Inflacji praktycznie nie ma

0
20
REKLAMA

W ostatnich dwóch latach przyzwyczailiśmy się już do tego, że ceny potrafią się dość mocno zmieniać. Najlepszym przykładem jest zachowanie rynku żywności w latach 2010‑2011. Pamiętacie Państwo szaleńcze wzrosty cen cukru sprzed dwóch lat? W ciągu kilku miesięcy podrożał on o 100%! Potrafilibyśmy pewnie bez trudu wskazać inne towary, których ruchy cen były równie imponujące. Akurat w przypadku cukru wszystko skończyło się nieźle, to znaczy wróciliśmy właściwie do poziomu wyjściowego. O ile w 2009 roku za cukier płaciłem około 3,5 zł, to tak jest i dzisiaj. Jednak wiele cen utrzymało się na wyższym poziomie. Dlaczego się one w ogóle zmieniają?
Zanim odpowiem na to pytanie, podam trochę liczb. Przypominacie sobie Państwo zapewne, że najpopularniejszym wskaźnikiem mierzącym inflację jest wskaźnik CPI, który pokazuje, jak zmieniają się ceny towarów i usług, z których najczęściej korzystamy. Oczywiście robi to z pewnym przybliżeniem, ale z pewnością wiele jednak na jego podstawie możemy wnioskować. Wskaźnik ten wyniósł w marcu zaledwie 1%. Czyli gdybyśmy chcieli kupić około 2 tysiące towarów i usług, których ceny, licząc go, bierzemy pod uwagę, to w marcu 2012 roku trzeba by było wydać na nie o 1% więcej niż w marcu 2011 roku. Co podrożało, a co potaniało najbardziej? Wystarczy popatrzeć na ceny poszczególnych grup towarów. Dość wyraźnie w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy podrożały ceny tego wszystkiego, co związane jest ze zdrowiem, o ponad 2%. Mniej więcej o tyle samo podrożały ceny użytkowania mieszkania i nośników energii. O 1,5% więcej płacimy za żywność i napoje bezalkoholowe. Z kolei w przypadku grupy „odzież i obuwie” mamy do czynienia ze spadkiem o ponad 5%. Ale najbardziej potaniały te rzeczy, które wiążą się z szeroko rozumianą łącznością. Tu odnotowaliśmy spadek o ponad 7%.
Oczywiście fakty i odczucia to dwie różne rzeczy. Żywność kupujemy codziennie lub prawie codziennie, a telewizory dość rzadko. Ale nawet biorąc pod uwagę najbardziej potrzebne towary i usługi, widać wyraźnie, że ich ceny albo się ustabilizowały, albo wręcz zaczęły spadać.
Wróćmy jednak do pytania, dlaczego ceny się w ogóle zmieniają. Zależy to od wielu czynników. Może być tak, że winny jest bank centralny, drukując za dużo pieniędzy. Mówimy wtedy o „pustym” pieniądzu bez pokrycia. Ilość pieniądza rośnie bardziej niż ilość dóbr i usług. Z taką sytuacją mamy do czynienia dzisiaj choćby w USA. Możemy się zatem liczyć z tym, że za jakiś czas, choć raczej liczony w latach niż miesiącach, największa gospodarka świata będzie miała problem z inflacją. CPI może rosnąć także dlatego, że chcemy coraz więcej kupować. Wzrost popytu prowadzi do wzrostu cen. Ale mogą one zmieniać się wyraźnie także dlatego, że coś poważnego dzieje się z ilością dostarczanych towarów i usług. Najlepiej widać to na rynku żywności i surowców. Jeśli mamy na przykład suszę i odnotowuje się mniejsze plony pszenicy, dochodzi do wzrostu jej cen, bo jest jej mniej do dyspozycji. Jeszcze lepiej wpływ ilości dobra na cenę widać na rynku ropy naftowej, bo jej produkcja jest dość precyzyjnie sterowana przez państwa producentów zrzeszonych w OPEC.
Ceny mogą zmienić się także z innych powodów. A jednym z ciekawszych jest spekulacja, czyli ktoś próbuje nadzwyczajnie wpłynąć na ceny po to, żeby na tym zarobić. I tak właśnie było na rynku cukru. Wmawiano nam, że rośnie jego konsumpcja w Chinach i Indiach albo że maleje produkcja w związku z pożarami czy powodziami. I ruszaliśmy do sklepów, żeby robić zapasy, co musiało doprowadzić do zamieszania na rynku. Wystarczyło kilka miesięcy i sytuacja się uspokoiła. Warto zatem czasem z pewnym dystansem podchodzić do informacji, które do nas trafiają.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o