Leczyć czy liczyć???

0
77
REKLAMA

Aczkolwiek pieniądze wtedy nie istniały, była to decyzja gospodarcza. Bo też każda decyzja mająca wpływ na nasze działania jest decyzją gospodarczą.
Potem Fenicjanie wynaleźli pieniądz i decyzje gospodarcze stały się po prostu łatwiejsze, bo oparte o rachunek. Pieniądz i funkcjonujący Wolny Rynek umożliwiają porównanie skutków tych decyzyj. I tyle.
Proszę tu podkreślić wężykiem: pieniądz i WOLNY RYNEK. Jeśli ktokolwiek w jakikolwiek sposób w rynek ingeruje, ludzie zaczynają otrzymywać fałszywe informacje o świecie: zamiast dowiedzieć się, ile pracy wymaga zrobienie masła czy strzykawki, dowiadują się o stanie umysłu jegomościa wtrącającego się w gospodarkę.
Jeśli np. wybuchają zamieszki w Egipcie, ludzie na polskim rynku dowiadują się o tym natychmiast, poprzez wzrost ceny bawełny. Ba! Spekulanci wykupują bawełnę zanim zaczęły się zamieszki, więc ludzie dowiadują się o tym, że w Egipcie coś może się stać, zanim jeszcze zamieszki się rozpoczęły! Spekulanci to bardzo ważne ogniwo gospodarki: oni umożliwiają nam przewidywanie przyszłości, a dają prognozy wiarygodne, bo (w odróżnieniu od tzw. „ekspertów”) ryzykują własnymi pieniędzmi.
I dokładnie tak samo, jak ważne jest, byśmy mieli prawdziwe informacje o stanie produkcji stali, bawełny czy zboża, tak samo jest ważne, byśmy mieli prawdziwe informacje o czynnikach istotnych dla naszego zdrowia. Byśmy mogli automatycznie (wolny rynek to automat!) w cenie strzykawki uwzględniać potrzeby chorych, ale i tych, co strzykawki robią. Po to, by decyzje ludzi były prawidłowe.
Dlatego i śmieszno, i straszno, gdy czytam elukubracje geniuszy (niestety: bynajmniej nie tylko domorosłych), że przy leczeniu ludzi „nie można stosować kryteriów gospodarczych”. Człowiek tak mówiący mówi w rzeczywistości: „medycyna powinna być zarządzana źle”. Mówi: „w medycynie nie powinniśmy kierować się potrzebami ludzi, lecz przesądami tkwiącymi w umysłach tych, co będą medycyną kierować”.
W praktyce oznacza to na przykład, że Wielki Brat podejmie decyzje o skierowaniu dodatkowych środków na leczenie, powiedzmy, AIDS. I dzięki tej decyzji, sprzecznej z pojęciem gospodarności, nie umrze stu ludzi…
…to znaczy: oni umrą, bo wszyscy przecież umrzemy. Powiedzmy: stu ludzi pożyje o pięć lat dłużej.
I „humaniści” (humanista to człowiek nieumiejący liczyć…) będą z dumą głosić, że to dzięki mądrej decyzji Wielkich Braci; decyzji sprzecznej z logiką gospodarczą, ale jak-że humanitarnej.
Ci humaniści nie dostrzegają wszakże, bo jak mają to dostrzec?, że na to ratowanie chorych na AIDS poszły pieniądze. Te pieniądze zostały odebrane ludziom. I część z tych ludzi, na przykład, odżywia się nieco gorzej, nie kupiła jakichś lekarstw albo odłożyła decyzje o kupieniu nowych opon. I w wyniku tego 30 osób zmarło o 20 lat wcześniej…
Na cenę ołówka wpływa sytuacja na Malajach, skąd pochodzi kauczuk na gumkę, i strajk drwali w Kanadzie (bo z tamtejszych cedrów pochodzi drewno na ołówek). Nikt tego nie zauważa, ale cudowny wynalazek, pieniądz, pozwala to wszystko zsumować.
I z całą pewnością, jeśli ludzie naprawdę wysoko cenią życie ludzkie, w normalnym społeczeństwie pieniądze popłynęłyby tam, gdzie uratuje się życie większej liczby ludzi, niż w systemie, którym rządzi urzędnik albo polityk.
Dlatego „humanista”, który by chciał, by o leczeniu nie decydował Wolny Rynek, tylko „człowiek” (czyli bezduszny urzędnik…), jest po prostu ludobójcą.

REKLAMA
REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o