Euroobligacje

0
75
REKLAMA

Kanclerz Niemiec, przeciwniczka nowego rodzaju emisji, jest coraz bardziej osamotniona. Cóż to są owe euroobligacje i dlaczego wywołują one kontrowersje?
Przez lata istnienia strefy euro państwa słabsze pod względem gospodarczym i dyscypliny finansów publicznych korzystały z wiarygodności tych lepszych. Obligacje skarbowe, jak wiemy, służą do zebrania środków na zasypanie dziury w budżecie. Pożycza się w ten sposób pieniądze od tych, którzy takich pożyczek skłonni są udzielić. Oczywiście dla inwestorów ważne jest z jednej strony ryzyko, z drugiej zaś zysk. Im ryzyko mniejsze, tym można się zgodzić na niższe zyski. To dlatego USA czy Niemcy pożyczają pieniądze na mniej więcej 2% rocznie, a my na około 5,5%. To i tak dużo mniej, niż jeszcze dziesięć lat temu, kiedy koszty finansowania polskiego długu były prawie dwa razy wyższe.
Im niższy koszt, tym łatwiej przychodzi państwom zadłużać się. Przynajmniej z punktu widzenia psychologii. Tani pieniądz nie wydaje się aż tak zły. Oczywiście w praktyce mniej płaci się za swoje długi wtedy, gdy trzyma się w ryzach finanse publiczne i gospodarka jest w dobrym stanie. Czyli niskie procenty, na które godzą się inwestorzy, są w pewnym sensie zapłatą za dobre rządzenie się.
W strefie euro było jednak tak, że ci słabsi, choćby Grecja, mogli finansować się realnie tanio. Bo nikomu nie przychodziło do głowy, że w razie problemów reszta państw, w imię zachowania jedności i spokoju, nie pomoże temu, kto ma kłopoty. Czyli jego ryzyko wydawało się znacznie mniejsze, niż wynikało to z rzeczywistego stanu gospodarki i finansów publicznych. Tymczasem, co dobitnie widać od dwóch lat, nic nie jest pewne. Cała pomoc udzielona Grecji mogła być podjęta lub nie. O faktycznym ryzyku mogli się najlepiej przekonać ci, którzy Grecji pożyczyli pieniądze. Musieli się zgodzić na istotną redukcję swojego zaangażowania w tym kraju. Czyli na pokaźną stratę z inwestycji.
Skoro pomoc nie jest automatyczna, to zaczęły się schody. Czyli poszczególne państwa zaczęto traktować tak, jak wynika z ich rzeczywistej kondycji. Koszty pożyczania pieniędzy dla Portugali, Hiszpanii, a nawet Włoch wzrosły potężnie, powodując jeszcze większe problemy budżetowe. I tak jest de facto do dzisiaj, choć z pewnością trochę udało się rynki finansowe uspokoić.
No i teraz przechodzę do sedna. Skoro państwa biedniejsze muszą więcej płacić za swoje długi, co pogarsza i tak złą sytuację ich finansów publicznych i ich gospodarek, to w ramach strefy euro wyemituje się obligacje, za które będą odpowiadali wszyscy. Czytaj: najbogatsi, czyli w praktyce Niemcy. Wiarygodność euroobligacji opiera się generalnie na wiarygodności niemieckiej potęgi gospodarczej. I dlatego Angela Merkel ma z nimi taki kłopot. Jak coś pójdzie nie tak, to za wszystko będą musieli płacić Niemcy.
W koncepcji idealnej dla biedniejszych wszystkie obligacje emitowane na przykład przez Włochy czy Hiszpanię miałyby status euroobligacji. Czyli wszyscy by za nie odpowiadali, co oznacza, że nie trzeba by było za nie tak dużo płacić, jak teraz, bo byłyby wiarygodniejsze głównie wiarygodnością Niemiec. Ale to wariant raczej mało realny. Innych pomysłów jest jednak wiele. Na przykład taki, że pieniądze z euroobligacji wcale nie muszą iść do Grecji czy Hiszpanii, tylko na istotne dla Unii Europejskiej cele. Na przykład rozwój nowych technologii. W ten sposób przyspieszy gospodarka i zetnie się koszty związane z tego typu celami z poszczególnych biedniejszych państw.
Warto również nadmienić, że obecnie sytuacja jest inna niż wtedy, kiedy pomysł euroobligacji się na poważnie pojawił po raz pierwszy. A stało się to mniej więcej półtora roku temu. Wtedy przyjęcie takiej koncepcji zniechęciłoby niektórych do poważnych reform. Uznaliby oni, że po co się starać, skoro można będzie dostać tanie pieniądze. Ale dzisiaj reformy są faktem. Z pewnością zatem pomysł ten wygląda zupełnie inaczej. I z pewnością będzie dalej dyskutowany.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o