Kwestowałem na Powązkach

0
65
REKLAMA

W sobotę i w niedzielę w Warszawie było raczej pogodnie i raczej ciepło. Nawiasem mówiąc, przez ostatnich 6 lat, a od tylu kwestuję, 1 listopada było zawsze pogodnie i ciepło, może rzeczywiście klimat nam się zmienia? Ale to z kolei przeczy tej mojej obserwacji, że w tym roku ludzie wyjątkowo chętnie zatrzymywali się, żeby pogadać.
Lubię rozmawiać z ludźmi, chociaż w czasie kwesty to ogranicza trochę liczbę wrzucających pieniądze. Ludzie chcą od kwestującego usłyszeć dobre słowo za wrzucone pieniądze, a gdy kwestujący z kimś rozmawia, zakładają, że tego słowa nie usłyszą. A to nieprawda. Zawsze znajdę czas na podziękowanie i to niezależnie od tego, czy datek jest głośny czy cichy. (Kiedyś ksiądz Kazimierz Sowa powiedział mi, że był świadkiem rozmowy dwóch księży z Warszawy i z Podkarpacia. I ten z Podkarpacia w pewnym momencie westchnął i powiedział, że w Warszawie jest lepiej, bo jest cicha taca, czyli taca z banknotami). O czym rozmawialiśmy? O wielu sprawach, które jednak miały wspólny mianownik, czyli obawę. Przed rokiem nikomu nawet się nie śniło (może poza Putinem), że Rosja wejdzie na Krym, a na wschodzie Ukrainy będzie trwała regularna wojna. Nikt nie przypuszczał, że rosyjskie bombowce będą podlatywały do granic UE, a Szwedzi nerwowo będą poszukiwali rosyjskiego okrętu podwodnego w pobliżu Sztokholmu. Przed rokiem wojna w Europie wydawała się być kompletną abstrakcją, dziś na szczęście nadal jest mało prawdopodobna, ale jednak przecież możliwa. I to się czuje w rozmowach z odwiedzającymi najbliższych na Cmentarzu Powązkowskim. Straciliśmy jakąś pewność siebie, co o tyle nie dziwi, że w każdej niemal rodzinie jest ktoś albo może pamięć kogoś, kto doświadczył wojennego nieszczęścia. Obawiamy się załamania koniunktury, która – nie da się ukryć – jakoś nam przez ostatnie lata towarzyszy, albo inaczej mówiąc, którą to koniunkturę potrafiliśmy stworzyć. Obawiamy się o przyszłość naszych dzieci i wnuków, bo instynktownie wyczuwamy, że świat wokół nas zmienia się w sposób przez nikogo niekontrolowany i chyba trochę chaotyczny. Martwi nas bylejakość polityczna, co ciekawe, już nie tylko nasza polska. Myślę, że sposób w jaki UE i w ogóle świat traktuje wydarzenia na Ukrainie, łącznie z zestrzeleniem malezyjskiego boeinga, podważa zaufanie do polityków tak zwanego Zachodu.
No i na koniec pytano mnie także o media. I to były naprawdę trudne pytania. Faktem jest bowiem, że media są w ogromnym kryzysie. Rządzi Internet, w którym można znaleźć wszystko, co się chce, ale jak to wytłumaczyć w kilkuminutowej rozmowie pani pod siedemdziesiątkę, która przez całe swoje życie wiedzę o tym, co się dzieje na świecie i w jej najbliższym otoczeniu, czerpała z gazet i radia, a potem z telewizji. Jak odpowiedzieć na pytanie, czy w sprawie Ukrainy bardziej manipulują Rosjanie, czy Zachód, w tym oczywiście i my? Odpowiedź, że wszyscy manipulują, jest wygodna, ale jednocześnie trochę żałosna. W dodatku ja naprawdę nie mam możliwości sprawdzenia wszystkich dochodzących do mnie informacji. Mogę mieć jedynie intuicję, a ta mówi mi, że jednak to Rosjanie bardziej przeginają. Ta sama intuicja mówi mi także, że w sumie nie będzie źle. I tego się będę trzymał.

REKLAMA
REKLAMA
Ustaw powiadomienia
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments