Eksport wydobył nas z koronawirusowego dołka

0
151
REKLAMA

Marek ZuberOstatnie dane o eksporcie pokazują, że to właśnie sprzedaż za granicę jest głównym czynnikiem, który wyciąga nas z problemów drugiego kwartału. W przypadku konsumpcji sytuacja jest wyraźnie gorsza.
Eksport jest pierwotną przyczyną systematycznego bogacenia się Polski i Polaków. O ile na początku tego wieku sprzedaż za granicę stanowiła niecałe 20% PKB, to dzisiaj jest to już prawie 50%. Wzrost sprzedaży eksporterów przekłada się na inwestycje, na wzrost zatrudnienia, na zwiększone zakupy u kooperantów w kraju. A zatem i oni mają się lepiej, inwestują, zwiększają zatrudnienie i też oczywiście więcej kupują u swoich dostawców. I tak ten łańcuszek rozkręca całą gospodarkę. Umożliwia także wzrost konsumpcji. Oczywiście programy typu „500+” czy „trzynasta emerytura” też pomagają, ale główny czynnik to właśnie sprzedaż za granicę.
W drugim kwartale doszło do załamania eksportu. Zmniejszył się on o ponad 14%. Po części stało się to na skutek przerwania łańcuchów dostaw, po części przez mrożenie gospodarek, po części po prostu przez zubożenie, albo strach przez zubożeniem, który ograniczał konsumpcję w krajach, do których sprzedajemy. Albo sprzedają nasi partnerzy handlowi. Głównie mam tu na myśli Niemców. Oczywiście także w Polsce konsumpcja zaliczyła potężny spadek, prawie jedenastoprocentowy, z tych samych powodów, o których pisałem przed chwilą. Nie było gdzie kupować, to efekt mrożenia gospodarki, no i był strach przed tym, jak to wszystko się może skończyć.

REKLAMA

Kolejne miesiące przyniosły poprawę. Szczególnie widoczną w eksporcie. Wróciliśmy bowiem do dynamiki, w ostatnich miesiącach jest nawet lepiej, obserwowanej przed koronawirusem. W październiku, według NBP, po raz pierwszy w historii sprzedaliśmy za granicę towary o wartości ponad 100 mld złotych. To o 9,5% więcej, niż rok temu w tym okresie.
Polski eksport to głównie przemysł. Patrząc na miesięczne dane o produkcji przemysłowej nie może zatem dziwić zbieżność trendów. W kwietniu produkcja przemysłowa spadła prawie o 25% w ujęciu rocznym, w maju o prawie 17%. Potem mieliśmy już plus, najlepsze wyniki dotyczyły września – 5,9%, i listopada – 5,4% wzrostu. Patrząc na dane z drugiej połowy 2019 i początku 2020 roku, a zatem z okresu nieskażonego COVID-19 widać wyraźnie powrót do tego, co było. Wzrost eksportu, w szczególności produkcji przemysłowej, wynika z odbudowy popytu na świecie. Pisałem już o tym, że spora część globu, na czele z Chinami, nie ma już poważnych problemów z pandemią. Społeczeństwa tych krajów kupują, a firmy inwestują, także kierując zapotrzebowanie do Europy. A my na tym korzystamy. Zresztą w Europie też widzimy wyraźną poprawę. Druga fala ogranicza konsumpcję, ale jej efekty zobaczymy mocniej w danych pod sam koniec roku.

Dane o naszym eksporcie są dobre, dużo gorzej jest natomiast jeśli chodzi o decyzje zakupowe konsumentów. Szczególnie jest to widoczne w sprzedaży detalicznej. Po bezprecedensowym załamaniu w kwietniu, spadek o prawie 23% rok/rok, przyszła co prawda wyraźna poprawa, ale na plus wróciliśmy dopiero w lipcu. W dodatku niewielki, maksymalnie 2,7%, i krótkotrwały. Już dane z października były z powrotem na minusie. W listopadzie spadek sięgnął 5,3%. Powody? Takie same, jak w kwietniu. Na szczęście już nie z tak poważnym skutkiem. Koniec roku niewiele tu zmieni. Jeśli, to raczej na gorsze. Pomijając ograniczenia administracyjne dotyczące choćby galerii handlowych, Polacy i tak planowali wydanie na święta znacznie mniejszych sum, niż rok temu. W badaniach realizowanych jeszcze przed ostatnim zaostrzeniem reżimu sanitarnego, spadek wydatków świątecznych wynosił od 30% nawet do 50% w stosunku do roku 2019. Sytuacja z niczym nieporównywalna. Nawet jeśli uwzględnimy, że cześć z tego spadku związana jest z ograniczeniami w poruszaniu się, kupimy np. mniej paliwa, to i tak skala negatywnego wpływu na handel jest olbrzymia.

A zatem to głównie dzięki eksportowi sytuacja polskiej gospodarki się poprawia. Nowe decyzje dotyczące mrożenia gospodarek europejskich, szczególnie niemieckiej, z pewnością nam nie pomagają. Biorę jednak pod uwagę sytuację na świecie, nie powinno być źle. Jakby jednak nie patrzeć, przy założeniu trzeciej i czwartej fali pandemii, na plus w ujęciu rocznym wyjdziemy dopiero w drugim kwartale 2020 roku. Mam na myśli oczywiście PKB. I to głównie ze względu na efekt bazy, czyli odniesienie się do fatalnych danych z drugiego kwartału 2019. Realna poprawa sytuacji to raczej dopiero trzeci kwartał.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o