Drugie expose premiera

0
33
REKLAMA

Z pewnością premierowi udało się wskazać największe zagrożenia i problemy, przed jakimi stoimy. Zarówno w perspektywie najbliższej, jak i długookresowej. W pierwszym przypadku przeszkadza nam kryzys strefy euro oraz koniec środków unijnych, przypadających Polsce w kończącym się właśnie siedmioletnim budżecie Unii Europejskiej. W drugim – wyzwaniem są kwestie demograficzne.
Jeśli chodzi o kryzys strefy euro, to niewiele możemy z nim zrobić sami. Żeby nie powiedzieć: nic. Czekamy na rozstrzygnięcia. Wydaje się, że jesteśmy już bliżej niż dalej pokonania kryzysu. Mamy reformy samej strefy, mamy reformy w poszczególnych krajach. Nie jest jednak pewne, czy uda się stworzyć rzeczywistość na miarę potrzeb. W ciągu najbliższych miesięcy się to okaże. Tak czy inaczej, pozytywne efekty zmian, czyli także wychodzenie strefy z kryzysu gospodarczego, nie nastąpią wcześniej niż w drugim półroczu 2013 roku i będzie to raczej powolny proces niż jakiś boom.
W kwestii środków unijnych także niewiele zrobimy – kolejnej transzy przyspieszyć się nie da. Możemy co najwyżej poprawić system, aby jak najszybciej zacząć z nich korzystać. I o tym premier wspomniał.
Mamy zatem swoistą dziurę: z jednej strony związany z kryzysem mniejszy popyt ze strony Europy, głównego naszego partnera handlowego, z drugiej mniej środków unijnych na inwestycje. Rząd chce tę dziurę jakoś wypełnić i stąd pomysł programu narodowych inwestycji. Moim zdaniem to dobry pomysł. Źródłem finansowania mają być przede wszystkim udziały państwa w różnego rodzaju spółkach, czyli w pewnym sensie dokończenie prywatyzacji. Niektórzy powiedzą, że to w dużej części pozbycie się resztek tego, co państwo ma, ale kiedy mamy się tego pozbywać, jak nie w związku z największym kryzysem od osiemdziesięciu lat?
Oczywiście diabeł tkwi w szczegółach, czyli w tym, jak te środki trafią do gospodarki. Ministrowie finansów i skarbu mówili o efekcie lewarowania, czyli o tym, że te pieniądze dadzą w rzeczywistości dużo więcej niż ich wartość, ale to już nie jest takie pewne. Przede wszystkim nie wiemy, przynajmniej ja nie wiem, jak Bank Gospodarstwa Krajowego, główna płaszczyzna ich wydawania, będzie je dystrybuował. W postaci jakichś dotacji? W postaci kredytów? Ale jeśli tak, to jakie będą zasady ich otrzymywania? Przecież polskie firmy mają dzisiaj ponad 200 mld złotych na rachunkach, ale ich nie wydają. Jak zatem zachęcić je do inwestycji?
Oczywiście efekt lewarowania może polegać na wykorzystaniu z jednej strony pieniędzy państwa, czyli BGK, z drugiej środków prywatnych, z trzeciej unijnych (choć to w późniejszych latach). Pomysł dobry, czekamy na konkrety.
Co do wielkości podanych w expose trudno się do nich odnieść, nie znając szczegółów mechanizmu. Jedno jest pewne: setki miliardów złotych w ciągu dziesięciu lat robią wrażenie, ale są to inwestycje skumulowane, nie tylko wydatki państwa. Pytanie, czy stworzy się rzeczywiście atmosferę dla tych wydatków. Bo o poprawie otoczenia gospodarczego premier mówił stosunkowo niewiele, a przecież to ważny czynnik pobudzania inwestycji.
W drugim przypadku, czyli w perspektywie długookresowej, jednym z najważniejszych wyzwań jest polityka prorodzinna, a wydłużenie urlopu macierzyńskiego jest jednym z jej przejawów. Problem w tym, że w Polsce kobiety decydujące się na dziecko bardziej martwią się brakiem możliwości powrotu do pracy niż krótkim urlopem macierzyńskim. A tu żadnych propozycji nie ma. Można by było, na przykład, wprowadzić jakieś ulgi; podatkowe, w płatnościach ZUS, dla pracobiorców zatrudniających takie kobiety… Ten punkt planu rządu nie jest zatem z pewnością odpowiedzią na wyzwania, jakie przed nami stoją.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o