Lepiej na giełdzie?

0
46

Druga połowa 2016 roku i początek 2017 były zdecydowanie lepsze dla Giełdy Papierów Wartościowych. Indeks WIG 20 od swojego lokalnego dołka z lipca wzrósł o prawie 30%, w przypadku najszerszego indeksu, czyli WIG zmiana jest nawet jeszcze większa. Czy oznacza to, że na polski parkiet wraca optymizm?
Dobre pytanie. Najpierw warto przypomnieć, że okres między początkiem 2015 roku, a połową 2016 roku przyniósł nam wyraźne, zaskakujące zresztą spadki. Szczególnie dotyczyło to indeksu największych spółek. Pisałem o tym wielokrotnie, więc wiemy, kto jest głównym winowajcą takiego stanu rzeczy. Decyzje polityczne podejmowane przez poprzedni i obecny rząd doprowadziły do odpływu inwestorów i spadku wycen, likwidacja OFE, koncepcje dotyczące rozwiązania kwestii frankowiczów, zapowiadane nowe podatki, choćby bankowy i od sieci handlowych, łączenie energetyki z kopalniami i parę jeszcze innych rzeczy skutecznie zniechęciły do posiadania, nie mówiąc już o kupowaniu, akcji. W efekcie w połowie 2016 roku WIG 20 spadł prawie w okolice poziomów z 2009 tego roku. A uwzględniając kurs złotego do USD i euro, to nawet poniżej.
Koniec 2016 i początek 2017 roku przyniósł jednak kilka istotnych informacji, które poprawiły klimat. Co się miało negatywnego stać, zdaniem inwestorów się już stało. Nie słyszymy o nowych pomysłach związanych z podatkami, nie będzie rozliczenia kredytów frankowych po kursach z dnia zaciągnięcia. Nie będzie, wszystko w każdym razie na to wskazuje, dalszej likwidacji OFE w sensie sprzedaży aktywów, głównie chodzi tu o akcje, którymi OFE dzisiaj dysponują. Mało tego – ma być budowany nowy system emerytalny, którego giełda ma być istotnym narzędziem. W dodatku na świecie panuje hossa – głównie chodzi tu o Stany Zjednoczone. Giełda nowojorska bije kolejne rekordy, co z pewnością wpływa także na sytuację innych rynków.
Z drugiej strony, w przeciwieństwie do większości rynków światowych, wciąż jesteśmy wyraźnie z tyłu. WIG jest już, co prawda, niedaleko od rekordowych poziomów z końca 2007 roku, ale jednak wciąż poniżej. Tymczasem zdecydowana większość świata pokonała maksima z tamtego okresu już dawno. O WIG 20 nawet nie ma co mówić. Obserwowane obecnie 2200 punktów to poziom, który towarzyszył nam od 2011 roku. Przez prawie pięć lat staliśmy w miejscu, potem doszło do spadku, o którym pisałem na początku. Szczyty z października 2007 roku, prawie 4000 punktów, wydają się zupełnie abstrakcyjne.
Coś drgnęło, to pewne, i to oczywiście dobra informacja. Ale czy możemy liczyć na dalsze wzrosty?
Pierwsza kwestia dotyczy tego, co się wydarzy w Polsce. Czekamy na szczegóły planu budowania nowego systemu emerytalnego. Może on rzeczywiście stanowić fundament wzrostów w dłuższym okresie czasu. No i wciąż jednak, mimo wszystko, nie jesteśmy w stanie określić, czy w najbliższym czasie nie pojawią się jakieś nowe pomysły, które hossie na giełdzie mogłyby przeszkodzić.
Druga kwestia to sytuacja na świecie. Jeśli od tylu lat obserwujemy wzrosty, praktycznie nieprzerwane, nie licząc krótkotrwałych, niezbyt silnych korekt, to czy rzeczywiście powoli nie nadchodzi czas jakiejś mocniejszej przeceny?
Moim zdaniem krótkoterminowo ryzyko jest, szczególnie w kontekście sytuacji na świecie, dość duże. Długoterminowo sytuacja wygląda dużo lepiej, o ile oczywiście spełni się to, o czym przed chwilą wspomniałem.

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o