Górą nasi!

0
114
REKLAMA

W ciągu ostatnich 25 lat słowo stocznia kojarzyło się nam raczej z porażką i bankructwem, a tu proszę – jesteśmy jachtową potęgą. Jachty z naszych stoczni pływają po akwenach całego świata, w tym oczywiście także po morzach i oceanach.
Kolejny sygnał w tej sprawie (a jaka to sprawa, wkrótce się okaże) odebrałem trzy lata temu, gdy kupiliśmy do studia TVN24 nowy kran najlepszej firmy na świecie. Kran oznacza w przypadku studiów telewizyjnych rozsuwane ramię, na końcu którego montowana jest kamera telewizyjna. Nazwy firmy nie podam, ale składa się ona z angielskich słów. Dałbym sobie rękę uciąć, że jest to firma amerykańska. Tymczasem podczas montażu urządzenia okazało się, że jest to firma polska spod Wadowic. Owszem, jej właściciel pracował wiele lat w Stanach, ale w latach 90. wrócił do Polski i rozkręcił fantastyczny biznes.
Trzeci sygnał dopadł mnie we własnym domu. Oto mój syn zamówił jakąś rewelacyjną deskę snowboardową w sieci, w amerykańskiej firmie zaopatrującej snowboardzistów na całym świecie w wysokiej klasy sprzęt. Gdy deska dotarła do mojego syna, okazało się, że jest zrobiona przez Polaków spod Bielska – Białej.
I teraz śmiało mogę przejść do sprawy, a jest nią fakt, że rzeczywiście na każdym kroku widzimy dowody na to (jakkolwiek górnolotnie zabrzmią te słowa), że Polak potrafi. W minioną sobotę obejrzałem galę Przedsiębiorca Roku. Nie lubię takich imprez, bo przeważnie są one przyciężkie i nudne, ta jednak mnie wciągnęła przede wszystkim tym, że po pierwsze impreza była całkiem żwawa, a po drugie muszą budzić szacunek wyniki wyróżnionej bodajże siedemnastki. Wszystkie nominowane do nagród przedsiębiorstwa notują z roku na rok dynamiczny wzrost i rosnące zyski. Często, chociaż nie zawsze, łączy się to ze wzrostem zatrudnienia. Prawie wszystkie powstały w wolnej Polsce, niektóre zaledwie przed kilku laty. Wśród nominowanych była firma internetowa oraz pisząca programy komputerowe (ostatnio dla Banku Szwecji). Były znane mi wcześniej firmy: jedna produkująca pokrycia dachowe, a druga, która prawie zmonopolizowała europejski rynek łososia, ale były też takie, o których istnieniu nie wiedziałem. Na przykład jeden z naszych rodaków ma jeden z największych zakładów na świecie produkujących zakrętki do butelek – fantastyczne to! Inny, zresztą zdobywca tytułu Przedsiębiorcy Roku, jest w czołówce europejskich producentów krzeseł i foteli biurowych, w dodatku dobrze wie (i ja mu w to wierzę), co należy zrobić, by już niedługo jego firma była, na początek w Europie, numerem 1.
Wszyscy ci przedsiębiorcy są innowacyjni, co wcale nie znaczy, że coś specjalnego wymyślają. Innowacyjność często oznacza umiejętność wprowadzenia do firmy rozwiązań dawno już wymyślonych. Wszyscy też – co akurat wiem skądinąd – na co dzień zmagają się z naszym poplątanym prawem i nieprzychylnością świata polityki, który to świat uważa kontakty z przedsiębiorcami jako wysoce niebezpieczne. (Premier Tusk unikał biznesmenów jak ognia, niedawno premier Kopacz nie przyjechała na jakiś biznesowy kongres, chociaż wstępnie potwierdzała swoją obecność). A szkoda, bo to nie świat polityki zapewnia nam wzrost gospodarczy, ale właśnie ta masa rzutkich, pomysłowych i niebojących się ryzyka, przedsiębiorców.
I chociaż wiem, że w naszym kraju pełno jest ludzi, którym się nie powiodło, którzy czują się wykluczeni i którym najzwyczajniej trzeba pomóc, to także wiem, że jeżeli kiedykolwiek będziemy mogli im pomagać, to raczej dzięki takim przedsiębiorcom, a nie dzięki państwu, chociaż być może za państwa pośrednictwem.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments