Impuls światowego spowolnienia?

0
95

Widziałem ostatnio zdjęcia z chińskiego miasta Wuhan, miejsca gdzie zaczęła się epidemia koronawirusa. Opustoszałe ulice robiły wstrząsające wrażenie. Czy chiński dramat może być czynnikiem, który doprowadzi do światowego spowolnienia?
W Chinach w związku z koronawirusem zmarło już grubo ponad 2 tysiące osób. Choruje ponad 75 tysięcy. Mamy informacje o zachorowaniach w innych częściach świata, także w Europie. Nie wiemy oczywiście, jak sytuacja będzie się rozwijać. Czytałem w ostatnich dniach kilka analiz wykonanych przez epidemiologów, które są bardzo niejednoznaczne. Nie mówiąc już o artykułach napisanych nie przez naukowców. Tu możemy przeczytać zarówno o armagedonie, który nam grozi, jak i o niepotrzebnie eskalowanym kryzysie, bo przecież na zwykłą grypę też w ciągu roku umiera tysiące ludzi na świecie. Wniosek z tego taki, że nie wiemy, co się może jeszcze wydarzyć.
Cała ta sytuacja ma też znaczenie ekonomiczne. O spadku cen ropy wszyscy wiemy, bo pomimo wzrostu kursu dolara i kolejnej podwyżki opłaty paliwowej, która dokonała się w styczniu, w ostatnich tygodniach ceny paliw spadły. To właśnie efekt potanienia ropy na rynkach światowych. Ograniczenie ruchu turystycznego to mniejszy popyt na paliwo. I stąd spadek ceny surowca. Tracą nie tylko przewoźnicy, widać pogorszenie sytuacji w całej branży turystycznej i to nie tylko w Chinach, czy w ogóle w Azji. Jeśli we Włoszech mamy już dziesiątki zachorowań, to hotele, cała gastronomia, operatorzy tras narciarskich będą mieli niższe obroty. Ale także sklepikarze, bo przecież turyści to dodatkowy popyt i w tej branży. Już słyszymy również o ograniczeniu handlu międzynarodowego w obawie przed przenoszeniem się koronawirusa. I możemy wskazywać kolejne obszary, które mogą cierpieć.
Warto jednak w kontekście ekonomicznym zwrócić także uwagę na nieco inny aspekt całej sprawy. Nie na ograniczenie wzrostu gospodarczego na skutek strachu przed przenoszeniem się wirusa, ale na rolę Chin w światowej gospodarce. Przyzwyczailiśmy się bowiem, że to wzrost gospodarczy w Chinach był uzależniony od tego, co się dzieje w innych częściach globu. Przede wszystkim oczywiście w Stanach Zjednoczonych i Europie. Przecież Chiny zbudowały swoją gospodarkę na eksporcie. Początki chińskiej drogi to w dużej mierze inwestycje zagranicznych firm, głównie amerykańskich, które wykorzystując tanią siłę roboczą mogły produkować po znacznie niższym koszcie i sprzedawać gdzie się da. Chiny były i są fabryką świata. Choć dzisiaj w tej produkcji jest już własna wartość dodana. Jak udało się Chinom relatywnie szybko unowocześnić swoją gospodarkę, to już zupełnie inna kwestia. Na przykład masowa kradzież intelektualna, na którą zresztą w jednym z tweetów zwracał uwagę także Donald Trump, jest faktem. Tak czy inaczej, Chiny urosły na eksporcie, najpierw głównie do USA, potem do innych części świata, szczególnie zaś do Unii Europejskiej. Jeśli zatem coś złego działo się w Stanach lub na Starym Kontynencie, miało to wpływ na tempo wzrostu w Państwie Środka.
Czasy się jednak zmieniły. W zeszłym roku coraz mocniej, szczególnie w USA, zaczęto zwracać uwagę na fakt, że Chiny to już potężny rynek zbytu. To potężny popyt wewnętrzny. To potencjał coraz bogatszych Chińczyków. Nie wszyscy mieszkańcy najludniejszego kraju na świecie korzystają ze wzrostu gospodarki. Szacuje się, że wyraźna poprawa bytu w ostatnich kilkudziesięciu latach dotyczy maksymalnie trzydziestu procent obywateli. Ale te trzydzieści procent to pół miliarda ludzi. Czyli tyle, ile ma cała Unia Europejska. I znacznie więcej, niż mieszka w Stanach.
Oczywiście te pół miliarda Chińczyków nie jest jeszcze tak bogata, jak na przykład obywatele USA. Albo jak mieszkańcy bogatego zachodu Europy. Ale z pewnością można ich już porównywać, jeśli chodzi o poziom dochodów, do mieszkańców Polski. I jest tam całkiem niemała grupa ludzi naprawdę bogatych. Mamy zatem do czynienia z potężnym potencjałem konsumpcyjnym. Potencjałem, który nie jest czysto teoretyczny. Chińczycy, w przeciwieństwie choćby do Japończyków, nie mają bowiem tak silnej skłonności do oszczędzania. W przypadku Japonii to właśnie ten czynnik stanowi największy problem w dalszym rozwoju. Ale Chińczycy chcą kupować. I ich „kupowanie” to ważny czynnik wzrostu PKB.
Jednak konsumpcja Chińczyków to nie tylko kupowanie dóbr wytworzonych w Chinach. Chińczycy chcą także towarów i usług powstałych w innych częściach świata. A zatem już nie tylko Chiny uzależnione są od świata, także świat uzależniony jest od Chin. Problemy w Chinach przeniosą się do innych gospodarek. Także do USA, czy do UE. Jeśli zatem epidemia w Chinach będzie się rozwijać, a to doprowadzi do osłabienia wzrostu w tym kraju, to impuls do hamowania zobaczymy także w innych częściach świata. I może to być zapalnik, który doprowadzi do kolejnego światowego spowolnienia. Lub nawet recesji.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o