Francja wybrała

0
38

Francuska dobra zmiana przegrała i tak jak znakomita większość komentatorów przewiduję w drugiej turze wysokie zwycięstwo Macrona, na którego głosować będą przede wszystkim zwolennicy Fillona, ale także przynajmniej znaczna część wyborców lewicy.
Wejście p. Le Pen do drugiej tury oznacza oczywiście zaostrzenie jej języka i dalszą radykalizację wyrażanych opinii. Nie mając wiele do zyskania, Marine Le Pen szykuje się już do wyborów parlamentarnych, w których będzie opowiadać różne bzdury o wypędzeniu cudzoziemców i składać gołosłowne obietnice – jak u nas PiS.
Podobieństw pomiędzy nacjonalistami francuskimi, których liderką jest Le Pen, a polskimi kierowanymi przez Kaczyńskiego jest zaskakująco wiele. Ta sama nienawiść do uchodźców, instrumentalne traktowanie Kościoła i religii – nagle p. Le Pen, dwukrotna rozwódka, przypomniała sobie o religijnej tożsamości i moralności, ta sama nienawiść do Unii Europejskiej i działanie na korzyść prezydenta Putina. Z tym że Putin przywiązuje pewną wagę do pani Le Pen, natomiast nie widać, aby reagował na wynurzenia Kaczyńskiego. Dodatkowo Marine Le Pen nie musi używać na zewnątrz antyrosyjskiej retoryki i może otwarcie deklarować sympatię do Rosji (np. w kwestii zniesienia sankcji), zaś Kaczyński, realizując strategiczne interesy Rosji, zwłaszcza jej antyzachodniej i antyunijnej polityki, używa na użytek wewnętrzny haseł antyrosyjskich.
Nic dziwnego, że, podobnie jak w przypadku Brexitu, wyboru Donalda Trumpa czy obecnych wyborów we Francji, polityka PiS popierała rozwiązanie najgorsze dla Polski, czyli między innymi wybór Le Pen, a frazesy Dudy o „współpracy z każdym demokratycznie wybranym prezydentem” są warte mniej więcej tyle samo, gdyby p. Duda ogłosił np., że Polska uznaje granice po II wojnie światowej i prawo Danii do Bornholmu.
Porażka „dobrej zmiany” we Francji jest na szczęście pośrednią porażka „dobrej zmiany” w Polsce i złą wiadomością dla PiS, a wszystko, co jest złe dla PiS, jest dobre dla Polski i vice versa. Prezydent Le Pen ze swoją nienawiścią do Unii byłaby wartościowym, lojalnym sojusznikiem Kaczyńskiego w niszczeniu Unii oraz w wyprowadzaniu naszego kraju z tej grupy państw. Już sobie wyobrażam konferencje prezydent Francji wspólnie z Rydzykiem, Jackowskim, Ryszką, Jędraszewskim oraz innymi „wybitnymi” intelektualistami i patriotami….
Czeka nas II tura wyborów i różnego rodzaju związane z tym zaskakujące zachowania walczących rozpaczliwie o zwycięstwo francuskich nacjonalistów. To im, a nie Emmanuelowi Macronowi będzie kibicował „gabinet” p. Szydło, pisowskie media, istotna część hierarchów, cała zalewająca Polskę jak „zjełczałe ciasto” (określenie Sołżenicyna) katoprawica. Ale nie mają szans, jeśli nie wydarzy się nic zaskakującego (a pomysłowość np. rosyjskich hakerów jest bogata podobnie jak możliwości finansowe sojuszników p. Le Pen). Prezydentem Francji zostanie prounijny, odpowiedzialny, najlepszy dla Polski, Europy, pomyślności gospodarczej i pokoju w Europie Emmanuel Macron.
Po zwycięstwie Francji można będzie mówić o zwycięstwie demokracji w Europie, bo w Niemczech jesienią będzie rywalizować dwóch prounijnych kandydatów i tym samym wynik tamtejszych wyborów jest przesądzony. Zdaje się, że fala nacjonalizmu, populizmu, głupoty i podłości została zatrzymana, a będzie odepchnięta.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o