Koniec kłopotów?

0
34

Przyjrzyjmy się jeszcze samej kwocie. 130 mld euro to około 550 mld złotych. Cały dług Polski wynosi około 800 mld. W Polsce mieszka około 40 mln ludzi, w Grecji 11 mln. To pokazuje rozmiar pomocy, jaka Grecji jest udzielana. Warto jeszcze przytoczyć inne liczby. Polskie PKB to około 500 mld USD. Greckie to około 300 mld USD. Jak przeliczymy te wielkości na mieszkańca, to Grecy są od nas dwa razy bogatsi. Podaję te liczby po to, żebyśmy zdawali sobie sprawę z tego, że Grecy nie są europejskimi biedakami. Nawet teraz, kiedy ich kraj jest w recesji.
Jeszcze jedno. Minimalne wynagrodzenie w Grecji, po obniżce spowodowanej reformami, będzie wynosiło 600 euro. To około 2500 zł. W Polsce wynosi ono 1500 zł. A ceny w Grecji nie są aż o tyle wyższe, żebyśmy mogli mówić, że te dwie kwoty reprezentują podobną siłę nabywczą. Tego typu przykładów na to, że Grecja jest krajem znacznie bogatszym od Polski, można podawać dużo więcej.
Nie zmienia to oczywiście faktu, że Grecy na skutek prowadzonej latami nieodpowiedzialnej polityki popadli w dramatyczne zadłużenie. Ich dług w stosunku do PKB sięga 160%. W Polsce wynosi on obecnie około 54%. Za poziom bezpieczny, choć faktem jest, że to granica umowna, uznaje się 60% PKB. Taka wielkość, jako wielkość graniczna, jest też zapisana w polskiej konstytucji.
Grekom trzeba było zatem pomóc. Wielokrotnie pisałem już o tym, że niekontrolowane ogłoszenie niewypłacalności tego kraju miałoby konsekwencje dla całej Europy. A nawet dla całego świata. Zgodnie z porozumieniem z ostatnich dni, obok pomocy bezpośredniej, czyli przekazania pieniędzy, ma także dojść do ugody między wierzycielami a Grecją. Wierzyciele, głównie europejskie banki komercyjne, mają zgodzić się na anulowanie około 50% z kwoty, którą wcześniej Grecji pożyczyli, kupując jej obligacje skarbowe.
Cały plan pomocowy, w kształcie, który dzisiaj znamy, doprowadzi do zredukowania greckiego długu do poziomu około 120% PKB. To i tak dwa razy więcej niż umowny bezpieczny poziom. Czy zatem wystarczy to, aby Grecja wyszła z kłopotów? Szczerze mówiąc, jest to mało prawdopodobne.
Największym problemem jest słabość greckiej gospodarki. Nie ma w niej mocnego fundamentu, jak choćby we Włoszech. Wielkie koncerny jak Fiat, ale także mniejsze firmy, powodują, że perspektywy czwartej pod względem wielości gospodarki Europy, choć mającej także problemy z gigantycznym zadłużeniem, są znacznie lepsze. W Grecji takiej sytuacji nie mamy. Mało tego: pomoc dla Grecji ogranicza się głównie do redukcji długu i kolejnych pożyczek. Nie ma działań zwiększających efektywność gospodarki. Problemem jest także ogromna szara strefa. Ludzie w niej zarabiają, ale państwo traci swoje dochody. Mniej jest zatem środków w państwowej kasie. Likwidacja szarej strefy wymaga zmiany mentalności greckiego społeczeństwa. Czy jest to możliwe, a jeżeli tak, to czy da się to osiągnąć w krótkim czasie?
Jest zatem wielce prawdopodobne, że problem Grecji za jakiś czas powróci. Jeśli jednak pozostałe zagrożone kraje strefy euro, i w ogóle cała strefa, dokonają w tym czasie istotnych reform, niebezpieczeństwo związane z Grecją będzie niosło ze sobą znacznie mniej negatywnych konsekwencji. I na to wszyscy liczą. Nie jest to zresztą liczenie na cud, bo wreszcie w Europie rzeczywiście zaczęto działać. Bezprecedensowe reformy we Włoszech są tego najlepszym przykładem.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o