Festiwal obietnic

0
40
REKLAMA

Teoretycznie patrząc na to, co chce zrobić nowa szefowa rządu, trudno jej nie kibicować, szczególnie jeśli jest się obywatelem kraju, którego jej projekty dotyczą. Nie będę wyliczał wszystkich pomysłów, które zostały przedstawione, skoncentruję się zatem na tych, które mnie się osobiście najbardziej podobają. Bez cienia ironii. I jednocześnie są bardzo konkretne, nie są hasłami w stylu „będziemy młodzi, piękni i bogaci”. Finansowanie przedszkoli w zakładach pracy, także tych niewielkich, wysyłanie młodych ludzi do renomowanych uczelni na studia z obowiązkiem odpracowania części kosztów z tym związanych w kraju, tworzenie sieci domów opieki dla ludzi starszych, system przyspieszenia kształcenia lekarzy specjalistów, nowa ordynacja podatkowa, wszystko to z pewnością są odpowiedzi na problemy, które nas trapią. Rodzi się jednak pytanie, czy da się to wszystko w miarę szybko zrealizować?
Pierwsza wątpliwość dotyczy samego sprawowania władzy. Skoro z ewidentnie istotnymi kwestiami zdiagnozowanymi lata temu, jak choćby ordynacja podatkowa, nie poradził sobie premier Tusk, który rządził Platformą, jak chciał, to dlaczego ma sobie z tym poradzić premier Kopacz? Skoro latami ciągnęły się dyskusje na temat najprostszych rozwiązań, dlaczego właśnie teraz ma się to zmienić? Przecież koalicja jest dokładnie taka sama. Ba, zdecydowana większość ministrów była już w rządzie PO‑PSL. Dlaczego mamy zatem wierzyć, że teraz będzie inaczej?
Druga kwestia dotyczy oczywiście kosztów. Nie będą prześcigał się z moimi kolegami ekonomistami czy też politykami opozycji, ile to wszystko będzie kosztować. Tym bardziej że część pomysłów to hasła, trudno zatem ich koszt dokładnie policzyć. Ale z pewności nie mówimy tu o milionach złotych. To miliardy i to nie pojedyncze. Skąd się niby mają one wziąć? Mówienie o finansowaniu części projektów z Unii Europejskiej jest o tyle nieprecyzyjne, że zazwyczaj, żeby nie powiedzieć prawie zawsze, trzeba mieć wkład własny. Skąd go wziąć? Premier Kopacz mówiła, że na przykład koszty finansowania domów opieki nad ludźmi starszymi wezmą na siebie także samorządy. A czy ktoś z nimi to uzgadniał? Polityka spychologii na samorządy coraz większej liczby zadań bez finansowego zapewnienia ich realizacji to niestety standard w ostatnich latach. Jeśli chodzi o drobne, relatywnie drobne oczywiście, kwestie, jak program kwotowej waloryzacji emerytur i rent oraz wsparcia rodzin wielodzietnych, to na to środki w przyszłym roku się znajdą. Pisałem już o tym zresztą na łamach Temi. Mamy „oszczędności” z tytułu rozmontowania OFE, zamrożenia płac w budżetówce oraz dodatkowe wpływy związane z wciąż wyższymi stawkami podatku Vat i nieco szybszym wzrostem gospodarczym. Ale w dłuższej perspektywie na wszystkie plany nie starczy. Skąd zatem mają pochodzić pieniądze na rządowe pomysły?
Być może rozwiązania należy szukać w tym, że większość koncepcji ma być realizowana od 2016 roku. Albo jeszcze później. Czyli po wyborach do sejmu i senatu. A zatem, mówiąc wprost, niekoniecznie ta premier będzie się musiała tym przejmować. Pytanie tylko, co się stanie, kiedy PO jednak wygra? Zawsze można jednak zmienić premiera, a ten z kolei wzorem swojej poprzedniczki niby będzie kontynuatorem, a jednak się odetnie od tego, co było.
Jaki zatem z tego wszystkiego wniosek? Ano taki, że coś pewnie przez najbliższy rok zostanie zrobione, ale o poważnych zmianach nie ma raczej mowy. Nie mogło zresztą być inaczej, biorąc pod uwagę realia. Także czasowe.

REKLAMA
REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments