Expose

0
108

Expose Mateusza Morawieckiego spotkało się ze skrajnie różnym przyjęciem posłów kolejnej kadencji Sejmu. Problem w tym, że już chyba przyzwyczailiśmy się do roli, jaką w tym kontekście odgrywają przedstawiciele poszczególnych partii. Dla tych, które tworzą rząd wystąpienie premiera było świetne, a dla opozycji fatalne. Jak było zatem naprawdę?

REKLAMA

Trudno jest chyba o takie expose, które zadowoli wszystkich. Nowy szef rządu, a właściwie kandydat na tego szefa, ma bowiem relatywnie krótki czas na to, żeby przedstawić podstawy swojego programu. Powinien zatem raczej mówić o strategii. Przynajmniej teoretycznie. Będą bowiem zapewne tacy, którzy stwierdzą, że są takie problemy szczegółowe, które wymagają wspomnienia wprost. Podejrzewam jednak, że dla różnych osób te problemy będą inne. I oczywiście niewspomnienie o ich priorytetach będzie oznaczało, że premier coś ważnego pominął. Mówiąc zatem wprost: wszystkim nie dogodzisz. Spróbuję jednak odnieść się do słów Morawieckiego z mojej perspektywy, czyli z perspektywy ekonomisty.
Mateusz Morawiecki sporą część poświęcił historii. A dokładnie sukcesom rządu z ostatnich czterech lat. Przede wszystkim zaś osiągnięciu wysokiego poziomu wzrostu gospodarczego. Stosując przy tym swoiste chwyty retoryczne. No i tu pojawia się pierwszy problem, a mianowicie kwestia tego, ile w tym wzroście jest efektów pracy rządu. Koniunkturę mieli w zasadzie wszyscy w naszej części świata, była zatem także i u nas. Ale skoro była, to premier się nią chwali. Trudno pewnie znaleźć polityka, który by tego nie robił.
Kluczem do dobrego expose, tu chyba będziemy zgodni, jest jednak postawienie celów na przyszłość. I tu wielu rzeczy mi jednak zabrakło. A mianowicie jednoznacznego określenia tych celów oraz przedstawienia pomysłów ich realizacji. Owszem pojawiło się hasło polskiego państwa dobrobytu, ale jednak bazujące na hasłach i ogólnikach. Morawiecki wspomniał o wielkich zamierzeniach inwestycyjnych, jak choćby odbudowie przemysłu stoczniowego, ale też jednak na wysokim poziomie ogólności. Uczciwie mówiąc premier miał tu jednak pewien problem. Pamiętajmy, że na początku swojego urzędowania, jako wicepremier odpowiedzialny za gospodarkę, sformułował Strategię na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Najprościej było się teraz do tego dokumentu odnieść i zapowiedzieć jego kontynuację. Niestety, Strategia realizowana jest mizernie. Żeby nie powiedzieć, że w wielu obszarach po prostu „leży”. Dotyczy to i założeń kluczowych, i różnych szczegółów. Do pierwszej grupy trzeba z pewnością zaliczyć choćby wzrost inwestycji do PKB. Mieliśmy tu w 2016 roku spadek i to poważny, a teraz nie jesteśmy nawet na poziomie, który Morawiecki zastał po poprzednikach. I który określił jako zbyt niski. Także wiele bardziej szczegółowych koncepcji nie zostało zrealizowanych, jak choćby program miliona samochodów elektrycznych, program Mieszkanie plus, program „Batory”, czyli budowa promów pasażerskich, albo program „Żwirko i Wigura”, czyli program budowy polskich dronów bojowych. Szczególnie milion samochodów elektrycznych i mieszkanie plus rozczarowują, pamiętamy bowiem kampanie marketingowe i zamieszanie towarzyszące startowi tych projektów. Kolejny plan ogłoszony teraz naraziłby z pewnością na dość łatwy atak oponentów.
A zatem Morawiecki najważniejszych wyzwań z gospodarczego punktu widzenia jednoznacznie i mocno nie określił. I tym samym nie pokazał pomysłów, jak im sprostać. A za te najważniejsze wyzwania na najbliższe lata uważam odpowiedź na spowolnienie gospodarki światowej, także w kontekście zapewnienia środków na programy społeczne i na wielkie inwestycje, problemy na polskim rynku pracy, czyli strategiczny niedobór pracowników i zdestabilizowanie otoczenia gospodarczego. Szczególnie brak odniesienia do tego ostatniego punktu rozczarowuje, a jest on ważny choćby w kontekście wzrostu inwestycji. Morawiecki wspomniał o tym w expose, ale niejako przy okazji. Brakowało mi na przykład stwierdzenia, że rząd w ciągu kilku miesięcy pokaże to, co chce zrobić w otoczeniu gospodarczym i zobowiązania, że poza ten zakres zmian wychodzić nie zamierza. No chyba, że na przykład rzeczywiście coś nadzwyczajnego się wydarzy. Zamiast tego już przy tworzeniu rządu mieliśmy dziwną batalię o zniesienie limitu trzydziestokrotności średniego wynagrodzenia płatności składki ZUS, gdzie niemalże z godziny na godzinę trafiały do nas sprzeczne informacje w tej sprawie.
Ze słów Morawieckiego jasno wynika jedno: państwo będzie głównym inicjatorem i rozgrywającym w tworzeniu narodowej gospodarki. Silne państwo dodajmy. Silne państwo jest absolutnie konieczne. Ale czy to silne państwo ma budować statki, drony, albo samochody, to już zupełnie inna kwestia. Zdaniem obecnie rządzących, wszystko na to wskazuje, że tak. Czy to jest optymalne rozwiązanie? Czy to się w ogóle uda w polskich realiach?

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o