Kompromis w emeryturach

0
60
REKLAMA

Jak wiemy, ma być tak, że będzie możliwość przejścia na emeryturę częściową, pomostową, jak zwał, tak zwał. Będzie można ją otrzymać wcześniej, czyli w przypadku kobiet w 62, a mężczyzn w 65 roku życia. Oczywiście przy założeniu odpowiedniego stażu pracy. I rzeczywiście z punktu widzenia przyszłych emerytów jest to krok do przodu wobec pierwotnych pomysłów Premiera. Nie mamy zielonego pojęcia, ile ta emerytura będzie wynosić, bo liczenie czegoś z perspektywą czterdziestu lat w dzisiejszych czasach nie ma wielkiego sensu. Wiemy tylko, że ma ona wynosić połowę emerytury docelowej. Ponieważ emerytura docelowa okazała nie będzie, to częściowa nie będzie okazała tym bardziej. Kilkaset złotych, według dzisiejszych standardów. I to raczej 400 niż 900.
Co to ma zatem być za świadczenie? Z pewnością ma ono dać poczucie, że się nie zostaje bez środków do życia, jeśli nie będzie się w stanie pracować do 67 roku. Oczywiście „środki do życia” to pojęcie względne, szczególnie biorąc po uwagę to, co napisałem o wysokości emerytury częściowej. Tak czy inaczej rozumiem, że powinno to trochę uspokoić rozgoryczonych pracujących, którzy obawiają się podniesienia wieku emerytalnego. Lepsze coś niż nic. Choć, moim zdaniem, szkoda, że propozycje te nie są dyskutowane także z innymi zainteresowanymi. Może jeszcze będą. Zobaczymy.
Ale właściwie chciałem napisać o czymś innym. Mianowicie o tym, że te wszystkie założenia mogą się jeszcze wiele razy zmienić, zanim większość z nas przejdzie na emeryturę. Popatrzmy na system emerytalny w ostatnich piętnastu latach. OFE miało być strukturą docelową. Praktycznie wszystkie siły polityczne były za nowym systemem. Lewica, prawica, centrum. Niewielu miało zastrzeżenia. Po dziesięciu latach system został jednak w znacznej mierze zdemontowany. Mówiono, że po części ze względu na koszty, które nie były doszacowane. Może rzeczywiście nie były. Mało kto spodziewał się na przykład takiego zawalenia się kwestii demograficznych w Polsce. Nie zmienia to faktu, że doszło do demontażu.
A zatem wiele się jeszcze może zmienić. Na lepsze i na gorsze. Czy zatem powinniśmy się przyzwyczajać do nowych rozwiązań? Moim zdaniem z pewnością nie powinniśmy się przyzwyczajać do jednego. A mianowicie do tego, że po zakończeniu okresu aktywności zawodowej, wszystko jedno, czy nastąpi to w 60, 65 czy 67 roku życia, otrzymamy emeryturę, która nas zadowoli. „Zadowoli” to zresztą za mocne słowo. Emeryturę, która pozwoli nam w miarę bezstresowo funkcjonować. A zatem trzeba próbować odkładać coś na okres po zakończeniu przez nas pracy. Wszystko jedno, czy będzie to formalny trzeci filar, czy lokata w banku, czy jeszcze coś innego. Ja wiem, że wielu z nas ledwo wiąże koniec z końcem. Mam nadzieję, że powoli, ale jednak, ta sytuacja będzie się zmieniać. Że będziemy zarabiać coraz więcej i tym samym pojawią się jakieś nadwyżki. Jednak w wielu przypadkach problemem jest to, że nie czujemy potrzeby odkładania na emeryturę. Mam wielu znajomych, którzy takie odkładanie traktują jak niepotrzebne obciążenie. Refleksja przychodzi, gdy emerytura się zbliża. Ale wtedy trudno jest odłożyć jakąś sensowną kwotę, bo czasu zostaje niewiele. Iluż moich kolegów twierdzi, że nie stać ich na emerytalne odkładanie, ale jednocześnie pali trzy paczki papierosów dziennie i pije kilka piw? Warto się nad tym zastanowić. Bo naprawdę nie wiemy, co spotka nas, gdy to nam przyjdzie przejść na emeryturę.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o