Drgnęły słupki

0
29

Co prawda pojawiają się głosy, które mają za zadanie ostudzić temperaturę komentarzy, ale one i tak już pogalopowały w kierunku odtrąbienia śmierci PiS, powrotu PO i marginalizacji Nowoczesnej. Tymczasem wiadomo od wielu lat, że w sondażach ważniejszy jest trend, a nie wynik jednego badania. I wcale nie jest trendem to, że w marcu kilka pracowni badających opinie miało bardzo podobne wyniki. Trend lub brak trendu będzie można znaleźć po porównaniu wyników badań jednej pracowni w okresie co najmniej kilkumiesięcznym.
Pracownie badają bowiem nas, czyli społeczeństwo, stosując różne metodologie. Niektóre pytają ludzi przez telefon, inne starannie dobierają próbę, chcąc stworzyć z pytanych ludzi Polskę w pigułce, znam też takie firmy, które pytają ludzi na ulicy. Wszyscy starają się zniwelować nieuchronne błędy wynikające z tego, że ludzie przez telefon często konfabulują, a w badaniach prowadzonych twarzą w twarz chcą zachować polityczną poprawność. Najczęściej w roli naprawiacza błędów są specjalnie stworzone algorytmy, które przeliczają uzyskane odpowiedzi. Każda pracownia ma swoje algorytmy, więc porównywanie wyników różnych firm już chociażby z tego powodu mija się z celem, a gdy do tego dodamy zupełnie różne pytania, jakie pracownie potrafią zadać badanym, to obraz zamieszania będzie prawie pełny.
Na przykład wyniki sondaży potrafią się diametralnie różnić, gdy badani pytani są nie tylko o partię, ale także o lidera. Wielu badanych nie przyzwyczaiło się jeszcze do Nowoczesnej, ale kojarzy jej lidera Ryszarda Petru. (Inna sprawa, czy kojarzy dobrze). W sumie w sondażach duzi mają lepiej. PiS i PO są na rynku politycznym od ponad 16 lat, z wzajemnego zwarcia zrobiły w ostatniej dekadzie sens swojego istnienia, więc siłą rzeczy mają w badaniach łatwiej niż na przykład partia Razem, która pojawiła się dwa lata temu. Z tego punktu widzenia Paweł Kukiz postąpił marketingowo po mistrzowsku, bo swoje młode ugrupowanie nazwał własnym nazwiskiem, tym samym podbijając rozpoznawalność.
W ostatnich sondażach można było natomiast zobaczyć coś ciekawego, na co mało kto zwraca uwagę. Otóż moim zdaniem prawie nie ma przepływu między elektoratami PiS i PO. Gdy traci partia rządząca, to zyskuje Kukiz ’15, gdy do góry idą słupki PO, to nurkuje Nowoczesna. To podzielenie sceny politycznej nie powinno specjalnie dziwić, w końcu doszło do niego mniej więcej 10 lat temu po wyborach w 2005 roku, gdy dla polskich wyborców świat przestał się dzielić na tych, którzy lubili PRL i na tych, którzy z PRL walczyli, a zaczęło być ważne to, kto ma jaki światopogląd dotyczący spraw zupełnie innych niż historia. Ciekawe jest też to, że marcowe wahnięcie sondażowe właściwie wszyscy komentatorzy wiążą, z desperacką szarżą PiS przeciwko wyborowi Donalda Tuska na szefa Komisji Europejskiej. Przy czym ,powiedzmy sobie szczerze, to, czy Donald Tusk pełni jakąś ważną europejską funkcję, czy też nie, nie ma specjalnego przełożenia na życie szarego człowieka. Owszem, szary człowiek może być mile połechtany tym, że nasz rodak jest kimś ważnym w Brukseli, podobnie jak szary człowiek może być zadowolony z faktu, że Robert Lewandowski strzelił w Bundeslidze kolejne trzy bramki. Jednak z obu tych faktów dla szarego człowieka nie wyniknie nic konkretnego.
Ale z faktu, że PiS właściwie zlikwidował Trybunał Konstytucyjny, dla każdego obywatela może wynikać bardzo wiele i wynik ten w żaden sposób nie będzie dla obywateli korzystny. Ale to nie przez rozmontowanie TK PiS ma kłopoty, ale przez jakąś fobię prezesa. W sumie to nic nowego. PO musiała oddać władzę nie dlatego, że zrobiła skok na OFE, ani dlatego, że nie potrafiła potrząsnąć przestarzałym systemem energetycznym czy też naprawić służby zdrowia, ale dlatego, że kilku ministrów zostało nagranych podczas konsumpcji. I to nie schabowego, ale ośmiorniczek.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o