Kiedy upadł rząd Tuska?

0
28
REKLAMA

Porównajmy przyłączanie Polski do Unii Europejskiej rozpoczęte w 1994 z tym rozpoczętym w 1939. Już 12 października 1939 reichskanclerz Adolf Hitler wydał dekret o utworzeniu Generalnej Guberni, wszedł on w życie 26 października i tegoż dnia na Wawelu zaczął urzędować dr Jan Frank. Przeprowadzono też radykalne zmiany administracji, oczywiście nie naruszając panującego ustroju socjalistycznego (nadal resztki szkolnictwa były państwowe, istniał przymus emerytalny, państwowa służba zdrowia itd.). Zresztą cała hitlerowska unia europejska była oparta o zasady socjalistyczne, ostatecznie Hitler był przywódcą NSDAP, partii narodowo‑socjalistycznej.
Tymczasem Anchlus Polski do Unii Europejskiej, rozpoczęty w 1994 roku, zakończył się dopiero w grudniu 2009 (choć wcielenie Polski do UE miało nastąpić już 1 maja 2000!). I w dalszym ciągu w praktyce niewiele z tego wynika: Polska ma nadal własną walutę (Generalna Gubernia i PRL też miały!!!) własne wojsko i policję (GG i PRL też ja miały).
Cel Hitlera i obecnych federastów jest taki sam: zbudować jedno państwo europejskie, oparte o zasady socjalistyczne ze ściśle kontrolowanym sektorem gospodarki prywatnej. I w UE i w III Rzeszy wolno istnieć kapitalistom… pod warunkiem, że przestaną być kapitalistami. To znaczy: że będą robić to, co nakazuje Władza, a nie to, co oni chcieliby produkować… Hitler wybrał metody niedemokratyczne i, choć opór Polaków przeciwko okupacji przez III Rzeszę był znacznie większy niż opór przeciwko okupacji przez UE, osiągnął niewątpliwy sukces. Mimo (a może właśnie dlatego?) że wtedy nie było Quislingów, a obecnie federaści z Brukseli nie mogą się opędzić od kandydatów na kolaborantów.
Wracając do tematu: jeśli nadamy statkowi kierunek i prędkość, to można przewidzieć, że wyrżnie w nadbrzeże, mimo że do brzegu pozostał jeszcze kilometr albo i więcej. Promień zawrotu dużego tankowca to 17 kilometrów, a państwo jest od tankowca nieco większe. I nie ma steru, i nie ma takiego posłuszeństwa wobec Władzy, jakie panuje na okrętach.
Dlatego choć do nadbrzeża pozostał jeszcze kilometr, już można o statku mówić jako o wraku, dzwonić po holownik, który go odciągnie na złomowisko, i kierować przeciwko kapitanowi oskarżenie przed Izbą Morską.
To samo jest i tu. Rządu JE Donalda Tuska już nie ma, choć On i Jego kamaryla mają lornetki pozwalające patrzeć tylko na 100 metrów, a do nabrzeża jeszcze kilometr. Pytanie brzmi: w którym momencie nastąpiła katastrofa, to znaczy: kiedy statek zeszedł był z kursu i wszedł w dryf ku katastrofie?
To można dokładnie powiedzieć: wtedy, gdy JE Donald Tusk oznajmił, że „Jego Rząd nie jest od tego, by działać wedle jakichkolwiek abstrakcyjnych zasad [chodziło o liberalne, JKM], lecz po to, by wypełniać wolę ludności”.
Proszę sobie wyobrazić statek, którego kapitan oświadcza, że nie jest od tego, by stosować się do jakichś abstrakcyjnych zasad obowiązujących na morzach, lecz od tego, by realizować życzenia pasażerów. Chcących, na przykład, podpłynąć bliżej brzegu, by podziwiać piękne widoki na wysepce Giglio?
Bo, oczywiście, tak musi skończyć się żywot statku czy państwa, sterowanego nie wedle ustalonych przez wieki Zasad, lecz wedle życzeń tzw. L**u. Bo niby skąd L**d miałby znać się na sterowaniu nawą morską albo państwową?
Proszę sobie wyobrazić statek, do którego sterówki wdarło się stado szympansów i pociąga za rozmaite dźwignie, z wielkim przejęciem obserwując: co z tych zabaw wyniknie?
Oczywiście: czasem lepiej, by statek dryfował nawet na skały, niż trafił w ręce sprawnego kapitana, jakim był Hitler, prowadzącego jednak statek prosto na zderzenie z tymi skałami.
Pytanie: dlaczego statek nie może być po prostu prowadzony przez swojego właściciela?
I dodam: na szczęście państwa nie można ubezpieczyć!

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o