Danina solidarnościowa

0
40
REKLAMA

Protest rodzin osób niepełnosprawnych przypomina mi, w sensie aspektów polityczno‑ budżetowych, strajk rezydentów i ich żądanie zwiększenia poborów do dwukrotności średniego wynagrodzenia. Rezydenci odpowiedzieli po prostu na postulat złożony przez ministra Radziwiłła wtedy, kiedy jeszcze ministrem nie był. To on właśnie chciał dwukrotności średniego wynagrodzenia jako podstawowej płacy dla rezydentów. Skoro chciał, to niech to teraz realizuje. W przypadku rodzin osób niepełnosprawnych jest o tyle podobnie, że w 2014 roku podczas ich protestu Jarosław Kaczyński, będąc wtedy w opozycji, poparł ich żądania. Skoro tak, to teraz powinien, czy też szerzej – jego ugrupowanie powinno, te kwestie rozwiązać. A mija dwa lata, odkąd objęło rządy. W podobnej sytuacji jest zresztą prezydent Duda, który w kampanii obiecał stworzenie pełnomocnika w kancelarii prezydenta, zajmującego się tymi sprawami. A póki co, nic się w tej materii nie wydarzyło. Wydaje się, że te dwie kwestie, obok oczywiście problemów finansowych, musiały wprowadzić dodatkowe rozgoryczenie w środowisku rodzin osób niepełnosprawnych.
Wróćmy jednak do samego pomysłu. Myślę, że trzeba go rozpatrywać w dwóch obszarach. Węższym i szerszym. Węższy dotyczy tej konkretnej propozycji. Oto przyjeżdża premier i zachowuje się jak prawdziwy Janosik. Bez dyskusji społecznej, z marszu, proponuje, żeby jednym zabrać, a drugim dać. W kwestii dodania pieniędzy rodzinom osób niepełnosprawnych z etyczno‑moralnego punktu widzenia wszystko jest w porządku. Na pytanie: czy pieniądze im się należą, zdecydowana większość z nas, być może nawet wszyscy, odpowie: oczywiście tak! Czy jednak taki sposób znajdowania finansowania dla rozwiązania problemu jest prawidłowy? Czy działalność państwa nie powinna opierać się na pewnej strategii? Czy system pomocy nie powinien być spójny? Czy należy nowe podatki i parapodatki wprowadzać z doskoku, znienacka, tylko dlatego, że akurat ktoś strajkuje i trzeba temat jak najszybciej jakoś rozwiązać? Pomijam już oczywiście kwestie tego, że jeśli ma to być nowy podatek, to będzie go można wprowadzić dopiero od pierwszego stycznia, czyli pomoc nie przyjdzie od razu.
A jak on w ogóle ma wyglądać? Czekamy na szczegóły. Na razie Morawiecki twierdzi, że ma dotyczyć 0,5% podatników. Zobaczymy. Tak na marginesie, jeśli ten pomysł zostanie zrealizowany, może to być woda na młyn dla kolejnych grup społecznych. Strajkuj, to rząd na pewno Ci da. Najwyżej komuś, czytaj: bogatym, zabierze.
Drugi obszar jest szerszy. Oto bowiem kilka dni wcześniej na konwencji PiS usłyszeliśmy, w jakiej to świetnej sytuacji jest budżet i w związku z tym pojawiły się nowe pomysły wydawania pieniędzy, lub zmniejszenia dochodów do budżetu, jak propozycja obniżenia CIT. Co prawda, szybko się okazało, że te propozycje nie muszą być powszechne, a CIT jest tu najlepszym przykładem, bo dotyczy kilkunastu procent przedsiębiorstw w Polsce, ale jednak koszty jakieś będą. Wydaje się jednak, że i w rządzie przyszedł czas na refleksję. Półtora roku temu postawiłem tezę, że wysyp pomysłów rozdawania pieniędzy zakończy się podwyższeniem lub nałożeniem nowych podatków i parapodatków. Może nie dla wszystkich grup społecznych, może niewielkich, ale jednak. Oczywiście zakładałem, że stanie się to wtedy, kiedy gospodarka zacznie hamować, czyli skończy się koniunktura. Tymczasem widzimy, że pomysły pojawiają się szybciej. Najpierw 8 groszy opłaty paliwowej na walkę ze smogiem i wsparcie elektromobilności, teraz danina solidarnościowa (tak na marginesie – niezbyt chyba trafiona nazwa). PiS będzie zatem szukał dodatkowych źródeł finansowania. Mityczne „wystarczy nie kraść” i „zwiększenie ściągalności podatków” już nie wystarczy, jeśli oczywiście finanse publiczne mają być pod kontrolą.
A co będzie następne, szczególnie jak rzeczywiście skończy się koniunktura na świecie i tym samym w Europie? Może kolejne daniny dla bogatych, a może podwyżki cen wody czy prądu. Sposobów jest wiele.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments