Dopalacze

0
61

Myślę tu o różnego rodzaju używkach, które towarzyszą człowiekowi od wieków, ale które spożywane w nadmiarze mogą być dla niego śmiertelnym zagrożeniem. Żeby chronić ludzi przed nimi samymi, najpierw władcy, a potem państwa podejmowały różne kroki, najczęściej wprowadzając różnego rodzaju kary za – na przykład – pijaństwo. Najbardziej desperackim posunięciem zasłużyły się w historii Stany Zjednoczone, które w 1919 roku 18. poprawką do konstytucji wprowadziły na terenie całego kraju prohibicję. Jak wiadomo, zakaz ten nie spowodował usunięcia z terytorium USA alkoholu. Kto chciał i tak się napił, często jednak płacąc za to więcej niż wcześniej. Zysk z handlu alkoholem przestał trafiać do państwa, a zasilał konta przedsiębiorczych biznesmenów, zwanych później gangsterami. Prohibicję zniesiono w 1933 roku, ale mleko się już rozlało i gangi pozostały, zajmując się innymi używkami, najczęściej narkotykami, przed którymi państwa też by chciały ochronić swoich obywateli.
Najczęściej jednak to się nie udawało i nadal się nie udaje. Jeżeli ludzie chcą pić, to piją, jeżeli smakują im papierosy, to palą, a jeżeli chcą ćpać, to to robią. Niestety. Dzisiaj wiemy już, że proste zakazy i represje nie wystarczą. Coraz bardziej rozumiemy to, że chronienie ludzi przed nimi samymi wymaga dosyć skomplikowanych posunięć prawnych i stworzenia spójnego gmachu zwanego też polityką. W naszym kraju zrozumienie tego idzie bardzo opornie. Ale trudno się temu dziwić, skoro z niektórych trujących używek państwo ściąga akcyzę i robi sobie z nich dochodową gałąź biznesu przynoszącego stabilne dochody, a za posiadanie innych wsadza do więzienia.
Najbardziej niebezpieczną używką spożywaną przez Polaków jest oczywiście alkohol. Nadużywają go miliony naszych rodaków, a to nadużywanie jest główną przyczyną przemocy i rozpadu rodzin. Ale ponieważ alkohol jest trucizną wpisaną w tradycję, a przede wszystkim przynosi państwu dochody, to walka z nim jest tylko symulowana, podobnie zresztą udawaną jest walka z nikotynizmem.
Na serio, albo przynajmniej tak się im wydaje, władza walczy z narkotykami. Szczeniaka z kilkoma gramami marihuany potrafi wsadzić do paki, nie bacząc na to, że tym samym rujnuje szczeniakowi życie. Władzy też nie obchodzi, że marihuana jest mniej szkodliwa od papierosów. Władza wie, że narkotyki są be i już. 7 lat temu ówczesny premier Donald Tusk wypowiedział bezwzględną wojnę dopalaczom, czyli syntetycznym narkotykom. W ciągu kilkunastu godzin wprowadzono ustawy (łamiąc przy tym prawo), które miały ukręcić łeb hydrze dopalaczy. Nie ukręciły. Dopalacze nie zniknęły. Co prawda, co pewien czas wprowadza się listę zakazanych środków będących kompilacją różnego rodzaju związków chemicznych, ale wystarczy, że producenci wprowadzą jakiś kolejny związek i już środek przestaje być substancją zakazaną. Tak naprawdę, to w tym wyścigu producenci zawsze będą o dwa kroki przed ścigającymi. Liczba kompilacji różnego rodzaju świństw, które mogą nam szkodzić albo – jak to działo się w naszym kraju w ostatni weekend – bardzo szkodzić, wydaje się być nieograniczona, a zdolność naszych polityków do tworzenia skutecznego prawa jest wręcz przeciwnie, ograniczona i to bardzo. I nie jest to zarzut, który stawiam politykom, bo chociaż uważam ich za naprawdę nieudolnych, to nie w tym leży przyczyna całego nieszczęścia, jakim jest to, że tysiące ludzi w naszym kraju (najczęściej młodych) sięga po różnego rodzaju paskudztwa nazywające się „mocarz”, albo „kawałek nieba”. Nieszczęściem jest to, że oni tych środków potrzebują. Prawdziwym sposobem na walkę nie tylko z dopalaczami, ale także ze wszystkimi używkami, które są ucieczką od rzeczywistości, jest tworzenie rzeczywistości znośnej dla obywateli.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o