I po meczu…

0
67
REKLAMA

Oto pewne czasy mają swoją logikę. Gdy PO wygrała wybory w 2007 roku, to premier Tusk prawie natychmiast dostał cios w głowę w postaci wybuchu światowego kryzysu, który notabene trwa. Potem była cała seria wydarzeń, która tylko umacniała przekonanie, że Donald Tusk jest pechowcem. Najpierw rozbił się Tupolew w Smoleńsku, potem były okropne powodzie, a w końcówce rządów Tuska oszalała Rosja.
Tymczasem ostatnie miesiące pokazują, że w 2014 roku logika wydarzeń jest dla PO korzystna, a dla PiS druzgocząca. Oto bowiem najpierw zostajemy mistrzami świata w siatkówce, potem nasz rodak zostaje kolarskim mistrzem świata, a teraz wygrywamy pierwszy raz w 90‑letniej historii naszych spotkań z Niemcami, którzy w dodatku są mistrzami świata i którzy ledwo co pokonali Brazylijczyków 7:1. Po prostu logika wydarzeń akurat teraz jest przeciwko PiS. Widać to zresztą w sondażach, w których coraz częściej PO wyprzedza PiS, chociaż naprawdę trudno jest powiedzieć, co takiego partia rządząca od siedmiu lat ostatnio zrobiła dla nas wszystkich. Wzrost notowań PO łączyłbym raczej właśnie z tym, że nasze nastroje, zupełnie nie wiadomo dlaczego, rosną po sportowych sukcesach. Bo naprawdę nie wiem, co takiego zmieni się w naszym życiu po tym, gdy siatkarze wygrali w finale z Brazylią, Michał Kwiatkowski najszybciej przejechał trasę mistrzostw świata, a piłkarze strzelili dwa gole mistrzom świata. Naprawdę nie ma to żadnego znaczenia da rozwoju gospodarki, stanu bezrobocia w naszym kraju czy też w ogóle dla wygody naszego codziennego życia, ale jednak sportowe sukcesy są dla nas ważne, pozwalają podnieść głowę i raźniej patrzeć w przyszłość.
Dodatkowym ciosem dla PiS był fakt awansu Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej. PiS kompletnie się tego nie spodziewała, podobnie jak nie spodziewała się tego, że premierem zostanie Ewa Kopacz. Stąd chaos w wypowiedziach polityków PiS, którzy najpierw awans Tuska komentowali ironicznie, twierdząc, że im dalej Tusk będzie od Polski, tym dla Polski lepiej, by po kilku dniach zorientować się, że opinia publiczna traktuje tę sytuację bardzo poważnie i bardzo korzystanie dla naszego kraju. Następne wypowiedzi pana Kaczyńskiego były w związku z tym już dużo bardziej ostrożne. Doszło nawet do tego, że prezes PiS pogratulował Donaldowi Tuskowi awansu, ale zapowiedział, że bacznie będzie obserwował, co dobrego dla Polski na nowym stanowisku zrobi Donald Tusk. Oczywiście szef Rady Europejskiej byłby idiotą, gdyby dbał tylko o interesy własnego kraju, ale prezes Kaczyński w swoim zagubieniu musi przecież coś mówić.
Podobnie jest z deprecjonowaniem Ewy Kopacz. Adam Hofman mówi o pani premier, że jest ona nikim w porównaniu z prezesem Kaczyńskim. Sama pani premier wydaje się być zaskoczona swoją pozycją, jakby nie wierzyła w to, że marszałek sejmu jest drugą osobą w państwie. Formalnie tak jest, w praktyce jednak najważniejszą osobą w Polsce jest premier, bo to na tym stanowisku można coś zrobić, o czymś decydować. Niezręczne słowa o Ukrainie nie zwróciłyby niczyjej uwagi, gdyby wypowiedziała je marszałek Sejmu, gdy padają z ust pani premier, mogą spowodować i powodują burzę. Pani Ewa Kopacz zdaje się szybko tego uczyć. Dla lidera największej partii opozycyjnej dobrze by było, gdyby też to zrozumiał i nie starał się na każdym kroku dawać do zrozumienia, że premier polskiego rządu jest nikim.

REKLAMA
REKLAMA

Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments