Limit trzydziestokrotności ZUS

0
52

Prawo i Sprawiedliwość chce zniesienia limitu dotyczącego zwolnienia z płatności składek na ubezpieczenie społeczne. I dzieje się to pomimo sprzeciwu jednego z koalicjantów tworzących większość sejmową. Pokazuje to jednoznacznie, że bez podnoszenia obciążeń dla społeczeństwa trudno będzie o bezpiecznie sfinansowanie pomysłów socjalnych.

REKLAMA

Już wiele miesięcy temu pisałem, że pomimo wzrostu ściągalności podatków nie da się w bezpieczny sposób sfinansować pojawiających się pomysłów socjalnych bez nałożenia jakichś dodatkowych obciążeń. Owszem, w okresie koniunktury jest to możliwe, ale będzie oznaczało dziurę w budżecie. I rzeczywiście, pomimo fantastycznej sytuacji gospodarczej, taką dziurę co roku odnotowywaliśmy. W przeciwieństwie do sporej grupy, a w zeszłym roku większości krajów Unii Europejskiej. A co stanie się wtedy, kiedy gospodarka zacznie zwalniać? Albo wręcz się zmniejszy, czyli wpadnie w recesję? Rząd ma sukces w zwiększaniu ściągalności podatków, ale cudów już w ten sposób nie uzyskamy. A to, co jest, to zdecydowanie za mało, żeby starczyło na wszystko. Mówiąc wprost, i jak już zaznaczyłem mówię to od dawna, bez zwiększania podatków lub szeroko rozumianych parapodatków, albo nakładania nowych, się nie obejdzie.
I rzeczywiście staje się to faktem. Mamy przecież choćby dziesięć groszy w paliwie. I parę jeszcze innych rzeczy. A to dopiero początek. Obecnie rząd planuje, o czym wiemy na pewno, przynajmniej trzy zmiany: ściągnięcie limitu trzydziestokrotności składek ZUS, zwiększenie akcyzy na papierosy i alkohol oraz „przygląda” się kwestii „ozusowania” niektórych umów śmieciowych, cokolwiek by to miało oznaczać.
Oczywiście proponowane zmiany nie dotkną wszystkich. Przynajmniej nie bezpośrednio. Ale jednak oznaczają wzrost obciążeń. Faktem jest, że mieliśmy też decyzje ograniczające wysokość płaconych podatków, choćby obniżenie PIT‑u do 17%. Ale jednak po ewentualnym wprowadzeniu wymienionych rozwiązań, w sumie budżet centralny będzie „na plusie”.
Najwięcej dyskusji pojawia się w kontekście zniesienia limitu składek ZUS. Obecnie po osiągnięciu przychodu na poziomie trzydziestokrotności przeciętnego wynagrodzenia przestajemy je płacić. PiS chce to zmienić. Jednak przeciwnikiem tych zmian jest Jarosław Gowin, co powoduje dość ciekawą rozgrywkę w tej kwestii. Zostawmy jednak politykę i zastanówmy się nad wpływem tej zmiany na gospodarkę.
Trzydziestokrotność przeciętnego wynagrodzenia to bardzo dużo pieniędzy. Szczególnie w kontekście tego, że około połowa Polaków zarabia co najwyżej 3500 złotych brutto miesięcznie. Z drugiej strony jednak to wynagrodzenie, które nie dotyczy tylko prezesów wielkich banków. Wielu informatyków, elektroników, inżynierów procesu produkcji, deweloperów RPA i innych specjalistów zarabia takie i większe pieniądze. A i tak jest to znacznie mniej, niż uposażenia ich kolegów z Niemiec, czy z Wielkiej Brytanii. To właśnie ci ludzie mają budować nowoczesną polską gospodarkę. Mają tworzyć innowacje, bez których po prostu nie da się osiągnąć sukcesu w dzisiejszym świecie. Czy wyraźne podniesienie obciążeń ich płacy nie zniechęci ich do wyjazdu z naszego kraju?
Poza tym nie jestem przekonany, czy rzeczywiście uda się zebrać tyle, ile rząd zakłada. Zresztą nagle to założenie zwiększyło się o 2 mld złotych. Dzisiaj słyszymy już, że zniesienie limitu oznacza ponad 7 mld złotych dodatkowo w przyszłym roku w budżecie Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Czyli o tyle mniej będzie trzeba dopłacić z budżetu państwa. Czy to jest realne? Czy nie będzie próby ominięcia przepisów? Czy nie oznacza to de facto wzrostu chęci do ucieczki w szarą strefę?
Zniesienie limitu to nie tylko mniejsze pieniądze „na rękę”, ale także wyższy koszt dla pracodawcy, bo on też płaci swoją cześć składki. Jak dodamy do tego plan wyraźnego zwiększenia płacy minimalnej, to rysuje się obraz mocnego wzrostu kosztów pracy. I to w okresie hamowania gospodarki. Czy wszystkie firmy sobie z tym poradzą?
I na koniec jeszcze jedna uwaga. Część pomysłodawców mówi, że zniesienie limitu to akt sprawiedliwości. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Gdyby limit dotyczył PIT to pełna zgoda. Dlaczego najlepiej zarabiający mieliby go nie płacić? Ale tu chodzi o to, że zniesienie limitu będzie oznaczało olbrzymie emerytury dla tych, którzy najwięcej zarabiają. I aby takich „kominów” nie było wprowadzono właśnie obecnie obowiązujące przepisy. Czy rzeczywiście wypłacanie w przyszłości kilkudziesięciotysięcznych, albo nawet kilkusettysięcznych emerytur w ramach państwowego sytemu zabezpieczenia emerytalnego nie wzbudzi kontrowersji?
Rząd PO‑PSL rozpoczynając demontaż OFE mówił o minusach tego systemu. O wysokich opłatach, braku konkurencji itd. itp. Prawda była taka, że podstawowym powodem demontażu były problemy z domknięciem budżetu. I teraz jest podobnie. Zniesienie limitu ZUS ma po prostu dać dodatkowe środki tu i teraz. Oczywiście sytuacja budżetu sprzed kilku lat i obecnie jest nieporównywalna. Bo nieporównywalne są czasy, wtedy rząd zderzył się z potężnych światowym kryzysem. Ale co do celów wprowadzanych zmian to chodzi o dokładnie to samo. Zresztą z tego powodu, moim zdaniem, pojawia się także opłata przekształceniowa w ostatnim akcie rozmontowania OFE. Ale to już zupełnie inna kwestia.

REKLAMA

Dodaj komentarz

  Ustaw powiadomienia  
Powiadom o