Kampania wyborcza w pełni

0
80
REKLAMA

Kampania wyborcza rozkręca się coraz bardziej. Politycy pojechali w Polskę, spotykają się ze społeczeństwem i efektem tego jest, że co chwilę trafiają do nas jakieś mniej lub bardziej interesujące informacje. Oczywiście znaczna część tego, co słyszymy wygłaszana jest tylko na czas kampanii i niekoniecznie ma realne odniesienie do rzeczywistości. Zresztą sam premier nas w kwestii tego poinstruował mniej więcej dwa lata temu w jednej z wysokonakładowych gazet. Wypowiedź dotyczyła chwytnego hasła zastosowanego podczas poprzednich wyborów parlamentarnych przez ówczesną opozycję o tym, że „Polska jest w ruinie”. Otóż Morawiecki stwierdził mniej więcej tak: Polska wcale nie była w ruinie, no chyba, że mówimy o okresie po drugiej wojnie światowej, a hasło o Polsce w ruinie było hasłem kampanijnym, a retoryka przedwyborcza rządzi się różnymi prawami. W zasadzie po takiej informacji nie powinniśmy się w ogóle przejmować tym, co słyszymy teraz. Dokładnie z tego powodu, o którym wspomina premier.
Ale jego słowa są dobrym powodem, żeby popatrzeć, jak się zmieniły dochody budżetu w ostatnich latach i spróbować rzeczywiście pokazać, na co pieniądze ze zwiększenia ściągalności podatków są przeznaczane. Bezspornym jest bowiem, że zwiększenie tej ściągalności jest sukcesem obecnej władzy. Popatrzmy zatem na tę kwestię okiem ekonomisty.
Dokładne badanie ściągalności podatków nie jest tak naprawdę możliwe. Nie mamy precyzyjnych danych dotyczących choćby szarej strefy, będą to zatem szacunki. Trzeba oczywiście także brać pod uwagę zmiany w gospodarce i w systemie podatkowym. Jeśli rośnie udział eksportu w PKB, a w jego przypadku przedsiębiorca ma prawo do zwrotu VAT, to większe PKB w tym obszarze nie przełoży się bezpośrednio na wzrost wpływów podatkowych z VAT. Ale przedsiębiorca zapłaci zapewne CIT. I prawdopodobnie, jeśli rzeczywiście zwiększa sprzedaż, zatrudni nowych pracowników, ci zarobią, więc zapłacą PIT. A jeśli większa produkcja oznacza zwiększone zużycie prądu, to jego producent zapłaci większe podatki itd. itp. A zatem porównanie wielkości dochodów do budżetu z PKB da nam już jakiś obraz sytuacji.
Weźmy zatem trzy lata. Najpierw 2007, który był apogeum wzrostu gospodarki poprzedniego cyklu rozwoju. Produkt Krajowy Brutto wyniósł wtedy około 1,19 mld PLN, a dochody do budżetu osiągnęły poziom 236 mld PLN, stanowiły zatem około 20% PKB. W 2015 roku z kolei, roku największych problemów ze ściągalnością podatków mieliśmy 1,8 bln PLN PKB i dochody do budżetu w wysokości 289 mld PLN. Czyli dochody stanowiły 16% PKB. No i wreszcie ostatni rok, czyli 2018. PKB wyniosło około 2,1 bln PLN, a dochody do budżetu 380 mld PLN. Czyli 18% PKB. Nie jesteśmy zatem nawet na poziomie tego, co było w roku 2007.
Jeszcze raz podkreślę: oczywiście, że w tym okresie zmieniły się podatki, stawki podatków, choćby VAT i parę jeszcze innych rzeczy. Chciałem tylko pokazać, że samo mówienie o tym, że wzrosły dochody podatkowe wcale nie musi oznaczać sukcesu jakiejś konkretnej polityki.
Idźmy dalej. Jeśli porównamy się do roku 2015, to dochody budżetowe wzrosły w 2018 o 90 mld złotych. Czyli o 31%. PKB z kolei o 315 mld PLN. Czyli o 18%. Widać zatem, że wzrost dochodów jest wyraźnie większy od wzrostu PKB. Jak już napisałem, rząd ma tu rzeczywiście sukces. Ale nie w kontekście poprawy ściągalności w stosunku do np. roku 2007, tylko w stosunku do fatalnego 2015, który był apogeum działalności choćby mafii vatowskich. Oczywiście poprawa sytuacji wynika także z innych czynników. Choćby z mniejszej szarej strefy, co jest nie tylko wynikiem działalności rządu, ale także na przykład tego, że się bogacimy. Wtedy chętniej płacimy podatki, pisałem o tym kilka tygodni temu przy okazji rozważań o szarej strefie.
Sam wzrost dochodów z tytułu VAT w roku 2018 w stosunku do 2015 to mniej więcej 55 mld złotych (175 mld PLN – 123 mld PLN). Uwzględniając wzrost PKB w tym okresie możemy szacować wzrost ściągalności na ok. 20 mld PLN. Czyli o tyle, ile mówi ministerstwo finansów. I to jest wymiar sukcesu w kwestii ściągalności VAT, nie zaś 50, czyli 70 mld, o których czasem słyszeliśmy. O owe 50 czyt. 70 mld PLN rosną dochody w odpowiednich okresach, co jest także związane ze wzrostem PKB. Nie zaś o tyle wzrosła ściągalność. Mówiąc innymi słowy: ze zwiększenia ściągalności VAT nie wystarcza nawet na program 500+. Nie mówiąc już o 500+ na pierwsze dziecko. Nawet, jak uwzględnimy zwiększoną ściągalność innych podatków, to na ten program w całości, czyli uwzględniając pierwsze dziecko, nie wystarczy. A co dopiero na innego rodzaju pomysły. Np. na inwestycje w pełnym tego słowa znaczeniu.
Ale, jak już pisałem, a właściwie jak dał do zrozumienia dwa lata temu Morawiecki: retoryka przedwyborcza rządzi się różnymi prawami…

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o