Immunitet Kamińskiego

0
45
REKLAMA

Poseł PiS‑u Mariusz Kamiński nie został pozbawiony immunitetu wskutek głosowania około 40 posłów i nie stanie przed sądem oskarżony o nadużycie władzy, przekroczenie uprawnień i inne tego typu przestępstwa. Z wyjątkiem PiS‑u, którego posłowie głosowali w sposób zdyscyplinowany za nietykalnością swojego kolego – co w jakimś stopniu jest zrozumiałe i uzasadnione, pozostałe kluby zachowały się dziwacznie i niekonsekwentnie.

REKLAMA

Trudno oceniać zachowanie Solidarnej Polski, gdyż nie ma już takiego klubu, a posłowie tego ugrupowania, utworzonego przez Ziobrę i Kurskiego po klęsce w wyborach do Parlamentu Europejskiego, myślą już chyba tylko o tym jak znaleźć się na listach wyborczych Prawa i Sprawiedliwości, bo na innych raczej nie mają szans.
Biorąc pod uwagę liczebność klubów, stosunkowo duża liczba posłów PO, PSL, SLD, i Twojego Ruchu poparła wywody Kamińskiego i uznała, że nie powinien on stawać przed sądem – tego bowiem faktycznie dotyczyło to głosowanie. Nie prawdy, uczciwości, oceny postępowania Aleksandra Kwaśniewskiego itp., ale tego, czy były szef CBA powinien stanąć przed sądem i odpowiadać za popełnione zdaniem prokuratora przestępstwa. Nie jest rolą posłów zamieniać się w sędziów i decydować o przestępstwie bądź niewinności kogokolwiek, więc powinni pozostawić tę decyzję niezawisłemu sądowi. Tymczasem ludzie, którzy cały czas twierdzą, że immunitet jest przeżytkiem i nadużyciem, gdy poszło o ich kolegę – i przy okazji symbol najgorszych praktyk IV RP – uznali, że za wszelką cenę należy nie dopuścić do postawienia go przed sądem, czym dali dowody najgorszego kolesiostwa, obłudy i dwulicowości.

Po raz kolejny okazało się, że w przypadku krótkowzrocznego interesu politycznego nie mają znaczenia głoszone zasady i najbardziej wzniosłe deklaracje o moralności i uczciwości w życiu publicznym. To nie było głosowanie za prawdą, ale za nieujawnianiem prawdy. Właśnie przed sądem p. Kamiński miałby znakomitą okazję do ujawnienia i ewentualnego obronienia swojej prawdy. Obecnie jesteśmy skazani na spór polityczny, w którym do znudzenia powtarzane są dotychczasowe argumenty, a którego rozstrzygnięcie zależy od dość przypadkowej większości sejmowej.
Przypadkowej dlatego, że głosujący za zachowaniem immunitetu Kamińskiemu posłowie tłumaczą się albo niewiedzą nad czym głosowali, albo pomyłką, albo wreszcie bezradnością lub brakiem rozeznania i wiedzy na temat stanowiska kierownictwa własnej partii. Niewątpliwie w niektórych przypadkach mamy do czynienia z mieszanką nienawiści i chęci odwetu na Aleksandrze Kwaśniewskim, marnej kalkulacji politycznej na jakiś możliwy w przyszłości alians z PiS‑em, a nawet być może przyjęcie argumentacji Kamińskiego, który nie odpowiadał na zarzuty prokuratury tylko atakował małżeństwo Kwaśniewskich. Nie po raz pierwszy i z pewnością nie po raz ostatni okazało się, że w systemie demokratycznym możliwe są najbardziej zaskakujące wyniki głosowań, a czasami zwyciężają w ich efekcie potencjalni bądź faktyczni przestępcy.

Nie jest to jednak powód do robienia z tego, co się stało, tragedii. Kamiński pozostanie drobnym krętaczem i – co najwyżej – przybędzie kilku zwolenników dyktatury, pod rządami której panuje „porządek”. Nie jest to jednak porządek oznaczający cokolwiek dobrego dla obywateli, przynajmniej na dłuższą metę.
W systemie demokratycznym zdarzają się różne rzeczy, a parlamenty nie są lubiane nigdzie na świecie, zawsze oskarżane są przy podobnych okazjach o takie same grzechy. Ale nie wynaleziono systemu lepszego niż demokracja i lepszego mechanizmu autentycznej reprezentacji niż parlament. Nie tak dawno przecież, w czasach dyktatury, mieliśmy okazję doświadczać innych mechanizmów sprawowania władzy. Warto o tym sobie czasem przypomnieć.

REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments