Fałszywa diagnoza

0
77
REKLAMA

Minister Michał Boni był uprzejmy zaproponować nawet powołanie czegoś w rodzaju rady do przeciwdziałania wyżej wymienionym zjawiskom. Pomijając fakt, że taka rada bez możliwości egzekwowania czegokolwiek byłaby jeszcze jednym przykładem bezsilności intelektualistów w obliczu brutalności, pomysł ministra Boniego jest jeszcze jednym przykładem fałszywej diagnozy sytuacji politycznej w Polsce.
Bo chociaż problem brutalizacji, niebywałego spłycenia, banalizacji i jałowości debaty publicznej w naszym kraju, często prowadzonej na żenująco niskim poziomie merytorycznym przez prymitywnych polityków, którym pytania zadają tak samo prymitywni, oczekujący jedynie sensacji, myślący w kategoriach stereotypów i niezdolni do głębszej refleksji dziennikarze, to sprowadzanie problemu do samego tylko języka jest błędne.
Przy opisywaniu i ocenianiu rzeczywistości język ma oczywiście znaczenie, ale istotą i głównym powodem brutalności, a właściwie zaniku rzeczywistej wymiany poglądów, zastąpionej przez wymianę inwektyw, jest konflikt polityczny. Konflikt, za który od początku do końca odpowiada PiS, a ściślej cały szeroki, pisowsko‑radiomaryjny obóz polityczny, kierowany przez Rydzyka i Kaczyńskiego.
To liderzy tego obozu, a przede wszystkim Kaczyński sformułowali tezę, że wybory parlamentarne Platforma wygrała przez nieporozumienie i są one nieważne, a władzę w naszym kraju sprawują 3xz, czyli zdrajcy, zbrodniarze i złodzieje, a ściślej ludzie, którzy wspólnie z władzami Rosji zamordowali najlepszego prezydenta, jedynego patriotę wśród zdrajców i renegatów – Lecha Kaczyńskiego. Głównymi mordercami są obecny premier i prezydent, którzy bezpodstawnie „okupują” swoje urzędy i usunięcie ich jest patriotycznym obowiązkiem. Polska w tej sytuacji nie jest państwem wolnym, demokratycznym i niepodległym, lecz jest kondominium niemiecko‑rosyjskim.
Mordercy smoleńscy „oddali” śledztwo Rosji, nie chcą wyjaśnienia prawdy, której domagają się prawdziwi patrioci, i w takiej sytuacji każdy dzień, w którym ci pełni nienawiści do własnego kraju i narodu zdrajcy sprawują władzę, jest dniem hańby i poniżenia. To w największym skrócie istota religii smoleńskiej i doktryny pisowsko‑radiomaryjnej, stanowiącej podstawę działania Kaczyńskiego i jego partii, podstawę programu politycznego imperium Rydzyka popieranego przez istotną część Episkopatu i bardzo wielu księży.
Głoszenie codziennie w bardzo wielu pisowsko‑radiomaryjnych mediach wyżej wymienionej doktryny zatruwa życie publiczne i powoduje, że mamy od kilku lat nasilającą się zimną wojnę domową, a atmosfera w kraju umożliwia pojawianie się wezwań pana Brauna do mordowania dziennikarzy, radnego Nicponia do „zabicia premiera jak psa”, a Brunona K. do wysadzenia w powietrze sejmu wraz z premierem i prezydentem, a przy okazji zamordowania red. Moniki Olejnik i Hanny Gronkiewicz‑Waltz.
To wyżej wymieniona doktryna jest powodem istnienia tzw. mowy nienawiści z wszystkimi groźnymi konsekwencjami tego stanu rzeczy, a nie słowa wypowiadane przez niektórych polityków. W tej wojnie część dziennikarzy dawno zrezygnowała z jakichkolwiek pozorów obiektywizmu, informowania opinii publicznej czy troski o poziom politycznej i zwykłej kultury, a odgrywa wyłącznie rolę propagandystów. To jednak nie dziennikarze ani uczestniczący w debacie publicznej politycy ponoszą główną odpowiedzialność za stan tej debaty. Odpowiedzialność ponoszą cynicznie wykorzystujący katastrofę smoleńską politycy, którzy za wszelką cenę, dosłownie i w przenośni „po trupach”, chcą dorwać się do władzy. I do nich należy kierować wszelkie pretensje – żadna komisja, ustawa, apele czy inne formy przeciwdziałania, podejmowane przez szlachetnych i uczciwych ludzi, niczego tu nie zmienią albo zmienią bardzo niewiele.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o