt tworzony w powojennej traumie tak rozkwitł, a zasmucony tym, że najwyraźniej nie szanujemy tego, co stworzyliśmy. Nie tylko my Polacy, ale w ogóle cała Europa.
Za 11 dni mamy wybory do parlamentu europejskiego, a w całej Europie frekwencja wyborcza będzie prawdopodobnie żałosna. Nie wiem, jak wyglądają listy wyborcze w innych krajach, ale w Polsce na czołowe miejsca trafiają celebryci albo politycy, którym chce się wynagrodzić wierną służbę, i nikt nie zastanawia się nad tym czy kandydaci ci mają jakiekolwiek kompetencje do pracy nad stanowieniem prawa. Przypomnę, że ponad 60 procent prawa, które nas wszystkich obowiązuje, tworzone jest w Brukseli.
Na dwa tygodnie przed wyborami cała Europa zastanawia się natomiast nad tym, czy pewien brodaty Austriak w sukience zasłużenie wygrał festiwal Eurowizji i czy gdyby śpiewał w garniturze, to też by wygrał. To jest jakaś paranoja. Przy takiej niefrasobliwości nie powinniśmy być zdziwieni, gdy za kilka lat gromkie „urra” 9 maja zostanie wykrzyczane z 28 stolic krajów byłej UE.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments