Gwałtowne pogorszenie i relatywnie szybka poprawa?

0
105

Pod koniec marca zaczęły do nas napływać pierwsze twarde dane dotyczące sytuacji gospodarczej w różnych krajach dotkniętych koronawirusem. Największe negatywne wrażenie zrobiły dane z USA.
Pandemia niestety się rozwija. W chwili, gdy piszę te słowa na świecie jest już ponad 700 tysięcy zarażonych, zmarło grubo ponad 30 tysięcy osób. Wprowadzane są nowe obostrzenia dotyczące aktywności, także gospodarczej. Kryzys ekonomiczny jest już faktem, choć wciąż nie można precyzyjnie określić, jak poważny będzie. W dalszym ciągu jest to po prostu wróżenie z fusów.
Mamy już fatalne odczyty różnych wskaźników optymizmu i koniunktury, które jednoznacznie wskazują na załamanie oczekiwań co do przyszłości. Trudno się oczywiście dziwić. Pojawiają się także pierwsze twarde dane z okresu początku mocnego rozprzestrzeniania się pandemii. Z pewnością największe wrażenie zrobiła informacja o liczbie nowych osób, które ubiegają się o zasiłek w Stanach Zjednoczonych. W ciągu tygodnia przybyło ich grubo ponad 3 mln, co jest najgorszym wynikiem w historii. A zatem rzeczywiście na naszych oczach dochodzi do tak gwałtownych zmian, jak nigdy wcześniej.
Ale moim zdaniem trzeba na całą sytuację spojrzeć niestandardowo. Nie jak na kryzys wywołany przyczynami natury ekonomicznej. Tak podchodząc do tematu sytuacja jest rzeczywiście dramatycznie zła. I nie daje szans na poprawę przynajmniej przez kilka kwartałów. Jednak ten kryzys, jak wiemy, jest zdecydowanie inny.
Normalnie jest tak, że najczęściej jakiś czynnik ekonomiczny powoduje uruchomienie efektu kuli śniegowej i prowadzi do wyhamowania gospodarki. Albo jest to dramatyczny wzrost cen ropy, jak w latach siedemdziesiątych, albo przegrzany rynek instrumentów finansujących rynek nieruchomości, jak w roku 2008, albo pęknięcie jakiejś bańki spekulacyjnej, jak choćby w roku 2000, wtedy była to bańka internetowa. Proces hamowania w takiej sytuacji trwa jakiś czas. To nie jest tak, że z dnia na dzień załamuje się cały system. Nawet w roku 2008 USA weszło w recesję kwartał po tym, jak upadł Lehman Brothers. To właśnie upadek tego banku interpretowaliśmy jako umowny, nie do końca precyzyjnie, bo sam kryzys zaczął się wcześniej, początek kryzysu. Trzeba było ponad roku, aby bezrobocie wzrosło z mniej więcej 6% do prawie 10%. Tu nie było dramatycznych skokowych zmian.
Teraz jest inaczej. Teraz o wszystkim nie decydują procesy związane z cyklem koniunkturalnym w gospodarce, ale wirus, który z dnia na dzień nas wszystkich zdezaktywizował. Najpierw zwyciężył strach, choćby w przypadku latania samolotem, a potem, wprowadzone bardzo szybko przez rządy poszczególnych krajów restrykcje. Jak może nie dojść do gwałtownego wzrostu bezrobocia, skoro naprawdę z dnia na dzień zamykane są poszczególne branże. Po prostu nagle nie ma gdzie pracować, nie ma jak produkować i dostarczać usług. I stąd tak katastrofalne wyniki rynku pracy.
Oczywiście to samo będzie w przypadku danych o PKB. W zależności od tego, jak wiele jego składowych zostało wygaszonych, wpływ na cały wskaźnik będzie się w poszczególnych krajach różnił. Ważny będzie też udział wygaszonych branż w PKB. Ale nie ma cudów, zobaczymy nagłe głębokie pogorszenie. Potrafię sobie jednak wyobrazić sytuację, w której powrót do normalności też będzie szybszy, niż w „normalnych” kryzysach. Na przykład we wspomnianych Stanach będziemy mieli informacje o setkach tysięcy nowych miejsc pracy tworzonych w ciągu tygodnia. Oczywiście to nie będzie tak, że nagle, w miesiąc, wrócimy do tego co było pod koniec 2019 roku. Ale jednak odbudowywanie potencjału, zarówno po stronie podaży, jak i popytu, może być szybsze, niż normalnie. Kiedy to się stanie? Wszystko zależy od tego, kiedy zaobserwujemy apogeum pandemii, czyli, tym samym, od kiedy odgórne zakazy aktywności zostaną zdjęte. No i kiedy my przestaniemy się bać koronawirusa. Tu z pewnością kluczowe byłoby wynalezienie szczepionki. Ale patrząc na obecne oczekiwania związane z rozwojem pandemii, moim zdaniem, czwarty kwartał 2020 może już być na solidnym plusie. Jednak oczywiście pod jednym warunkiem. Pod warunkiem, że teraz nie dojdzie do fali upadłości.
To właśnie dlatego tak ważne jest, w jaki sposób teraz, natychmiast, rządy i banki centralne pomogą firmom i pracownikom. Chodzi o to, żeby utrzymać gotowość w trakcie tego najgorszego okresu. Przez najbliższe dwa, trzy, może cztery miesiące. Jeśli tego nie zrobimy, to nie będzie po prostu potencjału dla szybkiej odbudowy w drugiej połowie roku. Fala upadłości i trwałych zwolnień będzie miała konsekwencje. Łatwiej jest ruszyć z kopyta w przygotowanej do tego fabryce, niż przechodzić przez upadłość i budować podwaliny wzrostu niemalże od nowa. I potencjał konsumpcji w takiej sytuacji też jest inny.
A tak swoją drogą, patrząc na zarządzanie epidemią w Chinach, Japonii czy Korei Południowej, nie sposób odnieść wrażenia, że gospodarki azjatyckie znacznie mniej odczują problemy gospodarcze, niż Europa. Ale to już temat na oddzielny felieton.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o