Drugi kwartał na dużym plusie, ale…

0
77

2017 rok jest wyraźnie lepszy od 2016, szczególnie gdy porównamy się do drugiego półrocza 2016. Gospodarka przyspieszyła, osiągając przyzwoite około 4% wzrostu. Warto jednak odnotować, że nie jest to rekordowy wynik w tym cyklu koniunkturalnym. Jeśli przyjmiemy, że zaczął się on w 2014 roku, to w trzecim kwartale 2015 odnotowaliśmy wzrost o 4,6%.
Dobre wyniki pokazuje cały świat. W tym roku nie ma gospodarki, która się nie rozwija. To trzecia taka sytuacja od zakończenia drugiej wojny światowej. Warto o tym pamiętać, gdy mówi się o czynnikach, które doprowadziły do wzrostu. To, co pomaga nam najbardziej, to ogólnoświatowa koniunktura.
Patrząc na składowe PKB, głównym motorem gospodarki jest konsumpcja, która wzrosła o 4,9%. Kupujemy więcej z kilku powodów. Więcej osób pracuje, odnotowujemy rekordowo niskie poziomy bezrobocia. Wyraźnie wzrosły wynagrodzenia. Nie wszystkim oczywiście, ale wielu z nas. W dodatku mamy rekordowo niskie stopy procentowe, więc kredyty i pożyczki są najtańsze w historii. No i do tego mamy program 500+. Jego bezpośredniego wpływu już nie obserwujemy, ale jednak psychologia działa. Skoro mamy te pieniądze, to jesteśmy gotowi relatywnie więcej wydawać, uwzględniając wszystkie nasze dochody.
Na drugim końcu skali mamy inwestycje. Na drugim końcu, bo niestety tu wciąż obserwujemy marazm. Po ich załamaniu w drugim półroczu zeszłego roku, szczególnie zaś w trzecim kwartale, kiedy spadek sięgnął niemalże 9%, obserwujemy jedynie rachityczne odbicie. Bo jak inaczej nazwać wzrost o 0,8%. A uwzględniając czynniki sezonowe, wzrostu nie ma wcale. Czemu tak się dzieje? Możemy wskazać wiele różnych powodów. Wystarczy po prostu porozmawiać z przedsiębiorcami i zapytać ich, dlaczego nie inwestują. Po części dlatego, że boją się nieprzewidywalności otoczenia gospodarczego. Jakie będą podatki za dwa lata? Jakie branże będzie wspierał rząd? A w jakich będzie przeszkadzał? Jeśli ktoś nie wierzy, że i takie działania są możliwe, wystarczy popatrzeć na to, co się stało w Polsce z energetyką odnawialną, szczególnie z wiatrakami.
Część przedsiębiorców wskazuje na to, że represyjna polityka walki z nadużyciami podatkowymi także nie zachęca do dokonywania inwestycji, bo często ciężko jest w gąszczu przepisów się połapać i można dostać „rykoszetem”. Wskazuje się także na obawy związane z trudnościami w poszukiwaniu ludzi do pracy. Już dzisiaj w wielu przypadkach ciężko znaleźć pracowników. A pamiętajmy, że tylko w czwartym kwartale 2017 i pierwszym 2018 roku 400 tysięcy osób chce skorzystać ze zmian w systemie emerytalnym. Inwestycje wiążą się z nowymi miejscami pracy. Jak je obsadzić i ile to będzie kosztować, bo przyspieszenie wzrostu wynagrodzeń jest niemal pewne? Trudniej jest także pozyskać środki unijne. Nawet nie dlatego, że szwankuje tu polska administracja. Po prostu w tym budżecie unijnym trzeba się bardziej wykazać, żeby jakieś pieniądze otrzymać.
Ten słaby poziom inwestycji w takich gospodarkach jak nasza, jeszcze nie bardzo bogatych, ekonomistów martwi. Dlaczego? Bo to inwestycje dają szanse na utrzymanie wzrostu w dłuższym okresie. Mało tego: jeśli faktycznie dojdzie do wyraźnego wzrostu wynagrodzeń, a moim zdaniem jest to niemal pewne, pisałem już o tym, musi jednocześnie dojść do wyraźnego wzrostu wydajności pracy. W innym przypadku trudno będzie utrzymać konkurencyjność eksportową przedsiębiorstw. Czy mamy szanse na wyraźną poprawę wydajności, skoro nie mamy inwestycji? Przecież właśnie inwestycje w nowe maszyny, nowe technologie itp. oznaczają poprawę produktywności.
Problemy w tym względzie nie pojawią się za miesiąc czy dwa, ale w drugiej połowie 2018 mogą już być mocno zauważalne.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o