Dziękuję, panie profesorze

0
94
REKLAMA

To właśnie Brzeziński, doskonale rozumiejący charakter komunizmu, znający historię Polski, wolny od uprzedzeń i manowców nacjonalizmów, doskonale zorientowany w interesach mocarstw i mechanizmach polityki, uchodzi za jednego z tych polityków amerykańskich, któremu Polska i świat zawdzięczają uwolnienie od komunizmu – przynajmniej w jego moskiewskiej mutacji. Słowa profesora Brzezińskiego o tym, kto w naszym kraju „zmierza do podważenia szacunku dla państwa, dla Polski i dla fundamentów polskiej demokracji”, nie pozostawiają wątpliwości, że chodzi o polityków PiS.
Bardzo potrzebne także są słowa, że: „Te ciągłe nieodpowiedzialne bzdury o jakimś zamachu smoleńskim bez wskazania, kto jest ponoć za ten zamach odpowiedzialny, ale sugerując, że to jest prawdopodobnie rząd polski, a może i Sowieci, a może i razem, to jest coś tak wstrętnego i tak szkodliwego… Ale wiem tylko to, że to Polsce szkodzi, podważa demokrację w Polsce i daje Rosji okazję do pogłębiania rozdźwięków w samej Polsce, w której trzeba pamiętać troszeczkę historycznie, dlaczego Polska upadła kiedyś”. („Wstrętne i szkodliwe bzdury o zamachu”, „Gazeta Wyborcza”, nr. 262 z 9 listopada 2012 r.).
Podobne oskarżenia polityków PiS‑u, a zwłaszcza samego Kaczyńskiego i Macierewicza, o szkodliwe brednie na temat zamachu były wielokrotnie formułowane w Polsce, w tym także przez piszącego niniejsze, ale ich waga była bez porównania mniejsza niż waga słów człowieka nieobciążonego bieżącą walką polityczną, a przede wszystkim słów polityka tej miary i doświadczenia, co profesor Brzeziński.
Po absurdalnej publikacji w „Rzeczpospolitej” PiS otrzymał potężny cios i to z mało oczekiwanej strony. Najwyraźniej Zbigniew Brzeziński uznał, że w obliczu kolejnej porcji kłamstw, oskarżeń polskiego rządu i samego premiera o zbrodnię, zamach, spisek i zdradę milczeć nie można. Reakcja polityków PiS‑u okazała się tak typowa, że aż nudna. O ile w przypadku artykułu Gmyza i Wróblewskiego mogliśmy mówić trochę o przypadku złodzieja, który złapany za rękę krzyczy – nie moja ręka, o tyle tym razem mieliśmy porcję wyzwisk i insynuacji pod adresem profesora Brzezińskiego.
Najdalej chyba poszedł poseł PiS‑u, niejaki Świat, który był uprzejmy nazwać słowa wielkiego Polaka – „zbydlęceniem”, a jakiś inny poseł powiedział coś o żulu czy menelu, czym obaj panowie wpisali się w intelektualny i moralny poziom tego patriotycznego i niezłomnie katolickiego ugrupowania. Trudno było zresztą oczekiwać innej reakcji od ludzi, których interesuje wyłącznie klakierstwo i potwierdzanie własnej wersji o spisku, zamachu, sztucznej mgle, dwóch wybuchach i dobijaniu rannych.
Istotniejsze jest to, że na przykładzie reakcji na słowa prof. Brzezińskiego dobrze widać, jak skończyłaby się działalność ewentualnej międzynarodowej komisji mającej badać katastrofę smoleńską. Jeśli ktokolwiek w takiej komisji, której powołaniu jestem całkowicie przeciwny, gdyż kompetentnie przyczyny katastrofy wyjaśniła komisja Millera, miałby ewentualnie zasiadać, to właśnie prof. Brzeziński – wybitny znawca Rosji, człowiek nieposzlakowanej uczciwości.
Wystarczy, że to, co mówi, nie jest zgodne z wersją, w którą każe wierzyć swoim wyznawcom PiS, i już pod adresem profesora padają epitety typu „zbydlęciały”.
Wypowiedź Zbigniewa Brzezińskiego nie musiała przyczynić się do wzrostu notowań PO i spadku notowań PiS – to się stało w efekcie wypowiedzi Kaczyńskiego po artykule w „Rzeczpospolitej” na temat trotylu. Natomiast wydaje mi się, że dzięki profesorowi Brzezińskiemu znacząco zmniejszy się liczba ludzi wierzących w to, że jakakolwiek komisja może mieć wpływ na wiarę „smoleńskiej sekty” w zamach, bo ta wiara służy Kaczyńskiemu do walki o władzę.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o